Strona główna / Bez kategorii / Miasto Słupca

Miasto Słupca

Miasto SłupcaOtoczone jest mocnym murem i basztami. Widzieć to można w Opisie Sarmacji Europejskiej wspomnianego Gwaniniego. Potem daje własne świadectwo tejże Słupcy tenże w następujących słowach.

Z tego miasta Słupcy (że na razie tyle powiem) bracia nasi w Kazimierzu tymczasem mają niektóre wygody, a mieszczanie są nam bardzo oddani i życzliwi. W soboty zawsze tam jest targ bardzo uczęszczany, tak że z odległości kilku mil przyjeżdżają szlachta i lud wiejski, już to aby sprzedać towar przywieziony, już aby od innych coś kupić. W tak wielkiej ilości przybywają ludzie, że ani wejść, ani wydostać się wozem niepodobna, można go uszkodzić. Dlatego też jałmużna braciom składana jest nie do pogardzenia i łatwo mogą kupić, co im jest potrzebne do życia i pracy. A gdzie indziej nie tak łatwo rzeczy te dostać można. Mieszkańcy Słupcy są wprawdzie ludźmi prostymi, ale w dobrych czasach zamożni. Mają bowiem pola szeroko się ciągnące i to żyzne, co niełatwo znaleźć można w całej Wielkopolsce. Stąd też pszenicę corocznie w wielkiej ilości kupić można i przechować w spichrzach, a potem przy okazji drożej sprzedać w Poznaniu, co też czynią chętnie. Są też znane słupeckie browary z dobrego piwa, którego wiele sprzedają i piją. Dalej nie należy pominąć tego, co na pierwszym miejscu należy postawić na pochwałę miasta, mianowicie ma to miasto szczególny dar od Boga dany, wielu synów posyłając do pracy w winnicy Pańskiej, zwłaszcza w naszym wieku. Nowi kapłani diecezjalni, tak proboszczowie, jak kaznodzieje znani z dobrych obyczajów i niemałej nauki, w niemałej ilości pochodzą ze Słupcy. Ale i zakony różne, zwłaszcza nasz seraficki zakon cieszy się dość licznym i dobrym narybkiem ze Słupcy. Niektórzy z nich w mniejszych klasztorach byli i są wikarymi i cieszą się dobrą opinią.

Pierwszą rolę wśród swoich ziomków słusznie zajmują ojcowie Wawrzyniec i Hieronim Słupeccy, z których pierwszy już po raz drugi ma stanowisko kaznodziei w Poznaniu, a przedtem miał takie stanowisko w Lublinie, Wilnie, Lwowie i innych klasztorach, z czego chlubnie się wywiązywał. Jego pamięć będzie trwała tutaj w książkach, które tu pozostawił i obiecał dać, a że jest człowiekiem dobrym i słownym, więc chyba niewątpliwie kiedyś je dostarczy. A ponieważ dba o swoje dobre imię, będzie się lękał, aby go ktoś na marginesie kroniki nie oskarżył o kłamstwo. Drugi, ojciec Hieronim Słupecki, w Warszawie, Krakowie i innych klasztorach urząd kaznodziei chlubnie pełnił, obecnie to samo czyni w Kobylinie. On także niekiedy bibliotekę naszego klasztoru w Kazimierzu niektórymi książkami nie omieszkał ubogacić.

Takie świadectwo wystawiono Słupcy i jej synom do roku 1606. Obecnie Słupca dość daleko od dawnego stanu odstąpiła. Mieszkańcy jej już nie są nam tak przychylni i życzliwi jak dawniej. Miasto samo nie jest tak sławne, tylko z murów znane (już się walą) i tylko niewiele z dawnej chwały zatrzymało, a to wskutek ciągłych napadów nieprzyjaciół, zniszczeń wojennych i częstych pożarów.

Do tego miasta Słupcy i miasta na Przedmieściu Pyzdrzańskim wyznaczonego na nasz klasztor tylekroć wspominany Dostojny Fundator wprowadził (jak wielu powiada) naszych współbraci na tymczasową rezydencję. Wprawdzie o tym najstarszy kronikarz nie zapisał żadnej wzmianki, uznałbym to za prawdopodobne, częściowo opierając się na opowiadaniu ludu (co otrzymali od swoich przodków), częściowo na racji zasadniczej, że rezydencja była tam ustanowiona. Była bowiem przyjęta w zakonie praktyka w sprawie początków jakiejś fundacji, że najpierw była rezydencja, a kiedy fundacja była całkowita, tak że wielu braci mogło mieszkać, ustanawiano konwent.

