Strona główna / Informator regionalny / Sylwetki / Władysław Smuszkiewicz

Władysław Smuszkiewicz

Władysław SmuszkiewiczPan Władysław urodził się w 1897 roku we wsi Wola Koszucka z ojca Ignacego i matki Anieli z Witkowskich.

Pan Władysław urodził się w 1897 roku we wsi Wola Koszucka z ojca Ignacego i matki Anieli z Witkowskich. Miał liczne rodzeństwo – siostrę Marię, Ignacego i Aleksandra, związany był ze Słupcą już od dziecka, kiedy chodził do szkoły powszechnej. Marzeniem młodego chłopca było zostać krawcem. Rodzice zrozumieli intencję syna i wysłali go do Warszawy, gdzie marzenia spełniły się. W 1917 r. zdał egzamin i uzyskał tytuł mistrza krawieckiego.

W lutym tego roku powrócił do Słupcy. Trafił na gorący okres tworzenia się w mieście i okolicy tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Tak jak koledzy już 8 lutego 1917 r. wstąpił do organizacji. Działalność konspiracyjną rozpoczął pod ps. „Żychliński”. W 1918 r. brał udział w rozbrajaniu Niemców w okolicy Witkowa i w Gnieźnie w pobliżu katedry, gdzie poszedł jako ochotnik m. in. z kolegą Janem Piaseckim, późniejszym wiceburmistrzem Słupcy i Wincentym Werbińskim z Lądu, który w tym czasie pracował w majątku Młodojewo. Niemców rozbrajali pod dowództwem płk. Biedrzyńskiego.
W pierwszych dniach stycznia 1919 r. powrócił do Słupcy, spakował plecak i jak to się mówiło – ruszył w pole. Nie rozumiał płaczu i spazmów matki, która kreśliła nad nim błogosławiący krzyż. „Przecież to na krótko, mamo. Wojna nie będzie trwała długo. Przepędzimy Ukraińców i armię bolszewicką i wrócę.” Tak mówili i pocieszali się wszyscy, ale nie wszyscy wrócili. Wiedział, że czeka go coś, czego w życiu jeszcze nie doświadczył – odpowiedzialność i poświęcenie dla ukochanej Matki Ojczyzny. Z dnia na dzień stawał się żołnierzem Rzeczypospolitej, tej Polski, której granic jeszcze na mapie nie było, ale która miała już mocne fundamenty w umysłach i sercach młodych patriotów. Poszedł do wojska jak wszyscy jego koledzy, został wcielony do III batalionu 12 kompani, 29 p.p. Strzelców Kaniowskich.
Brał udział w walkach pod Kowalem, we wsi Chołopy, nad rzeką Stocmal i Ster oraz we wsi Sarny. Na wszystkich drogach widział ślady zniszczeń, opuszczone chaty, miasteczka zmienione w gruzy. Spał w rowach, ziemniakach i okopach. 21 czerwca 1921 r. został bezterminowo zwolniony, szczęśliwie powrócił do Słupcy i zabrał się ponownie do pracy w swoim zawodzie. Kiedy miał trudne chwile w życiu, kiedy ogarniało go przygnębienie – nucił legionową pieśń: „Na stos rzuciliśmy swój los, na stos, na stos”. Za swoją działalność w POW i udział w wojnie z bolszewikami został odznaczony Medalem Niepodległości i Medalem za wojnę lat 1918 – 21, które otrzymał w 1931 r.

W 1926 r. ożenił się z p. Janiną Grzelak z Kleczewa i w tymże roku kupił od Żydów, rodzeństwa Kutnerów działkę przy ul. Mickiewicza, gdzie pobudował dom i budynek gospodarczy. Dochował się z małżonką dwojga dzieci – syna Ryszarda i córki Jadwigi.
Jako jeden z cenionych w Słupcy i okolicy krawców zatrudniał szereg uczniów: Zygmunta Trębaczkiewicza, Jana Drabka, Stefana Szymaniaka z Pyzdr, Stanisława Karwackiego, Jana Nowaka z Wieledworu, Sylwestra Mojrzeszewicza, Modesta Prusa, Józefa Wrzoska i wielu innych. W zakładzie p. Władysława szyli garnitury ziemianie: Korczewski z Cienina Zabornego, Kosiński z Nowej Wsi, Gustowski i Korwacki z Piotrowic, Chrzanowski z Mieczownicy, Plewkiewicz ze Słomczyc, porucznik Bielawski, ks. Kanonik Franciszek Szczygłowski, burmistrz Tadeusz Parys, Czajewicz, pracownicy magistratu, sądu, wydziału finansowego, koledzy z POW i wielu innych mieszkańców Słupcy i okolicy.
Lata okupacji i jego nie oszczędziły. Już w listopadzie 1939 r. został brutalnie wyrzucony przez żandarmów z mieszkania z rodziną i musiał mieszkać we własnym chlewie. Groził mu głód i wysiedlenie do Niemiec lub G.G. Stało się na szczęście inaczej. W mieście Niemcy organizowali szwalnię i szukali pilnie fachowców-krawców. Zgłosił się i dostał pracę. W szwalni, którą prowadził Niemiec Laube cieszył się zaufaniem i został kierownikiem pracowni. Przez szereg tygodni ukrywał kilku Polaków, których poszukiwała policja z Pyzdr, Zagórowa i Słupcy, a w parę miesięcy później te osoby udało mu się zatrudnić w szwalni i zameldować.
W latach 1945-61 pracował w Spółdzielni Inwalidów. Był starszym cechu, należał do Związku Inwalidów Wojennych, przez kilka kadencji był ławnikiem Sądu Rejonowego.

Pan Marian Jarecki pisał w 1997 o tym słupczaninie.

Śp. Władysława Smuszkiewicza znałem przez około 30 lat. Przesiedziałem w jego sympatycznym domu wiele godzin na rozmowach o przyszłości, kiedy z pasją opowiadał o pięknych latach swojej młodości. Był dla mnie zawsze symbolem burzliwego wieku, który przeżył, encyklopedią życia w Słupcy lat 1920-40. Pana Władysława pamiętam jako człowieka ofiarnego, dokładnego i uczynnego, człowieka dobrej i dokładnej pracy, zawsze opanowanego, o wielkiej kulturze duchowej i towarzyskiej. Przeszedł przez życie i pośród nas czyniąc dobrze wszystkim, których spotykał na co dzień i którzy potrzebowali jego pomocy. Miał w sobie jakąś iskrę dobra, pięknych i szlachetnych uczuć.
Zmarł w dniu św. Moniki, dobrej żony, matki chrześcijanki, która troszczyła się w swoim życiu o dobro duchowe rodziny. Może ta święta wymodliła mu spokojną śmierć bez cierpień, w fotelu po kolacji u Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, której całe życie był gorliwym wyznawcą i w której święto było mu dane jeszcze cieszyć życiem. Pan Władysław jest szóstą osobą, a drugą z mężczyzn po bracie Aleksandrze zapisanym w słupeckich księgach, które przeżyły wiek. „Non omnis moriar” – nie wszystek umarł.
Powyższy tekst autor artykułu wygłosił podczas pogrzebu p. Smuszkiewicza, który odbył się na małym cmentarzu w Kowalewie gdzie spoczął w rodzinnym grobowcu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>