Marianna Fiszer

Marianna FiszerW kwietniu 1999 r. minęło 38 lat od śmierci znanej starszemu pokoleniu słupczanki, wieloletniej czcicielki Cudownego Krucyfiksu, opiekunki kościoła św. Leonarda p. Marianny Fiszer z domu Staśkiewicz.

W kwietniu 1999 r. minęło 38 lat od śmierci znanej starszemu pokoleniu słupczanki, wieloletniej czcicielki Cudownego Krucyfiksu, opiekunki kościoła św. Leonarda p. Marianny Fiszer z domu Staśkiewicz.
W tym też roku 30 sierpnia minie 121 lat od czasu jej urodzin z ojca Franciszka i matki Ludwiki z. d. Śmiełowskiej.
Pani Marianna miała dwie siostry (Władysławę i Stanisławę ) i dwóch braci (Stanisława i Andrzeja). Rodziny Staśkiewiczów oraz Fiszerów, z której wybrała sobie przyszłego męża znane były w Słupcy od szeregu lat. Pani Józefa Poniecka (z.d. Staśkiewiczówna ) była bratanicą p. Marianny. Rodzina chlubi się księdzem Józefem Śmiełowskim, proboszczem kościoła parafialnego we Wrześni, który w 1972r. dostał nominację na kanonika kruszwickiego. Był on także dziekanem gnieźnieńskiego dekanatu świętej Trójcy.

Ojciec – Franciszek Staśkiewicz, był cenionym szewcem słupeckim. Dziadek Ludwik był znanym ogrodnikiem. To on zakładał słupecki park i troskliwie się nim opiekował. Znajdujący się w parku jeszcze dzisiaj dom był jego dziełem. Mieszkał tam i jako parkowy hodował przepiękne kwiaty i krzewy. Dbał też o sad przytułkowy, obok którego mieszkała jego rodzina.
Młoda Marianna była jak siostry wysoką i przystojną dziewczyną. Około1895 r. wyjechała ze swym przyszłym mężem i jego trzema braćmi do USA, gdzie już w 17 roku życia wyszła za mąż za wspomnianego Władysława Fiszera. W Ameryce przebywała do 1911 r. Z korespondencji dowiedziała się o ciężkiej chorobie matki, która przez szereg lat nie mogła wstawać z łóżka. Kochająca córka postanowiła wrócić do Słupcy, aby opiekować się chorą. Mąż nie wyrażał zgody na powrót, Marianna wróciła a on pozostał na obczyźnie aż do śmierci. Pisał listy, aby wróciła, na co nie wyrażała już zgody, tym bardziej, że małżeństwo było bezdzietne. Jej życiowe niepowodzenie spotęgowane było utratą matki, która zmarła w styczniu 1913 r. a następnie śmiercią adoptowanej córeczki Stasi Pietrzak, zmarłej w 1914 r. z powodu gruźlicy.
Dla oderwania się od zmartwień i zachowania równowagi psychicznej w 1915 r. Marianna udała się z wycieczką do Rzymu i Ziemi Świętej, skąd przywiozła między innymi pamiątkowe relikwie (prawdopodobnie) Św. Feliksa. Otrzymał je w darze najstarszy syn ciotki Józefy- Jan Poniecki, brat Henryka i Tadeusza. Po powrocie z pielgrzymki, którą często wspominała, największą jej miłością stał się kościółek św. Leonarda. Przebywała w nim niemal cały dzień, pełniąc rolę sprzątaczki, kościelnej, ministranta, ogrodnika i gospodarza.
Przez prawie 40 lat troszczyła się i zabiegała o czystość, konserwację okien, obrazów, dach, sygnaturę i schludny wygląd nielicznych grobów Szukalskich, Jurkiewiczów, Sopoćków, czy Basińskich (ich przodkiem był ks. Jakub Basiński spoczywający w podziemiach kościółka).
Sama prała i reperowała obrusy i szaty liturgiczne, zbierała pieniądze na remonty, pisała listy do koleżanki Marianny Bartosik, z. d. Ławniczak (mieszkającej w stanach) i wszystko, co zebrała przeznaczyła na utrzymanie kościółka. Gonty na dach kupowała w Pyzdrach. Paczkowane w kopy przewoził je swoim wozem Stefan Grześkiewicz, który jeździł do Pyzdr na jarmark.
W 1928r. p. Marianna przeprowadziła głównie z własnych funduszy większy remont kościółka. W następnym roku w porozumieniu z ks. proboszczem Szczygłowskim spowodowała konserwację Cudownego Krzyża. Postać Chrystusa została pokryta nową farbą, nałożono nowe złocenia z dukatowego złota.
W 1931r. jej dobry znajomy i przyjaciel ojca p. Mateusz Meland ufundował 6 lichtarzy, których brakowało w kościółku.
W 1938r. p. Marianna uczestniczyła w założeniu specjalnej księgi uzdrowień za przyczyną Cudownego Krucyfiksu, którą prowadził ks. Buchalski.
W czasie okupacji hitlerowskiej z racji swojego nazwiska cieszyła się pewną sympatią komisarza miasta, który także nazywał się Fiszer. Przez dłuższy czas miała nawet klucze do kościółka i mogła w każdej chwili swobodnie wchodzić do środka. Ludzie mówili, że wymodliła u św. Leonarda i Matki Najświętszej, że kościółek nie został rozebrany, co planowali Niemcy. Zabrano jej klucze dopiero po kilku tygodniach od zmagazynowania wewnątrz skonfiskowanych aparatów radiowych. P. Marianna całe życie od pogrzebu matki chodziła jednakowo ubrana- zawsze w długiej czarnej sukni lub spódnicy z czarną chustą na głowie. Po męczeńskiej śmierci ks. Franciszka Szczygłowskiego, zamordowanego w 1941r. przez hitlerowskich oprawców w Gnieźnie pojechała pochować ciało. Po swojej matce przejęła szczególny kult do Cudownego Chrystusa i modlitwę na różańcu, z którym nie rozstawała do śmierci. Po matce też odziedziczyła wielkie umiłowanie Najświętszego Sakramentu i Matki Najświętszej, co przejawiała w swoich pielgrzymkach na Jasną Górę. Podczas procesji Bożego Ciała zawsze szła z przodu (trzymając świecę produkcji p. Stanisława Sulczyńskiego). P. Marianna wzorem matki pościła przez wszystkie wyznaczone przez kościół dni (jej matka w całym okresie adwentu przez 6 tygodni jadła tylko suchy chleb i piła tylko wodę).

