Ksiądz Rzeszewski

Ksiądz RzeszewskiBył z krwi i kości Słupczaninem. Przyszedł na świat 23.01.1911 roku z ojca Ignacego i matki Bronisławy z Krygrowskich.

„Musimy siać, choć wiatr porywa ziarna, choć w ślad za siewcą kroczą wrony.

Musimy siać, nie wiedząc, w którą stronę poniesie wiatr i w ziemię wrzuci siew.

Nie wiedząc kto i gdzie pozbiera plony.

Nie wolno nam ni sił, ni dnia marnować, musimy siać, musimy tworzyć cud!

Nie wolno nam po spichrzach ziarna chować.”

Z pracy „Kaznodziejstwo”

Był z krwi i kości Słupczaninem. Przyszedł na świat 23.01.1911 roku z ojca Ignacego i matki Bronisławy z Krygrowskich. Rodzina mieszkał w tym czasie przy ulicy Pyzderskiej (obecnie Mickiewicza) w domu Frydrychowiczów, dzisiaj już nie istniejącym. Tam spędził dzieciństwo. Miał brata Ignacego, który przedwcześnie zmarł w 1929 roku, w wieku 17 lat, oraz dwie siostry: Wandę i Zofię, które mieszkają do dnia dzisiejszego w naszym mieście. Największą skarbnicą wiedzy religijnej była bogobojna babcia Franciszka Krygowska. Od niej i od rodziców wyniósł z domu rodzinnego światło wiary. Babcia i matka roztaczały przed nim wizje przypowieści ze Starego i Nowego testamentu, a „Biblia w Obrazach” uzupełniała wiadomości. Rodzice pragnęli, aby syn poświęcił się służbie Bogu. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Słupcy. Uczył się pilnie, był punktualny, sam starał się czytać wszelkie pisma o tematyce religijnej. Rodzice nie szczędzili sił i środków, by marzenia ich syna spełniły się.
W 1929 roku ukończył we Włocławku szkołę średnią – Liceum Piusa X, a następnie zgłosił się do miejscowego Seminarium Duchownego. W trakcie studiów przeniósł się do Częstochowy, gdzie pobierał nauki na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, będąc alumem Wyższego Seminarium Duchownego.

Święcenia kapłańskie uzyskał 7 lipca 1935 roku z rąk biskupa Teodora Kubiny w Częstochowie, przed wizerunkiem „Czarnej Madonny”. W latach 1935-1937 pracował w Kamieńsku, a w latach 1937-1944 w Częstochowie. Chłonny wiedzy podjął dalsze studia na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie w 1949 roku uzyskał doktorat z teologii. Znał biegle język angielski i niemiecki. Zamiłowanie do pisania zachęciło go do studiów humanistycznych. Rozpoczął je na Uniwersytecie Poznańskim (polonistyka i anglistyka). Odwołany do pilnej pracy w redakcji czasopisma „Niedziela” musiał naukę przerwać. Swoje umiejętności pisarskie, wrodzone zdolności i odbyte studia wykorzystywał w bogatej pracy kapłańskiej.
W 1953 roku został proboszczem w Karpaczu. W latach 1958-1960 rozpoczął pracę w parafii Św. Jana we Włocławku. Był katechetą, wikariuszem szkół średnich i diecezjalnych, a także duszpasterzem nauczycieli i literatów oraz egzaminatorem posynodalnym. Uczył w seminariach we Włocławku, Wrocławiu, a także w Lądzie. Głosił homilie, prowadził konferencję i rekolekcje w różnych grupach społecznych. Z tego okresu można czytać wiele jego wspaniałych artykułów w „Ładzie Bożym”.
Pisał też do „Ateneum Kapłańskiego”, pracował w redakcji tego pisma. W 1972 roku dostał nominację na Kanonika Honorowego Bazyliki Katedralnej we Włocławku, gdzie mieszkał i wykładał teologię pastoralną, katolickie nauki społeczne, homiletykę, a także lektoraty z języków: angielskiego i niemieckiego. Był dobrym oratorem, głosił wspaniałe płomienne kazania. W tym okresie też, jako dobry publicysta, najwięcej czasu wolnego poświęcał pisarstwu.

