Strona główna / Informator regionalny / Wspomnienia / Folwark – pojęcie historyczne

Folwark – pojęcie historyczne

Do 1939 roku folwark był trwałym elementem krajobrazu wsi polskiej, symbolem ziemiaństwa. Dziś jest już tylko pojęciem historycznym. Tych, którzy pracowali w majątkach ziemskich, jest wśród nas coraz mniej.

Chciałbym opowiedzieć o jednym z folwarków, choć pamiętać trzeba, że każdy folwark był inny – miał odrębną specyfikę, historię, cykl produkcyjny, obyczaje.

Dobra Siernicze Wielkie i Skrzynka Mała w 1887 roku stanowiły jedną całość. Był to majątek ziemski, który wówczas liczył : 2.288 mórg ziemi, w tym 1.015 mórg ziem uprawnych, 89 mórg pastwisk, 71 mórg łąk, 52 morgi lasu, 81 mórg nieużytków i około 15 mórg pod zabudowaniami folwarcznymi. Pierwsza wzmianka o Sierniczu jako wsi szlacheckiej pojawia się w XVI wieku. Ostatni właściciel dóbr Siernicze Wielkie z polskiej rodziny szlacheckiej to rodzina Wyganowskich herbu Łodzia. W latach 80- tych XIX wieku, po tragicznym wypadku, w którym zginął dziedzic Wyganowski, dobra przeszły w posiadanie żydowskiej rodziny Bosaków, a w pierwszej dekadzie XX wieku dobra przejął Adam Iwańczyk – ostatni dziedzic majątku. W 1945 roku folwark został rozparcelowany, jak tysiące innych majątków ziemskich w Polsce.

Dobra Siernicze Wielkie to było nowoczesne, wielkotowarowe, dobrze zorganizowane gospodarstwo rolne, przynoszące duże dochody. Po żniwach – oprócz pełnych stodół -stało ok. 30 wielkich stogów zboża. Uprawiano cztery podstawowe zboża chlebowe, a także buraki cukrowe, ziemniaki, koniczynę, łubiny. Majątek słynął z jednej szczególnie uprawy – nasion buraka cukrowego. Bardzo rozwinięta była hodowla bydła mlecznego, bydła zarodowego – jałówek, dziedzic miał też duże stado koni. Najlepsze konie z tej hodowli sprzedawano dla wojska, z czego również były duże korzyści, bo za takiego konia u schyłku lat 20- tych i w latach 30- tych dostawano w najgorszym wypadku 1.000 zł.

Folwark to oczywiście oprócz pałacu (czasem po prostu dworku) także park, ogród, sad i zabudowania gospodarcze, zwane podwórzem, czyli wielkie obory, stajnie, spichlerze, wozownia, owczarnia. Majątek w Sierniczu charakteryzował ład i porządek. Przypominam sobie piękny, zadbany park ze wspaniałymi drzewami, równie zadbany sad i ogród. Praca u dziedzica była pracą ciężką, ale każdy o nią zabiegał. Zatrudniano najchętniej rodziny wielodzietne, najczęściej głowę rodziny wraz z co najmniej dwiema osobami – tzw. posyłkami. W okresie letnim pracowano od godziny szóstej do zmroku, w jesienno – zimowym od siódmej do zmroku, z przerwą obiadową między dwunastą a czternastą. W zamian za ciężką pracę rodzina otrzymywała tzw. ognarię – wynagrodzenie w naturze, było to zboże, najczęściej żyto na chleb, trochę pszenicy, jęczmień na kaszę, a także kawał ziemi pod uprawę ziemniaków, o które jednak każdy sam musiał się postarać. Pracownicy mieli też zapewnione mieszkanie – w czworakach lub ośmiorakach. Ognariusz- głowa rodziny- dostawał 12 kupek torfu na opał i pewną ilość drzewa na rozpałkę. Miał prawo utrzymywania dwóch krów; pastwisko i paszę dla nich zapewniał dziedzic. Wynagrodzenie było różne w zależności od rodzaju pracy. Włodarz ognarię w zbożu dostawał wyższą, podobnie kwartalne wynagrodzenie pieniężne; o ile normalny ognariusz dostawał 30 zł. na kwartał, o tyle włodarz – 45 zł. Tzw. ręczniak otrzymywał dziennie 1,20 zł. i 2kg.zboża w okresie wiosenno – letnim i złotówkę w okresie jesienno – zimowym, ręczniak – kobieta – złotówkę i 1,5 kg. zboża wiosną i latem, zimą jej wynagrodzenie dzienne stanowiło wartość 80 gr. Wynagrodzenie otrzymywano wyłącznie za efektywnie przepracowany dzień. Pracowano bez urlopu, zwolnień chorobowych, nie było na starość emerytury. Nikt zresztą nie widział w tym nic dziwnego, takie były wówczas realia. Byt materialny służby folwarcznej, w tym i zarobki, jak też jej status społeczny poprawił się znacznie w okresie Polski niepodległej. Służba we dworze była więc ciężka, mimo to bano się ją utracić. Ostatnie trzy dni w roku były pod tym względem najgorsze, właściwie były to dni strachu, bo wówczas włodarz mógł wręczyć pracownikowi tzw. terminatkę – wypowiedzenie pracy, które było nieodwołalną decyzją właściciela majątku. Rodzina miała wtedy trzy miesiące na znalezienie nowego miejsca i ostatniego dnia marca bezwzględnie musiała opuścić mieszkanie, które zajmowała. Nie były tolerowane w folwarku pijaństwo i złodziejstwo. Ktoś, kto się tego dopuścił, otrzymywał wraz z terminatką „wilczy bilet” tak, że zła opinia wlokła się za nim, dokądkolwiek poszedł i było mu trudno dostać pracę. A dostać pracę w następnym majątku i tak było sztuką. Rodziny w folwarku Siernicze Wielkie trzymały się więc kurczowo tego, co miały, byli to ludzie wypróbowani, społeczność, która w niewielkim stopniu się zmieniała.

