Strona główna / Informator regionalny / Sylwetki / Aleksander Smuszkiewicz

Aleksander Smuszkiewicz

Aleksander SmuszkiewiczTen Słupczanin – Aleksander Smuszkiewicz mieszkający przy Pl. Wolności to właśnie niecodzienny jubilat, który w roku 700-lecia naszego miasta obchodził swoje setne urodziny. Czcigodny jubilat urodził się we wsi Wola Koszucka 18 października 1890 r. z ojca Ignacego , miejscowego młynarza i matki Anieli z domu Witkowskiej.

Pan Marian Jarecki dwukrotnie pisał i wspominał o tym długowiecznym słupczaninie, który był chodzącą encyklopedią wiedzy o Słupcy i regionie. W plejadzie słupczan dzisiaj pragniemy przypomnieć co pisał autor na 100 lecie urodzin p. Aleksandra Smuszkiewicza, które przypadło 18 października 1990 r. Od szeregu lat w letnie miesiące widzimy wysoką, pochyloną sylwetkę tego człowieka, często w samym palcie, w kapeluszu na głowie, czasem nawet bez laski, jak przychodzi sam do kościoła na wieczorne msze św. w środy i soboty. Trafia zawsze do upatrzonej i tej samej ławki, przyjmuje komunię św., długo się modli i ostatni wychodzi z kościoła. Ten Słupczanin – Aleksander Smuszkiewicz mieszkający przy Pl. Wolności to właśnie niecodzienny jubilat, który w roku 700-lecia naszego miasta obchodził swoje setne urodziny. Czcigodny jubilat urodził się we wsi Wola Koszucka 18 października 1890 r. z ojca Ignacego , miejscowego młynarza i matki Anieli z domu Witkowskiej.

Pochodził z licznej rodziny. Jego rodzeństwo to siostra Maria oraz bracia Józef, Stanisław, Ignacy i Władysław, który żyje i mieszka także w Słupcy przy ul. Mickiewicza. Już jako 15-letni chłopak p. Aleksander zaczął uczyć się w zawodzie rzeźnickim u znanego w tym czasie w mieście i okolicy mistrza p. Władysława Baczyńskiego. Często opowiadał synom o swoim terminowaniu. Nauka trwała 5 lat. Początkowo był przez 2 lata gońcem, chłopakiem na posyłki i do oprzątania koni. Gdy mistrz jechał na targ do Zagórowa czy Pyzdr kupić bydło, to zabierał terminatorów. Chłopakom nie wolno było wchodzić na wóz, musieli iść lub biec obok niego. Gdy konie biegły kłusem, uczniowie podążali za wozem trzymając się za linki przymocowane do tyłu pojazdu. W drodze powrotnej pędzili całą drogę kupione przez mistrza bydło.
Praca w obranym zawodzie nie była lekka, czasem trwała i 10 godzin. Wędliny były wyrabiane masowo i w dużych ilościach wywożone przez granice pod Strzałkowem do Wielkiego księstwa Poznańskiego (często nielegalnie). Kiełbasy u mistrza Baczyńskiego były robione wymyślonym przez szefa sposobem. Przygotowane mięso umieszczano drewnianą łopatą w dużej łusce artyleryjskiej. Uczeń pchał je do jelit za pomocą tłoka opieranego o własną pierś. Pan Aleksander w latach późniejszych sam wyuczył kilku uczniów, a między innymi p. Stanisława Wolskiego ze Słupcy. Był też w swoim zawodzie skarbnikiem Cechu. W ostatnim roku niewoli (1917) ożenił się ze słupczanką Marią Rucińską. Z małżeństwa urodziło się troje dzieci: Stanisław, Zygmunt i Wanda. W krótkim czasie po zawarciu małżeństwa państwo Smuszkiewiczowie kupili od Niemca Schermera działkę ze starymi budynkami przy pl. Wolności 14, gdzie zamieszkali i założyli własne rzeźnictwo. W 1928 r. ukończyli budowę okazałego domu, który stoi do dnia dzisiejszego i jest w dobrym stanie, dzięki córce Wandzie i wnukowi Maciejowi.

W latach okupacji hitlerowskiej razem z rodziną p. Aleksander został wyrzucony z domu i wywieziony 11 lutego 1940 r. do Włodowic w woj. Krakowskim. Jego synowie należeli tam do XIII Pułku III Korpusu Armii Krajowej w Oddziale „Nasturcja” . Działali na szkodę okupanta w rejonie Niepołomic i Bochni. Rodzina żyła bardzo skromnie, często brakowało nawet chleba. Pan Smuszkiewicz znał się na zwierzętach a szczególnie na koniach i na chorobach, przez co zajmował się ich leczeniem. Na wygnaniu jego silny organizm nie wytrzymał złych warunków. Zachorował pierwszy raz w życiu przeszedł zapalenie płuc i dur brzuszny. Pod koniec wojny kupił wóz i konia, którym wracał do Słupcy, gdzie dobił po kilkunastu dniach. Żona Maria straciła na wygnaniu zdrowie i po kilkunastu latach cierpień zmarła w 1960 r. Ten stuletni człowiek jest w dalszym ciągu sprawny fizycznie i umysłowo. W 83 roku życia złamał nogę i to było jego pierwsze w życiu spotkanie z lekarzami. Zamiłowany w rolnictwie do 90 r. życia uprawiał ziemię, utrzymywał konia i krowy, które dzisiaj jeszcze wspomina.

