Strona główna / Informacje / Aktualności / Błaganie o pomoc? Ale za jaką cenę?

Błaganie o pomoc? Ale za jaką cenę?

Błaganie o pomoc? Ale za jaką cenę?Mieszkają w 56-metrowym domku praktycznie bez mebli, do ubiegłego tygodnia także bez prądu. Śpią na łóżkach polowych i myją się w prowizorycznej łazience. Jedno pomieszczenie ogrzewają za pomocą pieca tzw: „cyganiaka” i na nim gotują obiady. Tak wygląda sytuacja mieszkaniowa rodziny K. mieszkającej w jednej z wiosek położonej na terenie gminy Zagórów.

W minionym tygodniu z prośbą o interwencję zgłosił się do nas pan Maciej (podający się na początku za sąsiada). Poinformował nas, iż w pobliżu, gdzie mieszka znajduje się mały domek, w którym zamieszkuje ciężko chora na raka pani Ewa, nie otrzymująca jak twierdził prawie żadnej pomocy.

– Ta kobieta żyje za kilkaset złotych z córką i synem. Musi za to żyć, utrzymać się i leczyć! A nikt nie chce jej pomóc – mówił oburzony wręcz mieszkaniec gminy.

Podając tylko numer telefonu oraz swoje imię wyszedł z redakcji. Jeszcze tego samego dnia chcieliśmy udać się do wspomnianej rodziny, próbując kontaktować się z panem Maciejem. Dzwoniliśmy do mieszkańców wioski. Dopiero oni uświadomili nam, iż pan Maciej jest synem pani Ewy. Pojechaliśmy więc do rodziny K., by zobaczyć jak rzeczywiście wygląda sytuacja mieszkaniowa. Bramę otworzył nam Maciej, który przyznał się ostatecznie, że jest synem pani Ewy…

– Gdybym powiedział, że jestem synem ciężko chorej kobiety któż pomógłby nam? – odparł na początku rozmowy.

Rodzina K. kupiła ów dom w 2001 roku. W 2003 natomiast wyjechali stąd w poszukiwaniu pracy. Pan Maciej wrócił w ubiegłym roku. Pani Ewa natomiast w styczniu 2010. Jak twierdzą podczas ich nieobecności, czyli od roku 2003 ktoś kilkakrotnie włamał się do domu, kradnąc z niego co tylko się uda. W ubiegłym roku sytuacja materialna rodziny zaczęła się diametralnie pogarszać. Wszyscy pozostali bez pracy. Popadli w długi i wrócili w tutejsze strony.

– Wcześniej prowadziliśmy firmę budowlaną. Zajmowaliśmy się także nieruchomościami. Ale jak to w życiu raz wiedzie się dobrze, raz gorzej. W pewnym czasie wiedzieliśmy, że nasza sytuacja jest prawie krytyczna. Zostaliśmy bez niczego! W tej chwili nie mamy praktycznie za co żyć. Nie jesteśmy w stanie sami się utrzymać – dodaje Maciej K (28 L.).

Siostra pana Macieja objęta jest leczeniem szpitalnym w Gnieźnie. W czerwcu zachorowała dodatkowo matka – pani Ewa. Po szczegółowych badaniach okazało się, że jest to rak jelita grubego. Tuż po operacji zaczęła być poddawana chemioterapii w Koninie. Jak dodaje nasz rozmówca, żyją biednie, a dodatkowymi kosztami są przejazdy na leczenie.

– Tutejszy Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej pomaga nam od stycznia tego roku. Ale twierdzę, że pomoc jest zbyt mała, jak na nasze potrzeby. Jesteśmy wręcz rozżaleni. Chora kobieta, czyli moja matka, potrzebuje większej pomoc, uwagi i zainteresowania. Otrzymujemy zasiłek okresowy oraz zasiłek celowy. A nasze wydatki są znacznie większe. Każdy dojazd na chemioterapię do Konina to koszt prawie 80 złotych dziennie – siedem dni w tygodniu co parę tygodni… Do tego dochodzą leki, zastrzyki na pobudzenie odporności. Na nie nas czasem po prostu nie stać – mówi Maciej K.

Co warto dodać, matce – czyli pani Ewie nie należą się żadne świadczenia finansowe jeśli chodzi o tzw. „kuroniówkę”, czy nawet rentę. Bowiem przez ostatnie lata swojej pracy zatrudniona była „na czarno”. Zostaje jedynie pomoc ze strony tutejszego GOPS-u. Więcej w Kurierze Słupeckim.

Jeden komentarz

  1. Współczuje pani Ewie K. a pan Maciej niech sie weźmie do roboty bo z tego co wiem to młody i zdrowy chłop. A gdzie sie podział szanowny mąż p. Ewy i ojciec Macieja? swoja drogą nie trzeba było wojowac z sąsiadami na początku zamieszkiwania w Myszakowie to napewno by dziś pomogli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>