W naszej prowincji prawie zawsze tego przestrzegano, zwłaszcza tam, gdzie miał być pełny konwent. Tak np. za naszych czasów przynajmniej obserwujemy. We wsi Zamarte ofiarowano nam miejsce na klasztor, najpierw była rezydencja, potem w niedługim czasie, kiedy pobudowano skrzydła z celami, gdzie więcej braci mogło zamieszkać, z rezydencji stał się konwent. Ofiarowano nam na klasztor miejsce w Zakroczymiu, zaraz była ustanowiona rezydencja, a potem byłby konwent, ale z powodu sporów nowej rezydencji z kancelarią świecką niezgodnych ze stanem zakonnym, kiedy w początkach fundacji okazało się, że nie da się ściśle po zakonnemu, miejsce to opuszczono i dostało się kapucynom. Nasz konwent w Strzegocinie na początku też był rezydencją, która dopiero po stu latach została konwentem. Świecie, Gołańcza, Widawa, Sieraków i inne miasta najpierw miały rezydencję, później dopiero konwent. I tak o wielu klasztorach można powiedzieć.
Podobnie należy powiedzieć o miejscu wyznaczonym na klasztor w Słupcy. Gdyby tam nie było rezydencji pierwotnie, kapłani świeccy nie mieliby podstawy do przeciwstawiania się dalszej fundacji konwentu, jak faktycznie się opierali. A to zapewne dlatego, że do tej rezydencji, a raczej do domku św. Leonarda, a jeśli nie tego, to do innego domu wzniesionego na nabożeństwa i modlitwy braci, całe miasto zaczęło napływać, tak że prawie pustką świecił kościół parafialny. Tam to mieszczanie i wieśniacy chętnie słuchali mszy św., odbywali spowiedź i przyjmowali komunie św., a następnie wszyscy mieszkańcy miasta i okolicy swoje oczy, serca i uczucia skierowali na naszych braci, świadcząc im dobrodziejstwa i darząc większym szacunkiem niż kapłanów diecezjalnych. Z przykrością to znosząc, kapłani świeccy krzywym okiem zaczęli patrzeć na naszych braci, nienawidzić ich i wymyślać rozmaite przeszkody i trudności, aby od zamierzonej fundacji odwieść Dostojnego Fundatora. Tak to dla usunięcia całkowitego fundacji w Słupcy zdążając, dowodzili z tego, co wyżej powiedziano, co działo się przy nowej rezydencji, tak mówiąc: Jeżeli tak się dzieje za rezydencji, to cóż dopiero będzie, skoro konwent będzie, w którym będzie tyle spowiedników, kaznodziejów lepszych od nas, a w następstwie większą wygodę lud będzie miał w ich nabożeństwach. Czego my się możemy spodziewać? Mało lub nic nie będziemy warci.

Kiedy zaś widzimy, jak do zaczętej budowy tegoż konwentu co dzień więcej materiału przybywa, jak cegły, wapna i cementu, a Dostojny Biskup nalega na prędkie postawienie klasztoru tychże braci, musimy się stanowczo przeciwstawić (powiadają) samym początkom tej fundacji, abyśmy wkrótce nie musieli ustąpić i poddać się bardzo haniebnie. Ale przecież nic by nie pomogły ich opory, gdyby Bóg naprawdę chciał dokończyć zaczęte dzieło. Któż by mu się oparł? Kimże lub czym jest ten proboszcz lub wikary? Czym altarysta lub inny kapłan? Któż by mógł przeszkodzić tak dobremu pobożnemu biskupowi, swojemu kolatorowi, w dziele tak zbożnym i świętym. Na pewno nikt, gdyby sam Bóg nie przeszkodził dla większej swej chwały i świętych swoich sług Pięciu Męczenników.

