<img src="/wp-content/uploads/flash/ja_plus_abo_dealer_1000x150_slupca.jpg" alt="" >

Strona główna / Informacje / Aktualności / Kulisy katastrofy w Powidzu

Kulisy katastrofy w Powidzu

O tamtej tragedii przypomina pomnik usytuowany w miejscu katastrofy.– Feralny 13 czerwca 2001 roku. Tego dnia na Maćka czekał w domu kawałek tortu. Jego córka miała urodziny. Maciej powiedział mi z uśmiechem, że go chętnie zje, jak wróci z lotów. Niestety nie wrócił – wspomina por. Sebastian Oporowski.

Katastrofa, która wydarzyła się niemal dziesięć lat temu na lotnisku w Powidzu, podczas lądowania samolotu Su-22, pozostanie w pamięci wielu pilotów na długie lata, a w szczególności kpt. Sebastiana Oporowskiego, który jako ostatni widział pilotów żywych.Czy okoliczności tej katastrofy nie są łudząco podobne do tragedii, jaka miała miejsce w Smoleńsku, podczas lądowania prezydenckiego samolotu? Jak doszło do tragicznych wydarzeń w Powidzu?

Odmówił wykonania zadania

12 czerwca 2001 r. 6. Eskadra Lotnictwa Taktycznego w Powidzu wykonywała loty dzienno-nocne. Pas główny DS-1 był w remoncie. Loty odbywały się więc z pasa zapasowego DS-2, który jest nieco węższy i gorzej wyposażony w pomoce nawigacyjne. Ze względu na duże zachmurzenie rozpoczęły się w trudnych warunkach. Pogoda pogarszała się i zaczął intensywnie padać deszcz. O godz. 18.15 loty przerwano. Po godz. 21.00 warunki poprawiły się i rozpoczęto loty nocne z widocznością ziemi. Noc była bezchmurna i nic nie zapowiadało gwałtownego załamania pogody. Niepokoić mogła jedynie wysoka wilgotność powietrza. W tym czasie swój lot wykonywał por. Sebastian Oporowski. Jego lot przebiegał bezproblemowo. Pojawiły się one dopiero w czasie podchodzenia do lądowania. Około 23.00 pogoda się pogorszyła. Okazało się, że na wysokości od 100 do 250 m pojawiła się nagle mgła, a widzialność spadła niemal do zera. Pas był niemal niewidoczny, jednak Oporowskiemu udało się bezpiecznie wylądować.

Przed porucznikiem stało kolejne zadanie. Zgodnie z planami dowództwa Oporowski miał polecieć jeszcze raz. Jednak ze względu na widoczność niższą od minimum i pogarszające się warunki atmosferyczne, pilot odmówił wykonania zadania. O zmieniającej się pogodzie i decyzji odmowy wykonywania dalszych lotów Oporowski powiadomił swojego przełożonego, pilota operacyjnego lotów oraz asystenta kontrolera lotniska. Informacja jednak nie dotarła do dyżurnego meteorologa. Nikt z organizatorów i służb lotów nie podjął żadnych działań w celu określenia rzeczywistych warunków atmosferycznych i przerwania lotów.

Wydawałoby się, że przy podjęciu tak rozsądnej decyzji przez Oporowskiego, spotka się ona z aprobatą dowództwa. Niestety stało się inaczej. Zarzucono mu odmowę wykonania rozkazu i zagrożono odpowiedzialnością dyscyplinarną. Zaczęto kwestionować jego przydatność do latania, zarzucając mu brak umiejętności, kiepskie wyniki w nauce, brak postępów, a nawet próbowano go nazywać tchórzem. 28-letni wówczas porucznik wolał żyć, niż wykonać zadanie za wszelką cenę. O złych warunkach pogodowych powiadomił także załogę kolejnego samolotu, który miał wystartować. W jej skład wchodzili mjr Maciej Górkiewicz oraz ppor. Arkadiusz Madej. Oporowski jeszcze nie wiedział, że kolegów widzi ostatni raz. Cały artykuł na stronach Kuriera

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.