Strona główna / Informator regionalny / Sylwetki / Władysław Kosmalski

Władysław Kosmalski

Władysław KosmalskiUrodził się 11 lutego 1911 r. w okresie niewoli, jako 7-letni chłopiec przeżył wielkie dni 1918 r. W młodości, do 1938 r. prowadził razem z Niemcem Wilhelmem Mullerem w Pyzdrach sklepik z rowerami.

Jak myśl w mózgu przebiega, jak bije serce w piersiach i krew w żyłach płynie, tak w nim żyła Ojczyzna. Swoim życiem i poświęceniem dla ziemi naszej dał temu niejednokrotnie wyraz. Urodził się 11 lutego 1911 r. w okresie niewoli, jako 7-letni chłopiec przeżył wielkie dni 1918 r. W młodości, do 1938 r. prowadził razem z Niemcem Wilhelmem Mullerem w Pyzdrach sklepik z rowerami. Z czasem okazało się, że wspólnik sympatyzuje z dywersyjną „piątą kolumną”. W 1939 r p. Władysław przejął zawód ojca i rozpoczął pracę w wiatraku. Tam też, w wyniku nieszczęśliwego upadku doznał poważnej kontuzji nogi. Pomimo kalectwa był zawsze sprawny fizycznie, co można było podziwiać podczas pokazów gimnastycznych organizacji „Sokół”, której był czynnym członkiem. Dwa tygodnie przed wybuchem wojny został jak wielu kolegów wezwany do wojska. Nie zdradził nigdzie kontuzji nogi, bo chciał walczyć z wrogiem. W połowie września jego 14 dywizja piechoty została rozbita i zdziesiątkowana. Przeszedł piekło wojny, głód, wyczerpanie. Jadł, co znalazł w rozbitych, opuszczonych domach albo to, co zabrał żołnierzom niemieckim, zwilżał usta czołgając się do rowów i kałuż, widział ciała kolegów konających z braku pomocy, słyszał jęki i wycie ciężko rannych, widział zmasakrowane zwłoki, urwane głowy. Następne dni wojny rzuciły Go do Warszawy, gdzie dotarł podczas silnego bombardowania. Szereg godzin przesiedział z uciekinierami w kanale w pobliżu mostu Poniatowskiego.

Po wyjściu na ulicęrozpoczęła się jego długotrwała poniewierka. Zajął stojący na ulicy porzucony samochód ciężarowy i podjął decyzję natychmiastowego wyjazdu ze stolicy na wschód kraju. Po drodze zabrało się kilka osób cywilnych i kilku wojskowych. Jechali przez Garwolin, Lublin do Kowla, ale wojsko polskie zatrzymało ich i zarekwirowało samochód. Z uciekinierów, których było już kilka tysięcy próbowano tworzyć obronę wschodnich granic. Niestety, w niedługim czasie Polacy zostali otoczeni przez wojska sowieckie. Wojskowych rozbrojono i popędzono pod bronią do Łucka na odcinku około 70 km.

Zwłoki pozostawały na drodze. Po każdym postoju p. Władysław ze względu na chorą nogę, starał się trzymać na czele kolumny. Udało się. W Łucku zdziesiątkowany pochód otrzymał pierwszy po kilku dniach posiłek – zupę, której nalewano tylko tyle, ile każdy zdołał utrzymać w złożonych dłoniach. Po posiłku wszystkich załadowano do towarowych wagonów podstawionego pociągu i zawieziono do Szepetówki, gdzie byli trzymani pod gołym niebem dzień i noc. W drodze do Szepetówki pan Władysław spotkał kolegów ze Słupcy Stanisława Wolskiego, p.p. Wiśniewskiego i Zamiatałę, którzy już wtedy myśleli o ucieczce w stosownej chwili. W Szepetówce bolszewicy podzielili jeńców na grupy i zapędzili do różnych, często niepotrzebnych prac. Grupa, w której znalazł się p. Władysław została zatrudniona na drodze pod Dubnem. Na odcinku kilku kilometrów stały tam trzy młyny. Jeden z nich prowadził Rosjanin Matiejew. Z młynarzem tym p. Władysław zdołał się zaprzyjaźnić i u niego zaplanował ucieczkę (koledzy uszli już wcześniej). Okazja nadarzyła się pewnej niedzieli. Patrole odeszły za innymi uciekinierami, a p. Władysław zdołał ukryć się w najbliższych zabudowaniach, a następnie we wspomnianym młynie. Przy pomocy gospodarza i Niemca Kuntza przebrał się w cywilne ubranie i pierwszy raz po dwóch tygodniach ogolił brodę. Na drugi dzień o świtaniu został przeprowadzony do innego młyna, z którego ucieczka była bezpieczniejsza. Właścicielem zakładu był Rosjanin o nazwisku Zacharow, który przechował uciekiniera w motorowni.