Co powiedziałem o rezydencji w Słupcy, to samo najstarszy kronikarz zdaje się mówić między wierszami. Tak bowiem wyraża się o niespełnionym pierwotnym pragnieniu Dostojnego Fundatora: Do tego miasta Słupcy i miejsca wyżej podanego wspomniany Najprzewielebniejszy Biskup Poznański Jan z Lubrańca, jak mówiłem, chciał wprowadzić, jak mówią, naszych braci, ale kapłani świeccy tamże się znajdujący mu przeszkodzili, gorąco go prosząc, podając jakie takie argumenty, aby odstąpił od tego zamiaru. Argument zasadniczy był taki: jeżeli nasi bracia będą w Słupcy, to wielki kościół parafialny będzie musiał podupaść, gdyż wszyscy mieszczanie od nich się odwrócą, a skierują swe serca ku naszym współbraciom. Skoro bowiem będą pozbawieni zwykłych zajęć duszpasterskich, trzeba będzie ilość kapłanów, których wtedy było niemało, jak i dzisiaj się widzi, bardzo zredukować albo zgoła zabrać. Tak mówili Pasterzowi swojemu. O dobry Boże! Tacy to byli kapłani. W żadnym zakątku świata w tych czasach nie słyszano o takich duchownych, mających w takiej nienawiści naszych współbraci, posłanych przecież do ich pomocy jako ci robotnicy w winnicy Pańskiej do nich podobni, którzy im tylko pomagają w pracy. Których jako współbraci wszędzie z wdzięcznością przyjmowano i dotąd przyjmują, nawet w biednych miasteczkach i siołach, nie zważając na swoje dochody, aby ich mieć jak najwięcej, ale na chwałę Boga, pożytek i dobro dusz im powierzonych. Czyżby oni nie widzieli klasztorów w miastach, miasteczkach i wioskach? Czyż ich współbracia zubożeli przez obecność klasztorów i zakonników? Czy utracili coś z tłustych beneficjów swoich? To co małe i szczupłe, stało się jeszcze mniejsze i szczuplejsze, a najbardziej ubodzy synowie św. Franciszka, którzy przecież nie otrzymawszy ofiar, nikomu gwałtem ich nie wymuszają. Owszem, jak niegdyś przez obecność Arki Pańskiej Bóg błogosławił domowi Obededoma, dla Jakuba, swego sługi, błogosławił domowi Labana, dając wszelkie dobra tak na polach, jak i w trzodach, że podczas służby Jakuba więcej miał Laban, aniżeli przedtem, kiedy nie było Jakuba u niego. Tak to dzięki domom zakonny Bóg błogosławi wszystkim, tak duchownym, jak świeckim, aby wszystkiego mieli pod dostatkiem.

Pomijam inne dobrodziejstwa wyświadczone zakonnikom przez stan duchowny, ale chcę zwrócić uwagę na same fundacje klasztorów i ich wielkie uposażenia, jak liczne mają miasteczka, wioski itd. Teraz pytam: Kto uczynił te fundacje? Uczynili je ludzie świeccy, uczynili i duchowni, jak biskupi, kanonicy, prepozyci, plebani itd. Dawali oni zakonnikom obficie (jakże wielu serce by im dało), sami też wiele otrzymywali, tak że mieli wszystkiego w obfitości. A skoro mało, albo niczego nie dają, mniej też swego mają. Skoro tedy Bóg wynagradza dobroczyńców, to na co narzekałeś, klerze słupecki, tak niechętny naszym braciom? Dlaczego takie i owe stawiałeś przeszkody naszej fundacji, aby ja całkiem zlikwidować? Bałeś się pewnie, by nasze święte ubóstwo twoich dostatków i bogactw nie doprowadziło do największej biedy i nędzy? Dziwne to, że się bałeś. Bałeś się utraty swoich dóbr, dochodów i umniejszenia akcydensów przez obecność braci mniejszych, jakoby ukrócona była prawica Pańska i jakoby ten, który od samego początku świata karmi wszelkie stworzenie w dostatecznej ilości, wskutek obecności naszych współbraci nie potrafił ich nakarmić i zaopatrzyć ich w rzeczy potrzebne. Ale jesteśmy przekonani, że stało się tak przez szczególne zrządzenie Boga, który nie przeszkodził zbożnej intencji dostojnego i świętego biskupa, tylko jego hojność i dobroć skierował na tutejsze miejsce.

Przez pięćset lat to sławne miejsce Świętych Pięciu Męczenników Polskich i wśród szczególnych Bogu poświęconych miejscowości w Polskim Królestwie najstarsze, o ile wiem, było zapomniane, przez żadnych zakonników nie pożądane ani poszukiwane, tak że nikt się nie znalazł chętny, aby klasztor jakiegoś zakonu tu zbudować. Sądzę, że nie inna była przyczyna tego długiego snu zapomnienia, tylko zbyt wielka odległość właściciela od swoich posiadłości, gdyż biskupi lubuscy jako mieszkańcy innego narodu i prowincji o nic innego się nie starali, jak tylko o korzyść doczesną, a nie o dobro dusz i chwałę bożą. Zadanie to wszechmogący Bóg powierzył i wyznaczył najprzewielebniejszemu i znanemu ze świętości życia ks. Janowi z Lubrańca Lubrańskiemu, biskupowi poznańskiemu, przyjacielowi bardzo oddanemu naszego zakonu serafickiego, oraz jego rodzonemu bratu dostojnemu Panu Mikołajowi Gardzinie z Lubrańca Lubrańskiemu, wojewodzie poznańskiemu, staroście łęczyckiemu i przedeczeńskiemu. O ich fundacji naszej wkrótce będzie mowa.

