Stefan Grześkiewicz

Stefan GrześkiewiczNazwisko pana Stefana Grześkiewicza znane jest w Słupcy od kilku wieków. Pierwszą wzmiankę o członkach rodziny Grześkiewiczów spotkałem w dokumentach dotyczących urodzeń mieszkańców.

Od szeregu lat korzystałem z owoców jego pamięci i wielkiej wiedzy o Słupcy z lat młodości. Uzyskane od niego informacje pomogły rozwikłać dziesiątki nie znanych faktów. Jego pomoc pozwoliła rozpoznać szereg postaci ze zdjęć minionych pokoleń słupczan. Nigdy nie odmówił rozmowy. Zawsze miał czas w domu, na ulicy, w sklepie.

Nazwisko pana Stefana Grześkiewicza znane jest w Słupcy od kilku wieków. Pierwszą wzmiankę o członkach rodziny Grześkiewiczów spotkałem w dokumentach dotyczących urodzeń mieszkańców naszego miasta już w roku 1799 – kiedy urodził się Michał, 1802 – kiedy urodziła się Józefa, 1804 i 1806 – gdy urodzili się Jakub i Paweł, 1808 – kiedy na świat przyszła Marianna. Pan Stefan Grześkiewicz ujrzał światło dzienne 22 października 1907 r. z ojca Aleksandra (s. Teofila) i matki Marianny z Wiśniewskich – rodziny słupeckich rzeźników. Miał brata – bliźniaka Tadeusza i 4 siostry – Mariannę, Irenę, Helenę i Zofię. Brat bliźniak zmarł w 1908 r., dwie siostry zmarły w latach 1916 i 1917. W piątym roku życia umarł mu ojciec, a obowiązki wychowania przejęła matka. Pan Stefan uczył się w słupeckich szkołach p.p. Paszkowskiego i Jakubowicza. Jako 12 – letni chłopiec był jednym z uczniów, którzy sadzili Dęby Wolności na słupeckim rynku podczas wielkiej religijno – patriotycznej manifestacji 3 maja 1919 r. Jaszcze tak niedawno, w marcu 1992 roku sadził drugi raz w swoim życiu dęby w centralnym miejscu miasta. Punktualnie na umówioną godzinę przyszedł na rynek i ze wzruszeniem wspominał uroczysty dzień 3 maja 1919 r. Jako dziecko z doniosłości tego wydarzenia nie zdawał sobie sprawy, po latach zrozumiał co znaczyło pojęcie „Dęby Wolności”.

Spośród ośmiorga dzieci tamtego pokolenia on jeden i moja mama dożyli drugiego odzyskania wolności. Pomimo zimna i prószącego śniegu, ze łzami w oczach mówił o maju 1919 r., o nastrojach tego dnia, o radości nauczyciela p. Józefa Jakubowicza i o pajdach placka, które dzieci w tym dniu otrzymali w szkole po uroczystości.
Nie służył w wojsku, nie należał też do żadnej organizacji, jego patriotyzm wynikał z wychowania domowego, z przywiązania do ojcowizny, do miasta, które kochał i do ziemi, którą uprawiał przez dziesiątki lat. Swoje przywiązanie do Ojczyzny wyraził na wygnaniu w Niemczech, kiedy po wyzwoleniu każdy kto chciał mógł wyjechać do USA, Kanady, czy Anglii. Pan Stefan powiedział stanowczo, że jest Polakiem i jego obowiązkiem jest najprędzej stanąć na polskiej ziemi.
W 1937 r. ożenił się ze słupczanką p. Zofią Rzeszewską. Z małżeństwa urodziło się dwoje dzieci: Jan i Anna.
Po dziadku i ojcu przejął zawód rzeźnika. Uczył się tej profesji w zakładzie Fiszerów i tam zdobywał praktykę. Po latach nauki i pracy otworzył własny sklep, który prowadził przy placu Marszałka Piłsudskiego u państwa Bolesławskich, tam też miał stajnię i inwentarz. W mięso zaopatrywał się jak inni rzeźnicy w terenie u rolników i właścicieli folwarków. Do wożenia mięsa miał specjalny furgon – chłodnię. W czasie okupacji sklep musiał zlikwidować we wrześniu 1939 r. Ostatni ubój, ale już potajemnie został dokonany w listopadzie tego roku. W 1944 r. w maju cała rodzina została wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec. Pan Stefan dostał pracę u bauera w Westfalii, w pobliżu miasta Braubauer i Waltrop. Po wyzwoleniu przez wojska amerykańskie i powrocie do Słupcy, zajął się ponownie rzeźnictwem i uprawą roli. Jednak w krótkim czasie ówczesne władze zlikwidowały mu zakład.
Mieszkał w posesji babci Elżbiety Wiśniewskiej przy ul. Mickiewicza.
Przez całe życie był człowiekiem wiary, a szczególnie Cudownego Krzyża z kościółka św. Leonarda. Często można było spotkać tego spracowanego człowieka, jak szedł do Sanktuarium Św. Krzyża, aby pokłonić się słynącemu łaskami Chrystusowi.
W latach trzydziestych zwoził p. Mariannie Fiszer, opiekunce kościółka, gonty z Pyzdr, gdzie jeździł po trzodę chlewną. Pomagał też w innych pracach.

Był to człowiek twardy: nigdy nie chorował, nie leczył się, czytał bez okularów. Lubił czytać każdą książkę, gazety, interesował się polityką, był towarzyski i ruchliwy. Cenił sobie prywatną własność, był przeciwnikiem zakładania spółdzielni produkcyjnych, państwowych gospodarstw rolnych. Mawiał; „nigdy na dzwonek do pracy nie pójdę”. Doceniał Lecha Wałęsę za obalenie ustroju totalitarnego. Tkwiła w nim głęboka miłość do drzew, krzewów, słupeckich kościołów, do ulic, do tego wszystkiego w czym wzrastał, co podziwiał, co kochał i co kształtowało jego osobowość. W starych domach, o których często wspominał, w tych ulicach, po których codziennie chodził, widział swoją małą Ojczyznę.
Zmarła 17 grudnia 1995 roku. Odszedł od nas człowiek wypełniony bogatą pamięcią, człowiek o życiorysie zwięzłym, a tak niepospolitym. Zapewnił sobie trwałe miejsce w historii miasta, u rodowitych słupczan – wdzięczność. Jego nazwisko zostanie zapisane w powstającym słowniku biograficznym zasłużonych i znanych słupczan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>