Strona główna / Informacje / Na sygnale / Śmierć pracownika. Ruszył proces dyrektorów

Śmierć pracownika. Ruszył proces dyrektorów

– Mąż miał już dosyć tej pracy. Miał wytrzymać do końca kampanii i w styczniu złożyć wypowiedzenie. Nie zdążył – w sądzie mówiła żona pana Pawła, tragicznie zmarłego pracownika zakładów ziemniaczanych w Stawie. Prawie trzy lata po wypadku ruszył proces trzech dyrektorów i behapowca, którzy zdaniem śledczych przyczynili się do tragedii.

Pan Paweł (†39 l.) był jednym z najbardziej doświadczonych pracowników zakładów ziemniaczanych w Stawie. Pracował tam od 18 lat, ostatnio na stanowisku brygadzisty. W grudniu 2014 r., gdy trwała intensywna kampania ziemniaczana, pracę mocno utrudniały panujące mrozy, bo powodowały oblodzenie taśmociągu transportującego ziemniaki. – Aby taśmociąg z estakadą skutecznie transportował ziemniaki pracownicy zakładu, w tym brygadzista Paweł Ch. wchodzili na pomost i posypywali solą rolki pod taśmociągiem, które na skutek ujemnych temperatur obladzały się. Podczas posypywania tych elementów solą maszyna cały czas pracowała. Wyłączano ją tylko po zakończeniu zmiany – ustalił prowadzący śledztwo prokurator. W nocy 3 grudnia 2014 r. mróz także dawał się we znaki załodze zakładu. Pan Paweł polecił jednemu z pracowników, by wszedł na pomost i posypał rolki solą. Ostatecznie jednak brygadzista nie czekał na to, aż jego podwładny wykona polecenie, tylko sam chciał to zrobić. Wtedy został wciągnięty przez obracające się wałki taśmociągu. Zginął na miejscu.

W czasie długiego śledztwa prokurator zasięgnął opinii kilku biegłych. Specjalista z dziedziny mechaniki nie miał żadnych wątpliwości, że maszyny wchodzące w skład węzła rozładunkowego nie spełniały nawet minimalnych wymagań bhp. Gdy już było wiadomo, że doszło do zaniedbań, śledczy musieli ustalić kto był za to odpowiedzialny. Biegły z dziedziny bhp wskazał pięć osób: trzech dyrektorów zakładu, specjalistę ds. bhp oraz tragicznie zmarłego brygadzistę, pana Pawła. Wina dyrektorów i behapowca, zdaniem biegłego, polegała na dopuszczeniu do użytkowania maszyny, a w szczególności taśmociąg z estakadą niespełniającą minimalnych wymagań bhp. Z kolei pan Paweł, jak uznał biegły, zlekceważył instrukcję obsługi maszyny i zasady bhp przy obsłudze taśmociągu, co bezpośrednio doprowadziło do wypadku.

Pięciu winnych, czterech oskarżonych

Ostatecznie, o przyczynienie się do tragedii prokurator oskarżył Krzysztofa K. – dyrektora zarządzającego, Waldemara S. – dyrektora ds. inwestycji, techniki i technologii, Jerzego W. – dyrektora ds. administracji i eksploatacji oraz Marka D. – specjalistę ds. bhp w zakładzie. Wszyscy usłyszeli zarzuty narażenia pana Pawła na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W poprzednim tygodniu w słupeckim sądzie ruszył ich proces. Żaden nie przyznaje się do winy. Waldemar S. i Jerzy W. odmówili składania wyjaśnień. Krzysztof K. przekonywał sąd, że tragiczna śmierć pana Pawła to nie był wypadek przy pracy. – Jeżeli prawdą są zeznania świadków, to przyczyna zdarzenia leżała po stronie poszkodowanego. Nie wiem co się stało. Myślę, że w jakiś sposób utracił zdolność oceny sytuacji. Jeżeli w nocy wchodził tam z ciężkim wiadrem soli to myślę, że czynności te były pozbawione sensu. Świadkowie twierdzą, że pan Paweł wchodził do góry co 20 minut i sypał sól w okolicach bębna napinającego. Sypanie na pas powoduje, że ta sól była wysypywana na końcu, nie zwiększała siły tarcia i ta czynność była pozbawiona sensu, nie wiem skąd taki pomysł. Nie ma zgody na używanie soli, instrukcja stanowiskowa kategorycznie zabraniała wchodzenia na urządzenie znajdujące się w ruchu i wykonywanie jakichkolwiek czynności – przekonywał dyrektor zarządzający.

