Strona główna / Informacje / Aktualności / Rozwalił mu głowę wiosłem

Rozwalił mu głowę wiosłem

To co wydarzyło się na „Cyplu” nad jeziorem Niedzięgiel najzwyczajniej przeraża. Miała to być zwykła wycieczka. Skończyła się dramatycznie.

Jest niedziela, 22 maja. Piękna słoneczna pogoda. Henryk Oleszczuk (57 l.), zawodowy żołnierz z Witkowa, decyduje się na wycieczkę rowerową. Na cel swojej eskapady wybiera „Cypel” koło Wiekowa. Urocze, dobrze znane mu miejsce nad jeziorem Niedzięgiel. To właśnie tam przez wiele lat jeździł wraz z rodziną. Teraz wyrusza sam.

– Mamy dorosłe dzieci. Nie mieszkają już z nami. Żona akurat wyjechała do swojej mamy. Postanowiłem wykorzystać pogodę i wybrać się na „Cypel”. Miejsca dobrze nam znanego, bo dawniej często odwiedzanego przez naszą rodzinę – opowiada pan Henryk.

Swoim poziomym rowerem wyjeżdża z Witkowa około 11.00. Pół godziny późnej jest już w okolicach „Cypla”. Na końcu gminnej drogi widzi pozostałości słupków – prawdopodobnie od jakiejś bramy. Po ich minięciu skręca w lewo na polną drogę. Dojeżdża nią do brzegu jeziora. Postanawia odpocząć i poopalać się w ciszy. Nawet nie przypuszcza, że niebawem stanie się obiektem brutalnej napaści.

– Po jakimś czasie w podjechał bus Volkswagen, chyba na wrzesińskich rejestracjach. Wyszedł z niego mężczyzn i w niecenzuralnych słowach krzyczał do mnie, że mam się stąd wynosić, bo jest to teren prywatny – wspomina nasz rozmówca.

Słowa nerwowego mężczyzny są dla wojskowego sporym zaskoczeniem. Jest w przekonaniu, że dostęp do jeziora jest swobodny. Nie widział nigdzie ogrodzenia, ani też tabliczek informujących o prywatnym terenie. Mimo to spokojnym głosem odpowiada, że już zakłada koszulkę i odjeżdża. Nie spieszy się i być może właśnie to powoduje, że mężczyzna staję się agresywny. Ma zamiar wymierzyć panu Henrykowi cios pięścią. Ten jednak w ostatniej chwili uchyla się i uderzenie jest mało skuteczne.

– Pomyślałem, że gość jest pod wpływem jakichś środków odurzających. Miał wytrzeszczone oczy, bardzo napięte mięśnie twarzy i zaciśnięte usta. Widać było od razu, że to nie żarty. Wyjął telefon, powiedział, że zrobi mi zdjęcie i zadzwoni na policję – kontynuuje swoją opowieść.

Pan Henryk postanowił nie być dłużny napastnikowi. Jest szybszy i robił mu zdjęcie swoim telefonem, fotografuje też jego samochód. To najwidoczniej rozwściecza przybysza.

– Zaczął na mnie wrzeszczeć, używając pod moim adresem wielu słów wulgarnych. Schował telefon i podbiegł do samochodu. Zacząłem szybko zakładać koszulkę. Nie wiedziałem, co może mnie czekać. Pierwsze moje przypuszczenie było takie, że w samochodzie może mieć broń – opowiada dalej.

Agresywny mężczyzna otwiera drzwi busa i wyjmuje z samochodu wiosło. Może mieć 2,5 metra długości. Rzuca się z nim w kierunku pana Henryka. Wykonuje zamach, lecz wojskowy w ostatniej chwili zasłania się prawą ręką. Czuje spory ból.

– W lewej ręce trzymałem komórkę. Zanim nastąpiło drugie uderzenie, chwyciłem wiosło oburącz. Po zaciśnięciu dłoni, telefon w lewej ręce mi się rozleciał, a wiosło mi się z niej wysunęło. Trzymałem je tylko w prawej, ale po krótkiej szamotaninie wyrwał mi je i szykował się do zadania następnego uderzenia – mówi napadnięty żołnierz.

Tym razem cios wymierzany jest kantem wiosła, prosto w górną część czaszki. Tylko lekki unik pana Henryka powoduje, że nie jest on zadany precyzyjnie.

– Zdążyłem się lekko uchylić i być może to uratowało mi życie. Dostałem w głowę, w prawą stronę górnej części czaszki. Początkowo nie czułem bólu. Polała się krew. Płynęła obficie z rany. Dopiero wtedy dotarło do mnie co się stało – relacjonuje.

Mężczyzna chodzi nerwowo wokół zaatakowanego wojskowego. Nadal trzyma wiosło. Pan Henryk zaczyna szukać komórki, żeby wezwać pogotowie. Nie może jej znaleźć. Prosi napastnika, żeby zadzwonił po karetkę. Dzwoni. Pogotowie dociera na miejsce po pół godzinie.

