Strona główna / Informacje / Aktualności / Zamy kulisy tragicznego wypadku

Zamy kulisy tragicznego wypadku

Rodzina Małgorzaty R. żąda 5 lat więzienia dla Roberta D. (na zdjęciu), sprawcy tragicznego wypadku. Ona wracała z pracy. Oni śpieszyli się na imprezę do Babina. Spotkali się na skrzyżowaniu w Woli Koszuckiej. Dwie osoby zginęły, jedna w bardzo poważnym stanie trafiła do szpitala. W zeszły piątek, podczas procesu Roberta D. poznaliśmy dokładne okoliczności tragicznego wypadku.

W niedzielę, 9 maja z wielkim rozmachem oddawano do użytku rozbudowaną komendę słupeckiej PSP. W uroczystościach nie mogło zabraknąć 17-letniego Tadzia Baranowskiego, aktywnego druha cienińskiej OSP. Po uroczystościach chłopak napisał sms-a do swojej dziewczyny, Iwony C. (16 l.) z Wilcznej, czy mogliby się spotkać. Kilka chwil później Iwona skontaktowała się ze znajomym z Woli Koszuckiej, Robertem D. (20 l.). Chłopak zgodził się podrzucić ją do Słupcy. Około 17.00 pożyczoną od siostry Toyota Corollą podjechał pod Iwonę. Wcześniej zabrał jej koleżankę, Klaudię K. (15 l.). W Cieninie wsiadła Joanna K. (20 l.). Gdy cała czwórka siedziała w Imbisie przy ul. Matejki, pojawił się Tadeusz. Nastolatki wpadli na pomysł zorganizowania grilla. Kupili kiełbasę i piwo i w piątkę pojechali do Woli Koszuckiej, do domu Roberta, skąd zabrali grilla i krzesła. Z całym ekwipunkiem pojechali na pobliską polanę. Po 21.00 Robert odwiózł Asię i Klaudię. Początkowo do domu jechać miała też Iwona, ale w ostatniej chwili zdecydowała się jechać z chłopakami do Babina.
Wracała do męża i dzieci

Gdy Robert, Tadeusz i Iwona myślami byli już na imprezie, Małgorzata R. ze Sługocina (+32 l.) odliczała minuty do końca swej zmiany na autostradowym punkcie poboru opłat. O 21.24 zadzwoniła do męża, żeby odebrał dzieci od teściów. Pan Grzegorz pojechał po synów (12 l. i 4 l.) i w domu czekał na żonę. Gdy o 22.00 pani Gosia nie wróciła, zaczął się denerwować. Dzwonił do żony, ale jej komórka nie odpowiadała. W końcu nie wytrzymał. Wsiadł w samochód i pojechał szukać ukochanej. Około 1.00, będąc w Woli Koszuckiej (gmina Lądek), zauważył wypadek. Przeczuwał najgorsze. Gdy wysiadł z auta, od policjanta dowiedział się, że jego żona nie żyje. Jego świat się zawalił. Podobne uczucie dwie godziny później przeszyło Janinę i Mirosława Baranowskich, kiedy dostali wiadomość o śmierci ich ukochanego synka Tadzia. Trzecia z ofiar wypadku, Iwona C. w śpiączce i z licznymi obrażeniami m.in. głowy i klatki piersiowej trafiła na słupecki OIOM. Praktycznie bez szwanku z wypadku wyszedł tylko kierowca Corolli. Robert D. prosto ze szpitala trafił do policyjnej izby zatrzymań, a później do aresztu. Więcej w Kurierze Słupeckim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>