Z zeznań przesłuchanych w tej sprawie świadków wyłania się jednak zupełni inny obraz. – Dyrekcja na pewno widziała, że było sypane solą. Chcieli mieć produkcję, żeby nie było problemu. Na pewno widzieli o tym obecni tutaj oskarżeni – nie miał wątpliwości jeden ze świadków. – To był problem znany w zakładzie, obsługa techniczna też o tym wiedziała. Nie było szkolenia bhp jak robić, gdy jest oblodzony taśmociąg – zeznała inna osoba. – Paweł mówił, że trzeba sypać solą. Mówił, że jak nie będziemy go słuchać to dyrekcja nas ukarze – to kolejny fragment zeznań.

Miał dosyć tej pracy

Żona tragicznie zmarłego pana Pawła mówiła w sądzie, że mąż miał już dosyć tej pracy. Miał już nawet napisane wypowiedzenie, ale z jego złożeniem chciał poczekać do zakończenia kampanii ziemniaczanej. – Mąż opowiadał w domu, co działo się w pracy. Ostatnio nie było zbyt wesoło. Atmosfera była bardzo napięta. Mąż ciągle był nękany telefonami, bo ciągle coś się psuło. Przyjeżdżał, jadł obiad i już dzwonił telefon, czy można rozmawiać z Pawłem, to pilne. Były pilne telefony z pracy dotyczące awarii. Bardzo często się zdarzały takie sytuacje, ostatnio można powiedzieć, że codziennie. Ostatnie słowa męża były takie, że ma dość tych napraw, bo on od tego nie jest. Mąż mówił na temat oblodzenia taśmy, na końcu już sobie z tym nie radził. Mówił, że maszyna ciągle się zatrzymywała, że ta taśma nie szła. Mówił, że ciągle była posypywana solą i nie dawali sobie rady. Dyrekcja wiedziała o tym. On składał pisma, że nie da się pracować w tych warunkach, że maszyna się zatrzymuje. Parę razy miał zabraną premię, że jakaś czynność nie była wykonana – zeznała wdowa po tragicznie zmarłym pracowniku.

Sąd wyznaczył już terminy kilku kolejnych rozpraw, na których przesłucha następnych świadków. O finale sprawy poinformujemy na łamach Kuriera.

Zobacz także:

Jeden komentarz

  1. „WIELCY TEGO ZAKŁADU” gdzie wasz honor, gdzie wasze męstwo? Wiem gdzie! Przy WYPŁACIE!!! Teraz zaś jak tchórze, zwalić chcecie winę na tego, kto się bronić nie może. Zygać się chce, gdy widać waszą postawę wobec tej tragedii. Ciekawe czy który z was pomyślał o wsparciu rodziny ś.p. Pawła. On to robił dla waszych grubych portfeli, robił to bo bał się stracić pracę tak jak tracił premię. Taka jest prawda o was i o waszym zakładzie. Ludziom ochłapy a sobie tysiące. To jest ta wasza sprawiedliwość i troska o tych, którzy na was pracują nawet w sytuacjach zagrożenia życia. Przy okazji skończcie z tym SMRODEM na okolicę. Palić węglem nie wolno bo SMOG ale dwa czy trzy miesiące waszego SMRODU każdego roku, musimy wytrzymać. Jaka to sprawiedliwość. Przydałaby się solidna kontrola w tym zakładzie. Już sobie wyobrażam jej wyniki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.