Strona główna / Informacje / Aktualności / Odznaczony za działalność opozycyjną

Odznaczony za działalność opozycyjną

Andrzej Wiatrowski po raz kolejny został uhonorowany za działalność opozycyjną w PRLu. Tym razem odznaczył go Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Mieszkaniec Giewartowa dostał „odznakę honorową działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych”. Odebrał ją kilka dni temu w Warszawie, w siedzibie Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Urząd od pewnego czasu ewidencjonuje opozycjonistów i przyznaje te odznaki. W przyszłości ma występować z wnioskami o nadanie Krzyża Wolności i Solidarności. Dla Andrzeja Wiatrowskiego to kolejne odznaczenie za działalność opozycyjną. Najważniejsze odebrał 7 lat temu. Prezydent Lech Kaczyński nadał mu wówczas Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Pan Andrzej w czasie studiów w gorzowskiej filii Akademii Wychowani Fizycznego w Poznaniu był aktywnym działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego to właśnie w gorzowskim AWF-ie trwał najdłuższy w PRL-u strajk okupacyjny. Mieszkaniec Giewartowa był jedną z osób, które codziennie wydawała komunikaty strajkowe. Pełnił wówczas również funkcję redaktora naczelnego wydawanego przez gorzowską uczelnię miesięcznika „Rekontra”. Później wraz z kilkoma kolegami założył podziemną organizację studencką pod nazwą Komitet Samoobrony Studentów „Zwyciężymy”. – Był to nasz sprzeciw wobec otaczającej nas rzeczywistości, protest wobec ograniczaniu praw obywatelskich. Może nie były to wielkie czyny, ale były nasze. Tą drogą demonstrowaliśmy nasze poglądy i przekonania – wydarzenia sprzed lat wspominał mieszkaniec Giewartowa. Jedną z główną formą działania KSS „Zwyciężymy” było przygotowywanie, drukowanie i rozprowadzanie podziemnej prasy. Aby zdobyć niezbędny sprzęt drukarski, musieli włamywać się do zakładów poligraficznych. Studenckie podziemie działało aż dwa lata. Dopiero 13 marca 1984 r. Służbie Bezpieczeństwa udało się je rozbić. Tego dnia młodzi działacze trafili do aresztu śledczego. – Nikt z nas nie wiedział, jak długo będziemy siedzieć za kratami. Za przestępstwa, o które nas oskarżono groziła wówczas nawet kara śmierci, a w najlepszym wypadku kilka lat więzienia – wspomina pan Andrzej, który ostatecznie w areszcie spędził 4 miesiące. Jego proces nigdy nie ruszył, bo jeszcze przed zakończeniem prokuratorskiego postępowania weszła w życie amnestia, na mocy której wszyscy więźniowie polityczni odzyskali wolność.

Na zdjęciu powyżej Andrzej Wiatrowski w siedzibie Komitetu Strajkowego, listopad-grudzień 1981 r.

Zobacz także:

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.