Władysław Kosmalski przez kilka dni pomagał przy pracy i remoncie maszyn. Zacharow za jego pracę dawał mu wyżywienie i pomógł wyjechać do Lwowa. Stamtąd Kosmalski udał się pociągiem towarowym do Rawy Ruskiej, gdzie dołączył jeszcze 4 uciekinierów – Polaków. Granicę sowiecko – niemiecką przeszli w miejscowości Brzezinka. Opłacony człowiek przewiózł wszystkich przez rzekę w miejscu, gdzie patrole rzeczne ich nie dostrzegły. Do Lublina, a dalej do Warszawy i Kutna szedł pieszo i jechał okazjami. Z Kutna do Koła jechał pociągiem towarowym. W Kole czuł się już jak w domu. Spotkał 3 Słupczan – Romana Kluczyńskiego i jego furmana oraz Zygmunta Korbońskiego. Razem z nimi przyjechał do rodzinnej Słupcy. Było już bardzo zimno, zbliżały się pierwsze okupacyjne Święta Bożego Narodzenia 1939 r. Z bijącym sercem pukał do drzwi domu, gdzie ze łzami radości witała Go rodzina. Po zregenerowaniu sił rozpoczął pracę w wiatraku, gdzie pracował do połowy 1940 r., do czasu wydania zarządzenia o zamknięciu wiatraków i ich rozbiórce. Wolno mu było mielić tylko żyto. Za cichym przyzwoleniem policjanta Rozenthala mielił też pszenicę, z której Niemiec często korzystał. Za zgodą żandarma Sztyllera z Kochowa w wiatraku pracował również brat Tadeusz Kosmalski i Feliks Zbierzak.
Co dzień zmieniali się, ponieważ żandarm nie kazał gromadzić się – jak mówił „przed politykowaniem”. Klucz do wiatraka trzeba było zostawiać po pracy na policji. Po otrzymaniu zawiadomienia o zbliżającej się rozbiórce wiatraka p. Władysław dorobił drugi klucz w celu zdjęcia pasów, co mu się udało w ciągu jednej nocy. Po likwidacji wiatraka postarał się o pracę u Niemca w Słomczycach, gdzie gospodarzowi zrobił śrutownik. Niemiec za to uratował Go przed wywiezieniem na roboty przymusowe do Hamburga. Jesienią 1941 r., gdy konkretnej pracy nie było, poprosił gospodarza o zwolnienie i został zatrudniony w młynie na Grobli. Pracowali tam m.in. Kubicki, Zauer, a kierownikiem był Wagner, który pochodził ze Ślesina. Był to okres, kiedy w Słupcy tworzyła się tajna organizacja – Związek Walki Zbrojnej. Spotkania odbywały się w pobliżu młyna. W szeregi ZWZ wstąpił też Władysław Kosmalski i po pewnym czasie został łącznikiem z Koninem. Kosmalski otrzymywał biuletyny, rozkazy od szefa Alfonsa Dzierżyńskiego. Zawoził je w ramie kierownicy roweru do Stefana Osińskiego, pracującego w Czarkowie koło Konina. Informacje te docierały dalej do majstra Lewandowskiego, pracującego w młynie w Kole. Wiadomości przewożone przez p. Kosmalskiego dotyczyły przemieszczenia się wojsk niemieckich, sytuacji na froncie i w mieście Słupcy, nazwisk i miejsc zamieszkania tajniaków. Organizacja słupecka była podzielona na piątki, których członkowie nie znali się wzajemnie. Pan Władysław należał do grupy, w której byli dwaj bracia Wrzesińscy, Józef Juszczak i piekarz Ruciński. Niemcy podejrzewali istnienie tej organizacji, którą nazywano „BIAŁY ORZEŁ”. Do dnia dzisiejszego nie ustalono, kto mógł zdradzić, chociaż podejrzewano 2 członków. Zaczęły się aresztowania. Władysław Kosmalski został zatrzymany na ulicy w pobliżu żandarmerii. Było to 29 listopada 1943 r. Aresztowano piłsudczyków, członków „Strzelca”, narodowców, ludowców i członków innych ugrupowań. Wszystkich aresztowanych przetrzymywano w więzieniach w Słupcy i w Koninie. W