Maria Młokosiewicz

Maria MłokosiewiczMagister Maria Młokosiewicz, córka Zofii z domu Stempniewskiej i ojca Leona Plewińskiego urodziła się 10 grudnia 1922 r. w Słupcy.

Magister Maria Młokosiewicz, córka Zofii z domu Stempniewskiej i ojca Leona Plewińskiego urodziła się 10 grudnia 1922 r. w Słupcy. Ojciec sprowadził się tutaj rok przed urodzeniem córki. Kupił aptekę razem z drogerią od starszego prowizora Leona Magota i jego żony Wiktorii. Szkołę podstawową Maria skończyła w Słupcy, średnią w prywatnej szkole we Wsi Polskiej koło Pobiedzisk prowadzonej przez siostry ze zgromadzenia „Sacre coeur”, maturę zaś zdała w czasie wojny w Warszawie na tajnych kompletach. Rodzina musiała wyjechać do stolicy po represjach i odebraniu apteki. Ojcu groziło niebezpieczeństwo ze strony okupanta. Leon Plewiński zmarł nagle w lipcu 1944 r. matka z córką przeżyły wojnę i w 1945 r. powrócił do Słupcy. Pani Maria, chłonna wiedzy dostała się na Uniwersytet Poznański i w kwietniu 1950 roku uzyskała dyplom magistra farmacji. W tym samym czasie wyszła za mąż za Jerzego Młokosiewicza i zamieszkała w Poznaniu. Dochowała się dwóch synów – Grzegorza i Krzysztofa. Pracę rozpoczęła w aptece nr 3 w Poznaniu, a następnie przeniosła się z rodziną do Słupcy, gdzie mąż otrzymał posadę dyrektora oddziału Narodowego Banku Polskiego. W efekcie złej woli ówczesnego kierownika i szeregu intryg pani Maria nie dostała pracy w dawnej aptece rodziców. Przez rok dojeżdżała do Wrześni. W 1954 r. otrzymała wreszcie zatrudnienie w Słupcy, gdzie pracowała przez 9 lat, a następnie przeniosła się z rodziną do Poznania. Zatrudniono ją w „Cefarmie” na stanowisku inspektora zarządu aptek na województwo poznańskie. W listopadzie 1967 r. podjęła pracę w Ośrodku Walki z Gruźlicą na stanowisku starszego asystenta w Pracowni Płynów Infuzyjnych. W grudniu 1971 r. przeprowadziła się do Warszawy i pracowała w szpitalu na Pradze też w Pracowni Płynów Infuzyjnych, a następnie w Centralnej Pożywkarni dla m. Warszawy. W 1983 r. przeszła na zasłużoną emeryturę. Warto podkreślić, że pomimo wyższych studiów miała zawsze niedosyt fachowej wiedzy. Zawodowe wiadomości utrwalała i pogłębiała na wielu kursach. Pomimo obowiązków domowych, wychowania dzieci, opieki nad chorą mamą Zofią i codziennej trudnej pracy nie uchylała się też od działalności społecznej. Przez lata była mężem zaufania związków zawodowych, skarbnikiem Koła Oficerów Rezerwy, a także ławnikiem Sądu Powiatowego w Słupcy. Ludzie starszego pokolenia, a szczególnie rodowici słupczanie, dobrze pamiętają wysoką, zawsze pogodną i uśmiechniętą panią Marię, która podobnie jak jej ojciec nie potrafiła stać obojętnie wobec ludzi biednych i potrzebujących. Z panią Marią podczas jej pobytu w Słupcy spotykałem się prawie co dzień. Zawsze darzyła mnie swoim miłym uśmiechem, a podczas rozmowy czuło się jej wrodzoną dobroć, wewnętrzny spokój i poszanowanie drugiej osoby. Łączyła mnie z panią Marią radość jednego w roku dnia. Urodziła się bowiem w tym samym dniu i miesiącu co ja. Tego samego dnia obchodziliśmy też zawsze imieniny. Z panią Młokosiewicz prowadziłem później korespondencję na różne słupeckie tematy. Podziwiała zawsze moje nieprofesjonalne malarstwo, zainteresowanie historią miasta, a w liście z 7 grudnia 1990 roku, gdy podawała mi szereg faktów z życia ojca Leona napisała: „Szanowny Panie, podziwiam Pańskie niezawodowe zainteresowania”. Kończąc to pośmiertne wspomnienie o dawnej sąsiadce z ulicy Warszawskiej mogę z całą pewnością powiedzieć, że pani Maria przeszła przez życie często gorzkie i ciężkie – czyniąc dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>