– Opatrzyli mi ranę i czekaliśmy na przyjazd policji. Trwało to około dwóch godzin. Kiedy tak czekaliśmy, w pewnej chwili mężczyzna schował wiosło i powiedział, że ma chorą matkę. Wsiadł do samochodu, kawałek odjechał, ale nadjechała policja, więc wrócił. Rozmawiał z policjantami – opowiada dalej nasz rozmówca.

Pan Henryk siedzi w tym czasie w karetce. Zapada decyzja o przewiezieniu go do szpitala.

„Pacjent 57 lat, przywieziony przez pogotowie z powodu urazu głowy. W wywiadzie uderzenie wiosłem przez właściciela posesji nad jeziorem Niedzięgiel przy wsi Wiekowo. W badaniu stwierdzono głęboką ranę głowy od okolicy ciemieniowej prawej do okolicy czołowej prawej (15 cm) przez wszystkie warstwy skóry właściwej (…) Na dnie rany odsłonięta czaszka na dużej powierzchni. Silne krwawienie. Czaszka bez uszkodzeń. Wokół rany powierzchowne otarcia naskórka. Stłuczenie prawego przedramienia” – czytamy w medycznym opisie.

 – Założono mi kilkanaście szwów. Do dziś przebywam na zwolnieniu. Zgodnie z zaleceniem lekarzy byłem u psychologa, psychiatry i neurologa. Wszyscy się dziwili jak do tego doszło. Nigdy nie mieli takiego przypadku. Wszyscy lekarze mówili, iż miałem bardzo dużo szczęścia, że żyję – mówi na zakończenie pan Henryk.

Po powrocie ze szpitala do domu, zgłasza to zdarzenie na policję, która zajmuje się sprawą napaści. Nie jest wykluczone, że sprawa znajdzie swój epilog w sądzie.

Ta historia pokazuje, że wycieczki w okolice popularnego „Cypla” mogą okazać się bardzo ryzykowne, a nawet niebezpieczne.

 

16 komentarzy

  1. Podłość ludzka nie zna granic,takiczłowiek to zwierze

  2. Nawet jesli to był prywatny teren to nie upowaznialo go do takiego zachowania

    • Na prawnika xxx, znasz się i dobrze gadasz, ciekaw czemu mu walnął, wiesz prawnik

  3. Zamknąć kretyna powinni !!

    • Sędzia jesteś dobry, ale gamon tylko bo nic nie zdzialasz czytając takie wypowiedzi zapłaconego co się zalil w szpitalu żołnierza,

  4. To jest relacja jednej strony,trzeba i wysłuchać relacji drugiej strony

  5. A co tutaj wysłuchiwać drugiej strony ? Przeciez tamten sie nie przyzna i zapewne zezna , że ten przywiózł wiosło na rowerze !!A policja beda ca na miejscu po pierwsze powinna sprawdzic jednego jak i drugiego czy nie sa pod wpływem jakiś srodków odurzających i jak ten Pan stwierdził , że tamten uderzył go wiosłem a na pewno tak od razu zeznał bo nie wierze , ze przyjechali tylko spisali obu Panów i pojechali to powinni zabezpieczyc wiosło z auta jako dowód w sprawie , ale po co jak w policji pracuje kolesiostwo i najlepiej nic nie robic …

    • Czytelniku co ty za brednie wypisujesz ? Druga strona wg ciebie winna i koniec bo wiosłem facetowi przywaliła. Trzeba wyjaśnić wszystkie okoliczności które doprowadziły do tego przywalenia.

    • Młody bezstronny

      Tamten powinien się zwinąć i tyle zdjęcia może robić babie w wyrze, niewiedzę ze koleś przywali wioslem typowi obrazu, ja bym do tego nie dopuścil, no ale skoro jest żołnierz i jeździ od Dzieciaka i Ma czas to może i mu się nudzi to niech to niech się plenerze tak dalej

  6. Strach wyjść z domu. Niestety coraz więcej nienawiści wokół:( widać to wszędzie….nawet w wypowiedziach zamieszczanych na tej stronie

  7. Młody bezstronny

    Co wy gadacie na takiej stronie każdy SB pisze co chce, jeszcze wypowiedź świętego jednostronnego, jeśli teren prywatny to zawijam się i jadę nawet jak to jest ktoś o żółtych papierach a nie. ,, zrobię zdjęcia jego i auta bo krzyczy,, hahaha to jest były żołnierz piz…a i tyle

  8. Młody bezstronny

    To znaczy ze nie ma tam wycieczek

  9. Młody bezstronny

    Wstyd dla wojska, dał se lep rozciac

  10. Henryk nie przesadzaj z tym życiem ty chyba nie Widziałeś typa po tulipanie zolniezyku

  11. Będę czytał to dziecia na dobranoc tak smutna historyjka byłego żołnierza, widać że wyszkolony bo z tym telefonem się popisał, smutno trochę ze wojsko ma tak słabo przeszkolonych ludzi którzy nie umie sobie radzić i postępować, szkoda henryk i jeszcze to w necie piszesz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>