Nad założeniem fundacji pierwszej w mieście Słupcy pracowano całe sześć lat, tj. od 1507 do 1513. Kiedy zaś za zrządzeniem Boga duchowieństwo słupeckie (które jak w fundacji w Słupcy było nam przeciwne, tak też wszystkim zakonnikom było niechętne i nieprzyjazne, takie jest i dzisiaj z całym dekanatem swoim, który uchwalił, żeby proboszczowie nie ważyli się zapraszać naszych zakonników na jakiekolwiek posługi religijne) przeciwstawiło się fundacji słupeckiej, nadarzyła się dobra okazja do przeniesienia tej fundacji z miasta Słupcy do miasta Kazimierza. Najprzewielebniejszy biskup lubuski, do którego należały dobra kazimierskie, służąc mu na utrzymanie, odsprzedał je dostojnemu Mikołajowi Gardzinie z Lubrańca Lubrańskiemu, wojewodzie poznańskiemu itd. Bratu rodzonemu naszego dobrego Fundatora, po otrzymaniu na to zgody Stolicy Apostolskiej już w roku 1504 w brewe apostolskim następującej osnowy.
Brewe rzymskie pozwalające na kupno dóbr w Kazimierzu
Biskup Juliusz,
Sługa sług bożych,
Umiłowanemu Synowi, Opatowi klasztoru nowiceleńskiemu w diecezji miśnieńskiej i Prepozytowi brandenburskiemu,
Pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie.
Z nałożonego nam przez Boga obowiązku posługi apostolskiej do tego chętnie zdążamy, przez co osiągnąć można pożytek jakichkolwiek kościołów, zwłaszcza katedralnych stolic, chętnie udzielając łaski apostolskiej, ażeby spełnić przedłożone prośby. Niedawno śp. papież Paweł II, nasz poprzednik, wydał następujące pismo.
Biskup Paweł,
Sługa sług bożych,
na wieczną pamiątkę.

Skoro we wszystkich sądach należy przestrzegać prawideł sprawiedliwości i czystości sumienia, to tym bardziej trzeba o tym pamiętać w pozwoleniach na odstąpienie dóbr kościelnych, kiedy chodzi o własność Chrystusa i troskę o ubogich, a nie jakąś rzecz prywatną. Dlatego w badaniu powodów takiego odstąpienia dóbr kościelnych, kiedy chodzi o własność Chrystusa i troskę o ubogich, a nie jakąś rzecz prywatną. Dlatego w badaniu powodów takiego odstąpienia dóbr kościelnych, na które Stolica Apostolska daje pozwolenie w odpowiedniej formie, jeżeli to jest połączone z pożytkiem [Kościoła], należy baczyć, obciążając tym sumienie sędziów kościelnych, żeby względy ludzkie nie grały tu roli aby obawa niczego nie wymuszała ani żadna nadzieja nagrody nie naruszała sprawiedliwości i sumienia. Przeto napominamy i pod grozą sądu bożego wszystkim komisarzom i delegatom stanowczo nakazujemy, aby ostrożnie i dokładnie badali powody zawarte w piśmie apostolskim i podane przez proszących, sumiennie je roztrząsnęli, wysłuchali i zbadali świadków i przyjęli dowody ich prawdomówności i jedynie Boga mając przed oczami, nie zważając na obawy ani szczególne względy zatroszczyli się o to, aby kościoły nie poniosły szkody czy krzywdy w ich dekretach. Jeśli zaś jakiś komisarz lub delegat (pełnomocnik) wbrew swemu sumieniu zgodzi się na alienację ze szkodą Kościoła ze względu na jakąś łaskawość czy obawę lub z innego powodu albo wyda dekret czy upoważnienie, niższy od biskupa wpadnie w ekskomunikę, a biskup lub wyższy dygnitarz niech wie, że na czas roku jest zawieszony w czynnościach swojego urzędu, ponadto zobowiązany do naprawienia krzywdy Kościoła. Niech pamięta, że jeśli podczas trwania suspensy będzie odprawiał nabożeństwa, wpadnie w karę nieprawidłowości, od której uwolnić może tylko sam papież. Kto zaś pod wpływem podstępu lub świadomie ze szkodą Kościoła przeprowadzi alienację dóbr kościelnych albo machinacjami i naciskiem wymusi dekret alienacji, wpadnie również w karę ekskomuniki, od której uwolnić może tylko papież. Również zobowiązany jest do restytucji, czyli naprawienia szkody łącznie z owocami tej alienacji, jeśli o tym wiedział. Żądamy, żeby delegaci i komisarze byli powiadomieni o karach przez nas ustanowionych i w każdym liście polecenia takiego było załączone to nasze postanowienie. Nikomu z ludzi nie wolno naruszyć tego dokumentu napomnienia, nakazu i postanowienia ani też zuchwale mu się przeciwstawić. Gdyby jednak ktoś na to się odważył, niech wie, że narazi się na gniew wszechmogącego Boga i jego świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Dano w Rzymie u św. Piotra (w niedzielę) roku 1465 od Wcielenia Pańskiego, pontyfikatu naszego roku pierwszego.

