Józef Pawlak

Józef PawlakUrodził się 25 marca 1904 roku w Łęczeszycy (woj. Radomskie), w rodzinie rolniczej, z ojca Szczepana i matki Zofii.

Urodził się 25 marca 1904 roku w Łęczeszycy (woj. Radomskie), w rodzinie rolniczej, z ojca Szczepana i matki Zofii.
W latach 1920 – 1925 pracował jako robotnik w Towarzystwie Kolejek Dojazdowych na trasie Warszawa – Nowe Miasto. Od 6 października 1925 roku do 20 marca 1927 roku odbył służbę wojskową w Wilnie, gdzie skończył szkołę podchorążych. Do rezerwy przeszedł jako plutonowy 7 lipca 1937 roku. 9 listopada 1930 roku zawarł związek małżeński z p. Józefą Fijałkowską, która pochodziła z Wólki Łęczeszyńskiej. W tym też roku sprowadził się do Słupcy i dostał pracę w Urzędzie Pocztowo – Telekomunikacyjnym jako listonosz i młodszy pocztylion.
Pan Józef był aktywnym członkiem Związku Strzeleckiego, znakomitym strzelcem, zdobył w latach 1933 – 36 kilka nagród i wyróżnień, a 18 czerwca 1939 roku uzyskał pierwszą nagrodę Powiatowego Związku Strzeleckiego w Słupcy i otrzymał złoty medal. Był ekspertem od sprawdzania celności broni na zawodach.

W kilka dni przed wybuchem wojny został zwolniony z wojska przez Państwową Komendę Uzupełnień dla ewakuacji Urzędu Pocztowego na wschodnie rubieże kraju. Po rozbiciu transportu w sytuacji bez wyjścia zniszczył przewożone dokumenty, które jak się okazało wiózł do nikąd. Zaskoczony przez wroga pod Modlinem został aresztowany przez niemieckie wojsko i dostał się do obozu jenieckiego, skąd udało mu się uciec i wrócić do rodziny. Jeszcze we wrześniu zgłosił się na pocztę i rozpoczął pracę jako listonosz. Przez osobę Ignacego Pasaka podjął niebezpieczną pracę w tajnej organizacji, której członkowie pracowali też na poczcie słupeckiej.

Pan Józef Pawlak przeglądał skrupulatnie listy bez adresu, skierowane do policji i żandarmerii, zręcznie otwierał i wszystkie pisma z donosami na mieszkańców miasta i okolicy odkładał i palił. Praca jego wymagała dużej odwagi i żelaznych nerwów. Nikt z otoczenia – nawet najlepsi koledzy i rodzina – nie mógł o tym wiedzieć. Szczególnie musiał uważać na szefa poczty Niemca Fligę, który każdego pracownika obserwował. Ta konspiracyjna praca (nigdy nieujawniona przez niego i nienarodzona) przyczyniła się do uratowania szeregu ludzi przed aresztowaniem i obozem. Donosy były różne, Dotyczyły przeważnie kupna mięsa, zabicia świniaka, nielegalnego handlu, kradzieży, słuchania radia, czy „gromadzenia się”, zakazanego przez okupantów. W listopadzie 1939 r. Józef Pawlak został z poczty zwolniony, z czego był nawet zadowolony, bo praca stawała się coraz bardziej niebezpieczna przez częste kontrole i obecność niemieckich urzędników za plecami.
Jeszcze w listopadzie znalazł zatrudnienie w zakładzie budowlanym Niemca Mainuscha. Wykonywał wszelkie prace jako pomocnik murarza na terenie miasta. Przy remoncie siedziby żandarmerii wiejskiej, która mieściła się w domu braci Burdów, został pobity przez żandarma Tonina za złe wykonanie kanalizacji ściekowej. Przed dalszymi szykanami uratował go Niemiec Karl Kube, który mieszkał w pobliskiej posesji p.p. Barbary Czarcińskich i tam prowadził zakład skupu i uboju drobiu. Niemiec Tonin słusznie zauważył złą pracę p. Józefa, bo w cemencie była sól, aby trudniej wiązał się i pękał beton. U Meinuscha Pawlak pracował do kwietnia 1943 r. W maju tego roku został wezwany na policję i wywieziony na roboty przymusowe do Hanoweru, gdzie pracował też jako murarz wraz z Lucjanem Radnieckim i Zygmuntem Kuznowiczem ze Słupcy.

Po wyzwoleniu przez wojska amerykańskie w lipcu 1945 r. powrócił do Słupcy. W parę miesięcy później rozpoczął pracę na słupeckiej poczcie. W marcu 1946 r. razem z p. Igancym Majdeckim dostał nominację na p.o. asystenta. W tym też roku razem z naczelnikiem p. Alfredem Simięckim został wybrany członkiem Miejskiej Rady Narodowej.
Pan Józef Pawlak, zasłużony pracownik Poczty Polskiej był znany z sumienności. Swoją pracą w służbie tego przedsiębiorstwa przyczynił się do odbudowy łączności w Słupcy i okolicy. Za długoletnią pracę otrzymał szereg wyróżnień, pism pochwalnych, odznaczeń pocztowych i został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Na emeryturę przeszedł 30 kwietnia 1969 r.
Marian Jarecki pisał: „Dobrze Go znałem, ponieważ wiele lat mieszkał z rodziną w moim domu przy ulicy Warszawskiej jako lokator. Państwo Pawlakowie mieli czterech synów i jedną córkę. Dwoje dzieci Zygmunt i Mieczysław zmarło w 1932 r. na szkarlatynę. Córka Irena urodziła się w moim domu. Syn Edmund był i jest moim serdecznym kolegą. Razem się wychowywaliśmy, razem uczyliśmy i zdawaliśmy maturę. W ciągu długich lat emerytury p. Pawlak często spotykał się ze mną, szczególnie na spacerach nad jeziorem i na cmentarzu, gdzie rozmawialiśmy. Pan Józef opowiadał o życiu swoim i zmarłych, obok których grobów przechodziliśmy.
Niech to krótkie wspomnienie o cichym, spokojnym człowieku, zasłużonym dla Poczty Polskiej i poczty naszego miasta, który z narażeniem życia ratował bliźnich, przypomni nam Jego sylwetkę.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>