Cała służba dworska mieszkała w dwóch olbrzymich, krytych dachówką budynkach – ośmiorakach. Do takiego budynku wchodziło się ze szczytu, w środku po obu stronach szerokiej sieni były mieszkania. W jednej wielkiej izbie mieszkała cała rodzina, bardzo często trzypokoleniowa. Do tego pracodawca zapewniał budynki gospodarcze: oborę i chlewik na inwentarz oraz pomieszczenie na opał. Podwórze i mieszkania służby były zdecydowanie oddzielone od podwórza dworskiego. Dwór, służba dworska i rolnicy ze swoimi gospodarstwami żyli co prawda razem w jednej wsi, jednak były to społeczności zamknięte, zupełnie odrębne.

Właściciel majątku Siernicze Wielkie Adam Iwańczyk nie administrował swymi dobrami sam, miał do tego rządcę, który był w folwarku osobą drugą po dziedzicu. Musiał być to dużej klasy fachowiec, odpowiadał przed dziedzicem za wszystko, co się w majątku działo. Jeśli wszystko prosperowało dobrze, był nagradzany, jeśli nie – miał kłopoty i mógł stracić posadę. Do niego należał dobór pracowników folwarku, miał wpływ na zatrudnienia i zwolnienia. Rządca dysponował całą hierarchią pracowników, jego najbliższymi współpracownikami byli włodarze. W majątku Siernicze Wielkie było ich trzech: jeden od koni, drugi od „ręczniaków”- ok.50-60 osób oraz włodarz od podwórza, tzw. klucznik.

Włodarz od fornali stał na czele gromady fornali. W Sierniczu było ich dziesięciu do dwunastu; byli to ludzie zajmujący się końmi. Włodarzem zostawał najczęściej były fornal, który utrzymywał wśród swych podopiecznych właściwy rygor. Służba fornala była bardzo ciężka, ale i bardzo ważna. Była to posada nieźle płatna, więc ubiegano się o nią. Fornal – zwykle mężczyzna bardzo sprawny powoził czwórką koni, fornalką i pracował nią i w polu, i w transporcie. Wstawał o czwartej rano i do szóstej karmił konie. Od szóstej do dwunastej pracował w polu lub w transporcie, w czasie przerwy karmił konie i znów pracował do zmierzchu. Dbał o uprząż, wóz i konie. Między fornalami była naturalna rywalizacja, bo każdy chciał mieć ładne, zadbane konie. I mimo że ludzie ci pracowali bardzo ciężko, umieli trzymać fason. Pamiętam, że latem za nakrycie głowy służyła im maciejówka, noszona na bakier, mieli też charakterystyczne kapoty i najważniejszy atrybut – długi bat, którym po mistrzowsku władali, a do tego potrafili nim strzelać. Zimą nosili baranie czapy i kożuchy.

