Jan Kaluba

Jan KalubaBył Słupczaninem. Urodził się 19.10.1913 r. z ojca Ignacego i matki Rozalii z d. Litko. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczył się zawodu stolarza u ojca i w szkole dokształcającej także w Słupcy.

Słupczanin bronił Warszawy

„Szliśmy po szyję w kale,

co chwila stąpając po trupach.

Nigdy nie zapomną tego przejścia

kanałami do Śródmieścia.”

Był Słupczaninem. Urodził się 19.10.1913 r. z ojca Ignacego i matki Rozalii z d. Litko. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczył się zawodu stolarza u ojca i w szkole dokształcającej także w Słupcy.
W 1935 roku został powołany do wojska i służył w 43 Pułku Piechoty Legionu Bojonczyków w Dubnie (Wołyń). W 1937 roku został zwolniony i dostał prace w swoim zawodzie w Warszawie. W okresie czerwiec – sierpień 1939 powołany był na ćwiczenia rezerwistów, a następnie w pierwszych dniach wojny brał czynny udział w obronie stolicy w Ochotniczych Oddziałach Obrony Warszawy. Po kapitulacji miasta nadal mieszkał i pracował na Mokotowie przy ul. Miączyńskiej obok fortu mokotowskiego. W 1941 roku ożenił się z panną Heleną Hermanówną. W ostatnich dniach lipca 1944 r. czuło się w Warszawie wybuch powstania. Młodzież stolicy organizowała się w zbrojne oddziały, okupant zaostrzył kontrole, łapanki i rewizja.
1 sierpnia około godz. 17 p. Jan wracał z pracy i znajdował się na ulicy Miączyńskiej. Rozległa się strzelanina. Nad głowami gwizdały pociski, sypały się szyby. przechodnie uciekali do domów i wpadali w pobliskie ogrody działkowe, aby ukryć się w radlinach ziemniaków. Pomiędzy radlinami znalazł się i p. Jan Kaluba. Padający deszcz przemoczył ukrytych przechodniów, a nie było mowy o wyjściu, ponieważ nadal byli gęsto ostrzeliwani.
Przeleżeli wiele godzin. pod osłoną nocy ostrożnie wyczołgali się na stronę powstańczą i z podniesionymi rękoma przekroczyli barykady. Z każdym, kto przeszedł były przeprowadzone rozmowy, czy chce brać udział w powstaniu. Nie było żadnego przymusu. Pan Jan zdecydował, jak wielu innych pozostać i włączyć się do walki.

Wstąpienie do A.K uznał za swój obowiązek patriotyczny, za obowiązek młodego Polaka. Pierwsza walka rozpoczęła się przy ulicy Racławickiej. Pan Jan dostał zadanie obrony fabryki lekarstw, zwanej „motorem”. Podczas bombardowania „Królikarni” i kościółka uległ kontuzji. W niedługim czasie nadszedł czas na przysięgę. pamięta słowa, które wypowiadał w kościółku tej dzielnicy:

„W obliczu Boga Wszechmogącego

i najjaśniejszej Marii Panny

Królowej Korony Polskiej

Przysięgam być wierny ojczyźnie mej

Rzeczypospolitej Polskiej

Stać nieugięcie na straży jej honoru

O wyzwolenie z niewoli

Walczyć ze wszystkich sił

Aż do ofiary życia swego

Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej

Naczelnemu Wodzowi i wyznaczonemu przezeń

Dowódcy Armii krajowej

Będę bezwzględnie posłuszny

A tajemnicy bezwzględnie dochowam

Cokolwiek by mnie spotkało

Tak mi dopomóż Bóg”

Po złożeniu przysięgi dostał zaświadczenie, żer jest żołnierzem Armii Krajowej. Po wyleczeniu kontuzji został przeniesiony do kompanii gospodarczej, w której służył do końca powstania. Został dowódcą drużyny, która miała zadanie zdobywania żywności Wypady po żywność odbywały się pod osłoną nocy. drużyny rozbiegały się w pola i ogrody.
Jedni walczyli, inni budowali barykady, jeszcze inni ratowali rannych. Tam panowała prawdziwa solidarność, której rozmiary trudno sobie wyobrazić. Powstańcy w każdej dzielnicy potrzebowali broni, lekarstw i żywności. Pan Jan pamiętał zrzut amerykański. Nad miastem ukazało się dużo spadochronów. Wśród wrogów nastąpiła panika, ale Niemcy szybko zorientowali się, że to tylko sprzęt. Duża część zrzutu spadła na ich stronę.
Nacierające oddziały niemieckie likwidowały powstańcze placówki z godziny na godzinę groźną bronią jaką były miotacze ognia i granaty. Ratunek dawały jeszcze kanały, w których zaczynał się najtragiczniejszy okres dla bohaterów obrońców . Tam zginęło najwięcej młodzieży. W kanałach czekała śmierć od gazu, zasypania, głodu i obłąkania.
„Przez szereg godzin – wspominał rozmówca – szliśmy po szyję w kanale, co chwilę stąpając po trupach. Nigdy nie zapomnę tego przejścia, kanałami do Śródmieścia. Wejście było ostatecznością, wielu zaraz wychodziło na zewnątrz, na pewną śmierć. Żołnierze często odmawiali rozkazu przechodzenia kanałami, gdzie trzeba było się czołgać tunelami o wysokości kilkudziesięciu centymetrów, w których jeden człowiek mógł zablokować dalsze czołganie się kolegów i wszyscy ginęli w strasznych męczarniach dusząc się przez szereg minut z braku powietrza”. Z każdym dniem, każdą godziną powiększał się dramat walki.

