Św. Brat Albert

Św. Brat AlbertNależał do nas wszystkich, do całej Polski.
Do wielkich i małych, do bogatych i bezdomnych, do duchownych i świeckich, do polityków i partii politycznych, należał także do słupczan, bo u nas na ziemi słupeckiej też mieszkał i z tego jesteśmy dumni.

„Już długie lata jesteśmy poniżeni: ciężkie brzemię nieszczęść publicznych i prywatnych ugniata nasz naród. Ale od nas zależy, aby ustała kara. Pokutujmy więc wspólnie i bądźmy miłosierni po katolicku, a tak zbawimy siebie i Ojczyznę wybawimy z upadku. Staniemy się szlachetni przez pracę i walkę ducha i mocni, bo zjednoczeni w miłości Boga i bliźnich…”

Należał do nas wszystkich, do całej Polski.

Do wielkich i małych, do bogatych i bezdomnych, do duchownych i świeckich, do polityków i partii politycznych, należał także do słupczan, bo u nas na ziemi słupeckiej też mieszkał i z tego jesteśmy dumni. Dla tego faktu nie mogę pominąć jego światowej już dzisiaj osoby w cyklu ,,Słupczanie”.
W miarę, jak czas od nas go oddalił rosła jego wielkość i jego bliskość.
Cieszyć się winniśmy, że otarł się o naszą słupecką ziemię ten, który próbował ratować Boga człowieku i służył ubogim; który zrozumiał, że kto z miłości do Chrystusa daje samego siebie, więcej zyskuje niż traci.
Z jego osobą można łączyć słowa Pisma Świetego ,, za złotem nie biegał, ani ufał w pieniądzach i w skarbach… a uczynił dziwy w żywocie swoim”.
Brat Albert pochodził z bardzo starego szlacheckiego rodu herbu Jastrzębiec. Urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii k. Krakowa z ojca Wojciecha Chmielowskiego /lat 33/ i matki Józefy z Borzysławskich /l. 22/. Ojciec – Wojciech Chmielowski w tym czasie był naczelnikiem komory celnej w Igołomii – miejscowości położonej przy głównym trakcie między Sandomierzem a Krakowem. Był doświadczonym urzędnikiem, a pracę swoją rozpoczął w 1831 r.. Jako dokładny pracownik, sumiennie wykonujący swoje obowiązki szybko awansował przez naczelnika magazynu żywnościowego, dowódcę roty batalionu, kontrolera intendentury Armii Czynnej do Naczelnika Komory.
Matka – Józefa Wincentyna odznaczała się wielkim taktem, delikatnością i pogodnym usposobieniem. Miała duże zdolności do rysunków i haftu. W rok po urodzeniu syna, a więc w 1846 r. p. Wojciech Chmielowski awansował na wyższe stanowisko naczelnika Komory Celnej I klasy w Słupcy. Z pracy tej, którą otrzymał, jak sam pisał do mamy, ciotek i brata 22 lipca 1846 r. od Jaśnie Oświeconego Księcia Namiestnika Królestwa Polskiego, był bardzo zadowolony i pracę tę lubił ,,niczego nie zaniedbując”.
W liście tym ojciec Adama pisał także, że komora w Słupcy, położona jest od strony Prus na trakcie poznańskim, gdzie ,,wielkie są przejazdy a nawet często i sam Najjaśniejszy Pan przejeżdża”.
O dziecku wspomniał ,,Mój syn jest tęgi mężczyzna, bardzo roztropny, wszystko rozumie i pojmuje, chodzi sam, chociaż go za jedną rękę prowadzą. Śliczny dzieciak, nie patrzę na niego oczyma ojca, ale jak was kocham, tak jest ładny i to do podziwiania, kto go tylko zobaczy to każdy powiada, ż podobnego dziecka, tak ładnego, jeszcze nikt nie widział. W tym roku będę go miał zaszczyt sprezentować Najdroższej Babce i Wam kochane Ciotki i Wujaszku”.
Kiedy Adam miał już prawie dwa lata dopełniono chrztu św., który odbył się w kościele Najśw. Marii Panny w Warszawie w dniu 17 czerwca 1847 r. Dziecko otrzymało imiona Adam Hilary Bernard. Poza urzędowymi, rodzicami chrzestnymi byli także zaproszeni żebracy spod kościoła, aby w ten sposób ściągnąć na nie z nieba błogosławieństwo ubogich”.

