Materiał sfinansowany ze środków KW SOJUSZ LEWICY DEMOKRATYCZNEJ
Strona główna / Informator regionalny / Sylwetki / Stanisław Kołodziejski

Stanisław Kołodziejski

Stanisław KołodziejskiJuż jako 18 letni chłopak rozpoczął naukę u kowala p. Osińskiego we Wrześni, dokąd jeździł z Grabowa rowerem. Następnie praktykował w Strzałkowie u p. Hierowskiego oraz u mistrza Matuszewskiego, który go wyzwolił.

Tak mówił o nim autor artykułu, pan Marian Jarecki: „Rozmawiałem z nim często. Zapraszał mnie do domu, czy do warsztatu i wspominał swoje przeżycia, swoje ważne prace. Czuł się Słupczaninem, kochał miasto i żył jego życiem przeszło 60 lat. Mówiono o nim „złota rączka” i było w tych słowach dużo prawdy. Efekty jego pracy są bowiem widoczne w mieście i okolicy.” Urodził się 9 października 1904 r. w Grabowie Królewskim (pow. Września) z ojca Feliksa, z zawodu rolnika i matki Marianny z domu Szymańskiej. Miał liczne rodzeństwo siostry: Marię, Jadwigę, Antoninę, Stanisławę i Rozalię oraz braci: Jana, Walentego i Władysława. Stanisław od najmłodszych lat lubił majsterkować. Potrafił zreperować ojcu każdą rolniczą maszynę, marzył aby w przyszłości zostać ślusarzem. Ojciec widząc jego zainteresowanie umożliwił mu naukę w tym zawodzie.

Już jako 18 letni chłopak rozpoczął naukę u kowala p. Osińskiego we Wrześni, dokąd jeździł z Grabowa rowerem. Następnie praktykował w Strzałkowie u p. Hierowskiego oraz u mistrza Matuszewskiego, który go wyzwolił. W 1932 roku rozpoczął pracę w Słupcy u braci Jaworskich przy ulicy Poznańskiej. W 1933 roku ożenił się z panną Rozalią Nowak ze Skarboszewa i w tym roku na stałe zamieszkał w Słupcy przy ulicy Poznańskiej, w posesji rodziny Litoborskich, gdzie założył własny warsztat ślusarski. Małżonkowie Kołodziejscy doczekali się trzech synów: Henryka, Stanisława i Krzysztofa.

W 1937 roku pan Stanisław zdał egzamin mistrzowski w swoim zawodzie w Izbie Rzemieślniczej w Łodzi. Był aktywnym członkiem straży pożarnej i należał do Stronnictwa Narodowego. Służbę wojskową odbywał w 15 p. Ułanów w Poznaniu. W 1939 r. został zmobilizowany i przydzielony do kompanii c.k.m. 4 września cekaemista Kołodziejski przejeżdżał w szybkim tempie przez Słupcę i jak wspominał, mógł tylko przez chwilę spojrzeć na dom, w którym mieszkała rodzina. Brał udział w walkach nad Bzurą. Pod Dobrzycą został przysypany ziemią od wybuchu bomby i byłby zginął, gdyby nie koledzy, którzy natychmiast go odkopali. Był szereg razy ranny w głowę i szyję, opatrywał go kolega ze Słupcy sanitariusz kompanii Andrzej Gulczyński. Kilka b. drobnych odłamków tkwiło w szyi do końca życia. 12 września pod Łęczycą nastąpił tragiczny koniec walki i rozbite kompanie polskie dostały się do niewoli. 5 października oficer niemiecki ogłosił w obozie, że potrzebuje 20 ochotników-elektryków do budowy linii elektrycznej, za co oferował wolność. Niewielu w to wierzyło. Stanisław Kołodzieski zaryzykował. Po kilku dniach pracy wszyscy, którzy się zgłosili zostali zwolnieni. Natychmiast ruszył w drogę do domu i 15 października spotkał się z rodziną.
W latach okupacji mieszkał w Słupcy. Pracował jako majster w warsztacie Niemca Bartza, który jemu i okolicznym rzemieślnikom zabrał maszyny i urządzenia. Warsztat Niemca mieścił się w budynkach obecnie zajmowanych przez „Budrem” oraz przyległej posesji p. Eugeniusza Jerzyka, gdzie znajdowało się biuro. U tego Niemca pracował około 75 Polaków. W 1943 r. kilku pracowników warsztatu, po wypiciu kilku litrów alkoholu, planowało napad na Bartza. Nie doszło do tragedii dzięki majstrowi, który akurat przyjechał i w kulminacyjnym momencie rozpędził niedoszłych zamachowców do domów. Niemiec czuł chyba grożące mu niebezpieczeństwo, ale nie zemścił się. Na drugi dzień pracownicy zrozumieli, co mogło się stać z nimi i innymi mieszkańcami miasta, gdyby Bartz zginął. Na szczęście sprawa zakończyła się tylko potrąceniem tygodniowej zapłaty.