słupeckim więzieniu p. Władysław spotkał Bruno Ratajczaka (Bronisława Gembiaka). W Koninie zamknięci byli w jednej celi i dzielili się jednym kocem. W Koninie zaczęły się brutalne przesłuchania. Gestapowcy bili grubym bykowcem do chwili wskazania, że więzień będzie odpowiadać na pytania. Szczególnie znęcano się nad Ignacym Pasakiem i Stodulskim, których bito kilka razy. Szereg aresztowanych zostało zwolnionych, wielu uznanych za niebezpiecznych wywieziono w głąb Niemiec. Kończył się rok 1943. Zmaltretowani, głodni ludzie jechali specjalnym pociągiem skuci, z workami lub kocami na głowach, przez Poznań, Wrocław, Brno i Wiedeń. Podróż trwała prawie 2 tygodnie. Okazało się, że transport liczył kilkaset osób, byli w nim ludzie z całej Wielkopolski. Po zbiorowej kąpieli wszyscy znaleźli się w obozie Mautthausen – Ebense.
Pan Władysław otrzymał numer obozowy 40146 i pracował w kamieniołomach, gdzie musiał drążyć tunele na sztolnie przeznaczone do produkcji rakiet V1. Dzięki paczkom żywnościowym, które szereg razy otrzymał od dobrej Niemki z młyna na Grobli pod Słupcą dostał się do sztolni i pracował w ślusarni, gdzie były już znośne warunki. Żywnością z paczek dzielił się z kapo, który w więzieniach przesiedział 11 lat. Był to niemiecki komunista, Konrad Greizinger. W sztolni p. Władysław spotkał też Stanisława Dawidziaka, który pochodził z Kleczewa, a uczył się przed wojną w słupeckim seminarium pedagogicznym. Ciężkie dni pracy bez słońca i świeżego powietrza, o głodzie i chłodzie, w wilgoci i zaduchu, zakończyły się 6 maja 1945 r. Ci, którzy przeżyli ten wielomiesięczny koszmar, odzyskali wolność z rąk żołnierzy amerykańskich. Więzień numer 40146 był wolny. Mógł wracać do rodzinnej Słupcy. Kończąc to wspomnienie o moim sąsiedzie spod znaku „ORŁA BIAŁEGO” pragnę wspomnieć krótko o braciach p. Władysława, również żołnierzach Wojska Polskiego. Piotr Kosmalski zginął już 3 września na Pomorzu. Jan Kosmalski – lotnik i Stanisław – ułan, przez Zaleszcyki i Rumunię, dostali się do Anglii, gdzie podjęli walkę i tam przeżyli wojnę. Jan założył rodzinę i mieszkał w Lincoln, gdzie prowadził zakład fotograficzny. Władysław Kosmalski lubił ze mną rozmawiać o przeszłości, wspominać lata młodości i opowiadać o tragicznych latach okupacji. W 1980 roku dniało już, gdy kończył swoje wspomnienia słowami: „Ciężkie dni pracy bez słońca i świeżego powietrza o głodzie i chłodzie, w wilgoci i zaduchu zakończyły się 6 maja 1945 r.” W 50 rocznicę powstania A.K., w jesieni 1992 r. odwiedziłem Go w Zalesiu, gdzie często przebywał. Był samotny, chociaż często przyjeżdżali tam synowie. Ucieszył się, że przyjechałem, ucałował mnie uradowany tą wizytą. Pokazał mi sad, jadłem owoce i siedzieliśmy wiele godzin na przyzbie przed domem. Opowiadał swoje przeżycia z lat młodości, jakby to było wczoraj. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy wsiadłem do samochodu. Odprowadził mnie na drogę przed dom i krzyknął jeszcze „Kiedy ponownie porozmawiamy? Niech pan, mnie odwiedzi.” Długo stał na drodze. Nie zdążyłem już tam wrócić, a byłem Mu coś winien. Stąd to wspomnienie o człowieku walki i cierpienia, o jego sile ducha, odwadze i nieugiętości, umiłowaniu Ojczyzny i patriotyzmie. Władysław Kosmalski zmarł w 1993 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>