Rodzina Chmielowskich mieszkała w Słupcy do sierpnia 1847 r., kiedy to ojciec został przeniesiony do Szczypiorna z awansem na sekretarza kolegialnego. Rok 1850 przyniósł panu Wojciechowi nowy awans ale i chorobę płuc, która zakończyła się śmiercią 25 sierpnia 1853 r. Równocześnie ciężko zachorował syn Adam. Matka ślubowała Bogu, że jeżeli synek zostanie uzdrowiony odbędzie z nim pielgrzymkę do cudownego Chrystusa Ukrzyżowanego w Mogile pod Krakowem. 5 września 1851 r. matka dopełniła ślubowania. Dziecko wróciło ubrane w biały cysterski habit z czarnym szkaplerzem. Zapewne nikt oprócz matki nie myślał, że po paru latach tan chłopczyk, jako dorosły człowiek założy habit prawdziwy i w nim rozpocznie swą misję w heroicznej służbie międzyludzkiej.
Życie Szarego Brata związane chociaż na krótko z naszą ziemią daje nam powód do dumy. To u nas przebywał człowiek, do którego tysiące modli się o pomoc, o wsparcie i siły do pracy, bo umiał żyć dla ludzi, a szczególnie dla ubogich, dla biednych i najbardziej potrzebujących pomocy.
W jego bogatym życiu można zauważyć trzy okresy. Pobyt u Jezuitów, studia malarskie w Paryżu i w Warszawie oraz jego liczne kontakty z największymi malarzami końca wieku: Brandtem, Chełmońskim, braćmi Gierymskimi, Juliuszem Kossakiem, Witkiewiczem, czy Wyczółkowskim. W tym okresie nie można pominąć też jego patriotyzmu i wielkiego umiłowania Ojczyzny oraz udziału w powstaniu styczniowym, gdy jako 17-letni chłopak w bitwie pod Melchowem stracił nogę, został kaleką i dostał się do niewoli. Nie złamał się jednak, a jego wizja świata bardziej dojrzała i przesuwała się w kierunku widzenia człowieka cierpiącego.
Drugi okres to praca w zakonie, gdzie szerzy tercjarstwo, konserwuje ubogie kościoły, kapliczki, figury i obrazy. W obawie przed aresztowaniem i zsyłką na Sybir opuszcza ziemie zaboru rosyjskiego i otwiera pracownię malarską w Krakowie. Pracownia staje się przytułkiem dla nędzarzy. Sam mieszka u Paulinów na Skałce, Kapucynów, Kamedułów i wreszcie osiada na stałe w tzw. ogrzewalni razem z ludźmi z marginesu społecznego. Tak narodził się brat Albert.