Po śmierci Marianna Fiszer pragnęła spocząć obok matki. Wola jej została spełniona. Pogrzebem zajęła się p. Stefania Jesinowska i jej rodzina. Ostatniego namaszczenia udzielił ks. Jan Postolski, w pogrzebie brał udział proboszcz parafii ks. Wojciech Wolski.
Przez dwa lata zbierałem wszelkie informacje o tej niezwykłej słupczance, która swoją postawą tworzyła historię naszego miasta. Wiele razy zadawałem sobie pytanie: skąd u tej wątłej kobiety było tyle siły, skąd tyle silnej woli, tyle miłości do Chrystusa Ukrzyżowanego, Jego Świątyni. Czy przejęła to wszystko po religijnej matce. A może te wszystkie impulsy otrzymała od św. Róży z Limy w urodziny której przyszła na świat. Św. Róża od dziecka przecież płonęła gorącą miłością ku Chrystusowi, a jako tercjarka dominikańska wiodła życie pełne modlitwy i pokuty. Tajemnica jej osoby nie jest nikomu znana.
O Mariannie Fiszer pan Marian Jarecki pisał w 1993r. następujący artykuł.
Niedziela 7 listopada 1993r. była niecodziennym i niezapomnianym dniem dla młodej parafii św. Leonarda w Słupcy. Kościółek – chluba naszego miasta, był wypełniony na wszystkich mszach świętych po brzegi parafianami i gośćmi z innych wspólnot. Gromadziły nas trzy uroczystości: dzień patrona, piąta rocznica erekcji parafii i ponowny pochówek p. Marianny Fiszer, długoletniej opiekunki kościółka i żarliwej czcicielki Cudownego Chrystusa Ukrzyżowanego.

Wspomnienie tej niecodziennej uroczystości pragnę poświęcić niezwykłej słupczance, która przez przeszło 46 lat z wewnętrznego nakazu i potrzeby serca ratowała zaniedbany kościółek przed zniszczeniem zębem czasu, a w czasie okupacji hitlerowskiej przed rozbiórką. Jej modlitwy codzienne, umiłowanie Chrystusa Ukrzyżowanego, odwaga podjęcia rozmów z wrogiem i jej nazwisko przypadkowo zbieżne z nazwiskiem komendanta miasta, spowodowały zmianę decyzji Niemca, który kazał rozbierać tylko wiatraki.
Dzisiaj bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, iż dzięki wielkiemu zaangażowaniu p. Marianny wielowiekowy kościółek ostał się do naszych czasów. A jest on przecież niezwykłym, widomym świadectwem religijnej i narodowej kultury naszych ojców. Parafia św. Leonarda z inicjatywy proboszcza ks. Jana Radaszewskiego, postanowiła wystawić p. Mariannie trwałą pamiątkę – posąg naturalnej wielkości z białego marmuru. Pomnik staną na terenie cmentarza przykościelnego obok grobu z jej doczesnymi szczątkami. Dobrze się stało, że parafia pamiętała o zasługach – czcicielki Chrystusa Ukrzyżowanego dla jego świątyni. To, co zostało dokonane w dniu 7 listopada 1993r. pozostanie wzorem naszej pamięci o wielkich dziełach dla potomnych. Marianna Fiszer, niewiasta naszego wieku, umiała dawać świadectwo umiłowania Chrystusa, umiała Mistrza Eucharystycznego postawić w centrum swego życia i swojej misji. Wiedziała, że przez Krzyż tylko droga prowadzi do zbawienia, że Chrystus któremu dom uratowała jest jedyną drogą, jedyną prawdą, jedynym życiem dla wszystkich ludzi.
W tym pamiątkowym dniu 7 listopada o życiu i pracy niewiasty naszego wieku p. Marianny Fiszer p. Marian Jarecki mówił podczas wszystkich mszy świętych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>