Ks. Marian Rzeszewski mający opinię największego teoretyka kaznodziejstwa w Polsce po II wojnie światowej wydał szereg prac, z których pragnę wymienić wspaniałe dzieło pt. „Kaznodziejstwo” z 1957 roku. W pracy tej uczył dobrej wymowy, rozwinięcia tematu i wskazywał błędy, jakich należy się wystrzegać. Jego artykuł z dziedziny kaznodziejstwa drukowano w „Wiadomościach Duszpasterskich” i w „Kronikach Diecezjalnych”.
O Słupczaninie pisał w 1990 roku prace dyplomową (pod kier. Ks. Dr Lewandowskiego) z homiletyki ks. Błażej Maleta („Teoria Kaznodziejstwa ks. Mariana Rzeszewskiego”).
Pisząc to wspomnienie nie mogę pominąć książki ks. Rzeszewskiego pt. „Domu rodzinny, domu nasz”. Treść tej książki, to nic innego, jak wnikliwa obserwacja życia własnego domu i rodziny, rodzin przyjaciół i znajomych. Szereg rozdziałów powstało pod wrażeniem chwili w rodzinnej Słupcy. Tym dziełem chciał pomóc rodzinom upadającym i odbudować rozpadające się związki. Pragnął, aby w tej rzeczywistości, w której żył, dom rodzinny był domem normalnego ładu, zrozumienia i życzliwości, a także dialogu małżonków, rodziców i dzieci.
Autor przez długi czas starał się o wydanie tej książki. Obowiązywała cenzura, a rządzący wyznawcy ateizmu bali się „budowniczych prawdziwych chrześcijańskich pomostów”, przerzucanych dla polskich rodzin między kulturą, a wiarą. Autor nie dożył dnia, kiedy praca jego życia ujrzała światło dzienne w wolnej Ojczyźnie. W przedmowie ks. Rzeszewski napisał znamienne słowa: „Jeżeli nasz świat pomimo swych wszystkich płycizn jest głęboki, to dlatego, że urodził się na nim Jezus Chrystus i zostawił nam wyzwanie, swą Dobrą Wieść. Dopiero gdy zobaczymy Go w swym domu, dostrzeżemy Go w historii”.

Druga książka, która nie mogła się ukazać w okresie Polski Ludowej z podobnych powodów to dzieło „Budowniczowie pomostów pilnie poszukiwani”. W jednym z rozdziałów pt. „Dobra wieść dla człowieka” na str. 47 pisze ks. Rzeszewski: „Przekonanie, że przetrwanie naszej cywilizacji możliwe jest tylko na podstawie „Zasad Ewangelii” staje się coraz powszechniejsze. Coraz jaśniejsze staje się też przeświadczenie, że nie da się zachować norm chrześcijaństwa poza wiarą w chrześcijański pogląd na świat. Chrześcijański pogląd na świat to wiara w Boga i w Boże powołanie człowieka, wraz z przyjęciem autorytetu ogólnych norm moralnych. Wiadomo, że jeśli porzuca się Boga i idzie za bożyszczami, to przychodzi wszelkie zło”.
Długi czas starał się o wydanie trzeciej pracy pt. „Konkordacja podręczna Pisma Świętego Nowego Testamentu”. Książka została wydana pod nazwiskiem Eugeniusza Dąbrowskiego, prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ukazała się w 10.000 egzemplarzy w 1955 roku. Książka ta od szeregu lat jest tzw. „Białym Krukiem”. Pióra ks. Rzeszewskiego są też prace „Posługa słowa” i Nasza posługa dziś”, wydane w 1976 roku.
W naszej parafii św. Wawrzyńca pracuje ks. Ks. Witkowski, były uczeń profesora w latach 70-tych. Ks. Jan stwierdził podczas rozmowy, że był to człowiek modlitwy, często można go było spotkać w kościele w tym czasie, gdy nie było ludzi, gdy panowała w kościele przenikliwa cisza i półmrok.
Wszelkie rady jego pochodziły z doświadczenia życiowego.

Ks. Witkowski wspominał: „Pamiętam dobrze słowa profesora: „Są czasem chwile, że nie wiesz co robić, że jesteś czasem załamany. Idź w tym czasie na dworzec, kup bilet i jedź, a spotkasz się z życiem, bo gdzieś ktoś potrzebuje twojej pomocy”.
Bardzo cierpiał.. Nigdy nie skarżył się na swoją chorobę, która trawiła go przez 50 lat. Siłą jego życia była zawsze „Czarna Pani” Jasnogórska, u które często przebywał od uzyskania święceń.
Zmarł w trudnym dla kraju i ludzi okresie stanu wojennego 4 lipca 1982 roku. Nie doczekał wolności Ojczyzny, o której często mówił, pisał i marzył. Pomimo okresu wakacyjnego w pogrzebie ukochanego profesora i wychowawcy oprócz rodziny brało udział przeszło 100 księży, kolegów i wychowanków. Mszy św. Pogrzebowej przewodniczył ks. Biskup Ordynariusz Jan Zaręba, a mowę pogrzebową wygłosił ks. Dr Roman Andrzejewski. Ciało zmarłego zostało pochowane we Włocławku, gdzie mieszkał, pracował i wychowywał rzesze kapłanów. W lipcu br. minie 18 rocznica śmierci tego człowieka wielkiego serca i wielkiej kultury. Myślę, że dobrze by było przybliżyć jego sylwetę przez uroczystą mszę św. z okolicznościową homilią, z udziałem kolegów, księży, których uczył i alumów seminarium włocławskiego oraz przez spotkanie z rodziną i mieszkańcami miasta i wspomnieniem o cenionym wychowawcy młodzieży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>