Trzeci okres to czas całkowitego oddania się bezdomnym, kiedy to podkreślał, że doraźna pomoc nie wystarcza, ż muszą byc zmienione niesprawiedliwe struktury społeczne, musi być zrobiona reforma powszechna, która by usunęła przyczyny ubóstwa, by człowiek mógł żyć jak człowiek.
W trzecim okresie powołał dwa zgromadzenia: Albertynów i Albertynki, które rozwijały się w kraju od Krakowa po Lwów, Tarnopol, Przemyśl i Jarosław a także za granicą: w Rzymie, Argentynie i USA.
Szary Brat zmarł w Boże Narodzenie 1916 r. w krakowskim przytulisku, w opinii świętości.
W latach trzydziestych franciszkanie rozpoczęli starania o beatyfikację. Stało się to w Krakowie podczas drugiej pielgrzymki Ojca Świętego, który wyniósł na ołtarze tego wielkiego Polaka w dniu 22. 06. 1983 r.
Wielką radością dla Kościoła i kraju był dzień 12 listopada 1989 r. W dniu tym Błogosławiony Brat Albert został ogłoszony w Rzymie – świętym.
Z tego powodu, że święty Brat Albert żołnierz, patriota, inwalida, artysta malarz, mnich, cudotwórca, wielki mistyk, ojciec nędzarzy, wielki Polak, silny Bogiem chodził po słupeckiej ziemi – w Kościele św. Leonarda wspominany jest codziennie w modlitwach, a w jubileuszowym roku obchodów 700-lecia miasta Słupcy została ufundowana staraniem ówczesnego proboszcza ks. Jana Radaszewwskiego płaskorzeźba z jego podobizną, w 1987 zaś na placu przykościelnym stanęła figura świętego naturalnej wielkości wykonana przez artystę z Konina pana Andrzeja Grodzkiego. Figura została poświęcona 11 listopada 1993 roku. W Święto Niepodległości dla uczczenia Wielkiego Polaka, który walczył o niepodległość Polski czynnie w Powstaniu Styczniowym i przypłacił to zdrowiem tracąc nogę.
W ty uroczystym dniu przybyły z Poznania siostry Albertynki, których zgromadzenie mieści się przy ulicy Ściegiennego 133. Pracują one dla ubogich, chorych, opuszczonych i bezdomnych już w 72 placówkach w Polsce oraz we Włoszech, USA, Argentynie, Boliwii i na Ukrainie. Prowadzą przytuliska, domy opieki dla starców, kuchnie dla głodnych, są opiekunkami chorych przy parafiach, katechetkami, zakrystiankami i organistkami.
Jedna z przybyłych do Słupcy s. Lidia Pawelczak jest autorką znanego już nam obrazu kanonizacji Świętego Brata Alberta.
Nasza uroczystość poświęcenia figury Świętego odbyła się w wigilię czwartej rocznicy kanonizacji Brata Alberta przez Papieża Jana Pawła II.
Siostry, które gościły w parafii św. Leonarda brały udział we wszystkich mszach św. przybliżając życie i czyny Świętego dla ludzi ubogich i chorych. Śpiewały i modliły się w intencji naszych parafian z miasta i okolicy, chorych i cierpiących, głodnych i potrzebujących, bezrobotnych i opuszczonych.
Święty Brat Albert kochał Polskę i wierzył w Polskę, a na łożu śmierci zapytany przez braci co będzie dalej żachnął się i krzyknął: ,, Co będzie? Polska będzie”.

Św. Brat Albert i jego współcześni wierzyli w wolną Polskę. Tę wolną Polskę nosili w sercu. Ukochana Ojczyzna odradzała się nie tylko czynem zbrojnym i konspiracyjnym, lecz wyrastała też z natchnień artystycznych i serc rozmodlonych.
Święty Brat Albert rozdawał chleb. Jego idea poszerza się w kraju i jest szczególnie aktualna w dzisiejszych czasach.
Cieszy fakt, że Słupca też sprostała wyzwaniu dla miłości bliźniego.
W bardzo trudnych czasach w latach trzydziestych miasto rozdawało już chleb, dzisiaj też prosperuje jadłodajnia dla głodnych i potrzebujących. Zwiększa się rzesza biednych i bezdomnych. Jadłodajnia funkcjonuje dzięki zrozumieniu i pomocy wielu drobnych dobroczyńców oraz ofiarności burmistrza i Rady Miasta Słupcy poprzedniej i obecnej kadencji.
Cieszymy się, że Słupca dzieło św. Brata Alberta kontynuuje i w tej posłudze może służyć braciom w potrzebie.
Ten historyczny moment otwarcia jadłodajni nastąpił w Słupcy w imieniny Alberta 17 czerwca 1998 roku.
W sprawozdaniu z posiedzenia Zarządu w marcu 1999 r. autor artykułu Marian Jarecki przytoczył słowa Św. Brata Alberta: ,, Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to kim jest, nie przez to co ma, lecz przez to czym się dzieli…”

Jeden komentarz

  1. basiadp@tlen.pl

    Podziwiam Autora artykulu ze tyle nam powiedzial o Sw. Br. Albercie, Wielkim Polaku. Patriocie. Mieszkam w Krakowie gdzie zyl i pracowal Ten Swiety , ale takiej wiedzy nie mialam Dziekuje. Barbara Pogoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>