Następnie ze strony Czcigodnego brata naszego Teodoryka, biskupa lubuskiego, przedłożona nam prośba mówiła, że jeśliby niektóre dobra i posiadłości wartości 100 fl w złocie reńskim rocznego czynszu lub około tej sumy w Królestwie Polskim w miejscowości zwanej Kazimierz w diecezji poznańskiej położone a należące do kościoła lubuskiego, czyli na utrzymanie biskupa (stołu biskupiego), które z powodu częstych napadów niewiernych na inne posiadłości tegoż kościoła poznańskiego przez niewiernych Tatarów z wielką szkodą chrześcijan, czy też przez zajęcie przez niektórych ludzi świeckich są narażone na utratę lub też temuż kościołowi mogą być nieużyteczne albo całkiem stracone, jeśliby jakimś osobom za słuszną cenę były sprzedane, a suma stąd otrzymana poszłaby na zakup innych dóbr nieruchomych temuż kościołowi służących, to z pewnością byłoby z widoczna korzyścią kościoła, czyli na utrzymanie stołu tegoż biskupa. Dlatego ze strony tegoż biskupa Teodoryka wpłynęła do nas prośba, abyśmy raczyli z łaskawości apostolskiej udzielić pozwolenia na sprzedanie posiadłości i dóbr tychże, a następnie kupienia za tę sumę innych dóbr nieruchomych służących temu kościołowi i bardziej pożytecznych, jak należy się spodziewać.

My tedy, mając dobrą znajomość powyższej sprawy i uwalniając samego biskupa Teodoryka od wszelkich innych cenzur i kar kościelnych nałożonych przez prawo czy przez jakąś osobę prawną z jakiejkolwiek okazji, jeśliby na nim ciążyły, tylko do osiągnięcia niniejszego skutku uwalniając i uważając go za uwolnionego, przychylając się do takiej prośby roztropności waszej apostolskim pismem polecamy, abyście o tym wszystkim, co wyżej powiedziano, zachowując należytą formę według listu Pawła, naszego poprzednika, postępując, naszą powagą apostolską pilnie się poinformowali (zapoznali) i jeśli się przekonacie, że tak jest, a sprzedaż tę, jeśli nastąpi, uznacie za widoczny pożytek kościoła rzeczonego i temuż biskupowi Teodorykowi wspomnianą powagą apostolską dali pozwolenie i uprawnienie sprzedania tych dóbr i posiadłości jakimś ludziom, którym przedłoży swoje i swego kościoła położenie i warunki, żeby uzyskać odpowiednią cenę, którą obróci na zakup innych dóbr dla tegoż kościoła pożytecznych, byleby była zgoda wyraźna umiłowanych synów tejże kapituły tegoż kościoła. Nie mogą temu przeszkodzić konstytucje i zarządzenia apostolskie i tegoż kościoła poświadczone przysięgą czy zatwierdzeniem apostolskim lub jakąkolwiek inna powagą ani statuty czy zwyczaje i żadne inne przeszkody. Żądamy zatem, żeby cena z posiadłości i tychże dóbr, jeśli one lub ich część będzie sprzedana, była złożona wiernie u Stolicy świętej albo osoby odpowiednich zalet i wiarogodności ze zeznaniami i zwykłymi środkami ostrożności, w celu przeznaczenia na zakup innych dóbr nieruchomych, a nie na inne cele.

Dano w Rzymie u św. Piotra dnia 4 grudnia roku 1504 od Narodzenia Pańskiego, a w drugim roku naszego pontyfikatu.

ody>