Pan Jan powiedział, podczas rozmowy, że dzisiaj nie umie tego wytłumaczyć, jak potrafili walczyć przez około 6 tygodni bez amunicji, bez dostatecznego wyżywienia, bez lekarstw i wody pitnej. w dni pogodne przez lornetki można było dostrzec na prawym brzegu Wisły wojska polskie i sowieckie, które bezczynnie stały, gdy w tym czasie kwiat młodzieży warszawskiej ginął. Były przypadki przepływania niewielkich oddziałów polskich żołnierzy generała Berlinga, które podejmowały walkę po niemieckiej stronie. Żołnierze ginęli bo nie było wsparcia stojącej na Pradze armii.
Tragiczne zakończenie jego i kolegów walki odbyło się w Alejach Ujazdowskich. Okupanci oglądali obrońców stolicy często niepodobnych do ludzi z podziwem, że mogli wytrzymać i przeżyć ten okres, walcząc prymitywnymi środkami z doborowymi oddziałami armii niemieckiej. Po wyjściu wszystkich wojowników, którzy jeszcze żyli Niemcy grupowali ich w olbrzymi oddział jeniecki i zaczęli pędzić do Pruszkowa, gdzie czekała ich śmierć w drodze lub niewola i dalsza niewiadoma. Pan Jan, pomimo utraty sił i zdrowia po trzech kontuzjach myślało ucieczce. Nadarzyła się okazja i w oka mgnieniu znalazł się w krzakach. Udało się. Następnego dnia był już w Włochach k. Warszawy u niejakiej p. Owczarek. Ukrywał się pod podłogą mieszkania razem z synem właścicielki domu, nie znanym żołnierzem A.K. i łączniczką Olą, którzy także ratowali się ucieczką. Niemcy spostrzegli ucieczki i skrupulatnie przetrząsali mieszkania. Domowy areszt trwał 3 miesiące, ale udało się. W dniu wkroczenia wojsk sowiecko-polskich był już w ruinach Warszawy. W lutym 1945 r. wracał z żoną pociągiem towarowym do Słupcy.

Rozpoczął pracę w warsztacie stolarskim ojca, który z czasem przejął i prowadził do emerytury. W Słupcy brał czynny udział w życiu społecznym. Był zastępcą przewodniczącego Ligi Przyjaciół Żołnierza. Za swoje zasługo otrzymał w 1958 r. Złotą Odznakę tego stowarzyszenia. Czynnie pracował w swoim zawodzie, szkolił uczniów we własnym warsztacie i uczył ich w szkole zawodowej. Przez szereg lat był członkiem komisji egzaminacyjnej na czeladników i mistrzów stolarskich. W styczniu 1971 r. został odznaczony Srebrną Odznaką Mistrza zasłużonego w szkoleniu uczniów.
W czasach panowania tzw. władzy ludowej musiał milczeć na temat chlubnej swej przynależności do A.K. i udziału w powstaniu. O jego przeszłości okupacyjnej wiedziało jednak kilku przyjaciół (w tym dwóch funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej).
Z tamtych lat zmagań i walki ze śmiercią , z którą szereg razy się spotykał pozostały wspomnienia i trzy pamiątki: legitymacja powstańca, zaświadczenie nr 50288 z podpisem Komendanta Obwodu i Dowódcy Kompanii i blizny po dotkliwych ranach.
Pułk, do którego należał Jan Kaluba otrzymał nazwę „BASZTA” i stanowił oddział dyspozycyjny Komendy Głównej A.K. zorganizowany od podstaw w konspiracji. Pułk dysponował siłą 10 kompanii i w dniu 1 sierpnia 1944 roku liczył 2200 ludzi i był jedynym oddziałem, który nie uległ rozsypce i utrzymał zajęty teren najdłużej. Po kapitulacji tj. 27 września 1944 roku oddziały „BASZTY” walczyły na Górnym i Dolnym Mokotowie w dzielnicach Sielce, Czerniaków i Sadyba.

Pułk za swoje czyny i bohaterską walkę swoich żołnierzy został uhonorowany Krzyżem Virtuti Militari V kl.
Staraniem żyjących żołnierzy, którzy walczyli na Mokotowie przy ulicy Dworkowej i w parku im. Orlicz – Droszera odsłonięto dwa pomniki upamiętniające walki Pułku „BASZTA”. Ze środowiska byłych żołnierzy przy budowie wyróżnił się między innymi znany nam wieloletni dyrektor NBP w Słupcy, inicjator budowy przystani nad słupeckim jeziorem mgr Jerzy Młokosiewicz, także żołnierz „BASZTY”.

Motocykle 125 - Jaki wybrać? Jaki kupić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>