Zbliżał się już do 100 lat życia, kiedy któregoś dnia w br. Wyszedł z domu nikomu nic nie mówiąc. Córka spostrzegła po godzinie nieobecność ojca i zaniepokojona zaczęła go szukać. Znalazła go daleko od domu, w polu, na własnej ziemi za kościółkiem św. Leonarda. Ewentualne wyrzuty córki wyprzedził pytaniem: „Czy coś się stało w domu, że tu przyszłaś”. Ten długowieczny człowiek nigdy nie używał budzika. Zegar ma „w głowie” i na zapowiedzianą godzinę wstaje, a nawet budzi wnuka Macieja, gdy ten go o to prosi. Jednak kocha spanie. Program dnia ma następujący: co dzień na chwile wstaje wcześnie rano, zjada jabłko lub ciastko i udaje się na dalszy spoczynek, niejednokrotnie do godz. 16, a następnie wstaje i szykuje się do wyjścia na godz. 18.30 do kościoła. Lubi czytać książki z dawnych lat. Pamięta okres I i II wojny i gdyby nie przytępiony słuch i przez to utrudniona rozmowa, byłby wielką skarbnicą wiedzy o Słupcy. Chce być zawsze we wszystkim samodzielny. Sam lubi przyrządzać sobie śniadanie, sam się ubiera, sam się goli (raz na tydzień). Golenie jest swojego rodzaju ceremonią, która trwa około godziny i dłużej. W sierpniu tego roku robiłem p. Aleksandrowi zdjęcie pod kościołem i uprzedziłem go też, że do domu przyjdzie fotograf i zrobi zdjęcie na setną rocznice urodzin. Nie oponował, a raczej cieszył się z wizyty i od 2 godzin czekał już na gości odświętnie ubrany. Nie interesuje się obecną rzeczywistością. Zdarza się, że woła wnuka i mówi: „masz tu 50,- zł, kup dobrych cukierków”.

Staruszek ma obecnie 9 wnuków i 18 prawnuków. 18 października 1990 r. to zmienna data dla czcigodnego Jubilata i dla naszego miasta. Nie notowano takiego jubileuszu w kronikach Słupcy. W tym dniu o godz. 10 w sali posiedzeń Urzędu Miasta postawiono na stole tort z napisem „W setną rocznicę urodzin”, strzelały szampany, a Jubilata przywitał burmistrz Karol Wyszomirski, który powiedział m. in. : „Miasto jest dumne, że ma takiego Obywatela, który uczestniczył w długiej historii Słupcy, który żył pod zaborami i w Słupcy odrodzonej. Cieszymy się, że mógł dożyć takiego wieku”. Pan burmistrz w imieniu miasta życzył Jubilatowi życia w zdrowiu i pogodzie. Życzenia złożyli też przedstawiciele Rady Wojewody, Wojewódzkiego zespołu Pomocy Społecznej i Prezesa ZUS. Zebrani goście pierwszy raz w życiu zaśpiewali „200” lat. W miłej atmosferze rodzina dzieliła się szczegółami z długiego życia p. Aleksandra. Punktem kulminacyjnym tego dnia była msza św. która rozpoczęła się o 11.30 w kościółku św. Leonarda. Na nabożeństwie zamówionym specjalnie „o dalsze błogosławieństwo i siły dla Jubilata” zgromadziła się licznie rodzina, przyjaciele i znajomi. Ksiądz proboszcz Jan rozpoczynając nie krwawą ofiarę powiedział: „Stykamy się z niecodzienną okazją, bo oto on jeden spośród nas obchodzi stulecie urodzin. Będziemy dziękować Bogu za przeżyte lata i prosić o zdrowie i błogosławieństwo na dalsze”. W homilii skierowanej wyłącznie do Jubilata ks. Proboszcz złożył gratulacje. Stwierdził też, że „nie tylko należy gratulować, ale uświadomić sobie tę rzeczywistość, w której doczekał się trojga dzieci, licznych wnuków i prawnuków. Są jego radością, są krwią z jego krwi i kością z jego kości. Nastraja to do zadumy. On wie, jak wszystko się zmienia, przemija. Stojąc w tej starej świątyni dziękujemy za wszystko co przeżył i co widział. Często człowieka starego chętnie się pozbywamy, a trzeba skłaniając głowę starszym naszym ojcom, dziadkom, bo dzięki nim jesteśmy i tworzymy, bo oni są przekaźnikami historii i tradycji. Gdy upada szacunek dla człowieka starego, upada cywilizacja, upada naród” Niezapomniane wrażenie wywarła na zebranych chwila, gdy kapłan podchodził dwukrotnie do Jubilata i podawał mu Chrystusa pod dwoma postaciami. Drżące ręce starca wolno podniosły kielich, a w tej wielkiej ciszy, Jaka zapanowała zdawało się, że usta jego mówią: „Dzięki Ci Jezu z Cudownego Krucyfiksu, który mnie, szarego człowieka podtrzymujesz i raczysz krzepić swoją życiodajną krwią. Kimże jestem, że przychodzisz dziś do mnie i dajesz mi samego siebie”. Te uroczyste, wzniosłe chwile osobiście przeżywałem jako zaproszony gość. Życzę drogiemu Jubilatowi jeszcze dużo radosnych dni w długim wieku życia oraz wielu łask Chrystusa patronującego naszemu słupeckiemu sanktuarium. Pan Aleksander dożył 102 lat. W dniu 13 marca 1992 r. został pochowany na Słupeckim cmentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>