Po zakończeniu wojny, jeszcze w 1945 roku, Stanisław Kołodziejski włączył się w nurt odbudowy zniszczeń miasta. Pracę rozpoczął od uruchomienia własnego warsztatu ślusarskiego. Już wiosną 1945 r. wyremontował projektor kinowy, dając własną prądnicę i silnik, a także przeszkolił pracownika kina p. Koszarka w obsłudze i uruchamianiu silnika. Brał czynny udział w organizowaniu sprawnego działania urządzeń wodnych i sanitarnych szkół. Był częstym gościem magistratu, gdzie wykonywał wszelkie prace (zakładanie zamków przy drzwiach, parkanów, sprawnego działania toalet, szaf, okien). W 1948 r. został z powodu braku nadzoru w słupeckiej elektrowni spalony wał od koła zamachowego. Miasto nie miało światła i nie było nikogo, kto by uruchomił elektrownię. Stanisław Kołodziejski podjął się przetoczenia wału i wszelkich trudnych prac z tym związanych. Po kilku dniach maszynę uruchomił. Zrobił też szczegółowy przegląd i zadbał o konserwację skomplikowanych maszyn w młynie gospodarczym, skąd przez kilka dni, dzięki jego pracy miasto miało prąd. Pracownicy magistratu pogłębiali, dla zwiększenia wydobycia wody, studnię znajdującą się w rynku i na 60 metrze nastąpiła awaria. Urwanie się wiertła zablokowało przebicie się w głąb ziemi. Dalszych wierceń dokonał mistrz Kołodziejski własnym sprzętem i przez siebie specjalnie wykonanym wiertłem, które udało się poprowadzić obok urwanego. Studnia służyła miastu przez przeszło 40 lat. Był często przy pracach trudnych i niebezpiecznych i wszędzie udzielał rad fachowych. Liczne prace wykonywał przy kościele św. Wawrzyńca, szczególnie podczas renowacji świątyni w latach pięćdziesiątych. Sam odkuwał ręcznie wielkie gwoździe i specjalne zawiasy do drzwi głównych. Zrobił olbrzymie okno w szczycie kościoła od strony wschodniej, a nawet założył szyby. Parkan okalający kościół do dnia dzisiejszego i wszystkie zbrojenia otworów okiennych kościoła to też jego dzieło. Znany jest tu fakt zwrócenia uwagi mistrza Kołodziejskiego, po przejrzeniu projektu uzbrojenia okien, na zmianę grubości żeber z 6 na 8 mm i kątownika z 14 na 16 mm dla zwiększenia bezpieczeństwa.

Projektant ponownie dokonał przeliczeń danych z uwzględnieniem siły uderzenia wiatrów i ciężaru szkła, po czym zgodził się na proponowaną zmianę, twierdząc, że popełnił błąd. Okna z wmontowanym silniejszym uzbrojeniem do dnia dzisiejszego istnieją, a przed 42 lata wytrzymały już szereg uderzeń wichrów i nawałnic. Praca Stanisława Kołodziejskiego przy kościele była wysoko ceniona przez architekta wojewódzkiego mgr inż. Aleksandra Holasa i ks. kanonika Józefa Olczyka, byłego proboszcza parafii. Pan Kołodziejski brał udział w szeregu prac przy budowie szpitala. Jego projektu i wykonania maszyna zdała egzamin i pozwoliła wyprodukować setki tysięcy cegieł. Budowa nowego gmachu straży pożarnej przy ul. Ratajczaka nie odbyła się bez udziału p. Kołodziejskiego. Mistrz ciął wszystkie dźwigary w/g podanych wymiarów i wykonywał szereg podstawowych prac zbrojeniowych. W 1949 r. nabył od Żyda Mojsze Dawida Lajzera s. Gecela i Sury niewielką działkę położoną przy ul. Matejki, gdzie urządził większy warsztat i gdzie zamieszkał z rodziną do śmierci.
W swojej pracy zawodowej myślał o młodym pokoleniu i zawsze miał trzech uczniów. Łącznie wyuczył zawodu przeszło 70 osób (15 zostało mistrzami). Z pracowników warsztatu p. Stanisława pragnę wymienić chociaż kilkanaście nazwisk jak: Kazimierz Biadasz, Czesław Hyżak, Leon Górny, Stanisław Górecki, Marian Jakubowski, Władysław Gołębiowski, Wojciech Lorenc, Hieronim Burda, Henryk Pilarski, Tadeusz Majewski, Wawrzyniec Kluczyński, Zdzisław Markiewicz, Tadeusz Kubaszewski, a także synowie Krzysztof i Stanisław. Za swoje zaangażowanie w pracy społecznej i zawodowej, a także za udział w obronie ojczyzny otrzymał szereg odznaczeń, medali i dyplomów. W 1981 roku został wpisany do księgi zasłużonych dla miasta Słupcy. Pasjonował się sportem, a najwięcej piłką nożną. Był zawziętym graczem gier liczbowych, a szczególnie popularnych kiedyś „Koziołków”. Gra przyniosła mu szczęście, bo trafił „piątkę” i wygrał 500.000 zł. Kwota ta stanowiła w tym czasie najwyższą wygraną. Jako jeden z niewielu mieszkańców miasta Słupcy, w pierwszym roku po zakończeniu działań wojennych nabył samochód produkcji niemieckiej w dobrym stanie (rocznik 1941) marki Adler Junior, którym jeździł przeszło 15 lat. Długotrwała choroba z każdym rokiem trawiła jego silny organizm. Zmarł 9 września 1991 r. Został pochowany na słupeckim cmentarzu w grobowcu, o którego budowę zadbał już za życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>