Włodarz od „ręczniaków”. Doskonale znał swoich ludzi, nadzorował wszystkie ich czynności, wydawał o nich opinie, wpływał np. na otrzymanie nagrody lub utratę posady. Musiał doskonale znać się na pracy w polu – pracy ręcznej, bo maszyn było wówczas bardzo mało. Włodarz od podwórza, klucznik był człowiekiem szczególnego zaufania samego dziedzica, bo cały majątek, zboże i wszystko, co wyprodukowano było pod jego bezpośrednim nadzorem. On wydawał paszę, przyjmował wydojone mleko, wiedział o wszystkim, co się dzieje w obejściu. Wieczorem jako ostatni schodził ze służby w podwórzu, przekazując pieczę nad nim stróżowi nocnemu. Polowy strzegł lasów, wód i upraw, chronił dobra majątkowe przed kradzieżą. Dlatego najczęściej nie był lubiany przez społeczność folwarczną.

Bardzo ważną osobą w majątku był kowal; w Sierniczu był to autentyczny fachowiec w swej dziedzinie. Jego kuźnia, podobnie jak warsztat stelmacha stała na środku podwórza. Kowal okuwał części wozu, wyprodukowane przez stelmacha. Prawie wszystkie narzędzia gospodarcze były przez tych dwóch rzemieślników wytwarzane i naprawiane. Kowal podkuwał koie. Było ich w majątku, łącznie z przychówkiem do stu. Dużej klasy fachowcem był też stelmach. Jego rzeczą było zrobienie w całości olbrzymiego wozu, do którego zaprzęgano cztery konie. Obydwa zawody – kowala i stelmacha w Sierniczu przechodziły z ojca na syna.

Oryginalną pracę w majątku miał torfiarz. Jego zadaniem było wydobycie ogromnej ilości torfu, na potrzeby całej społeczności dworskiej. Pracował od kwietnia do września. Musiał torf wydobyć, wysuszyć i złożyć. Miał najwyżej dwóch – trzech pomocników. Najbardziej cenione, bo kaloryczne były produkowane przez niego brykiety z błota torfowego. Stróż obejmował pracę o dziesiątej wieczorem, kończył o szóstej rano. Zaczynał od szczelnego zamknięcia podwórza i spuszczenia psów, poczym obchodził z latarnią wszystkie pomieszczenia w majątku. Odpowiadał za bezpieczeństwo folwarku w nocy.

Wyłącznie w obrębie pałacu, w otoczeniu dziedzica pracowała służba pałacowa – również część służby dworskiej. Byli to: kucharz, ogrodnik, pokojówki, szofer i foczman. W Sierniczu Wielkim kucharz i ogrodnik to była jedna osoba – człowiek, którego doskonale pamiętam, doskonały fachowiec w obu dziedzinach, a do tego myśliwy. Nie tylko przygotowywał posiłki, ale musiał też dbać o zapasy, przetwory na zimę. W pałacu usługiwały do wszystkich posiłków bardzo ładne, eleganckie dziewczyny – pokojówki. One też dbały o porządek i pomagały w kuchni. Foczman powoził końmi cugowymi, w służbie tylko dla pana dziedzica. W Sierniczu były to cztery konie – para karych i para gniadych. Były też dwa konie pod siodło, którymi jeździli dziedzic i rządca, łącznie foczman miał więc pod opieką sześć koni, dbał też o karety, wolant i inne bryczki. Do tej służby wybierano najlepszych młodych fornali, foczman bowiem musiał mieć odpowiednią prezencję. Na wyjazd zakładał liberię: mundur, czapkę i rękawiczki. W Sierniczu Wielkim był też szofer. W okresie Polski niepodległej dziedzic miał dwa samochody, nad którymi szofer miał pieczę, dodatkowo opiekował się elektrownią majątkową, bo w 1925 roku pan Iwańczyk zelektryfikował swoją posiadłość, wyjąwszy część majątku, w której mieszkała służba.

Każdy folwark miał swoje odrębne obyczaje. Chciałbym opowiedzieć o kilku ważniejszych świętach, jakie obchodzono w folwarku Siernicze Wielkie. Odświętną atmosferę w Sierniczu Wielkim wytwarzały na co dzień kobiety, pracujące w polu -przeciętnie było ich ok. 30. Wykonując ciężką pracę, potrafiły trzymać szyk – nosiły bardzo kolorowe bluzki i chusty, drewniane chodaki -klapocze, ręcznie robione kolorowe skarpety – wielość kolorów sprawiała, że nazywałem je kolorowymi dziewczynami.” Kolorowe dziewczyny” pięknie śpiewały w czasie pracy i wtedy, gdy schodziły z pola. Ważnym świętem był tzw. wieniec – po żniwach. Jego organizatorem był dziedzic, resztę przygotowywali pracownicy folwarku. Włodarze typowali przodownika i przodownicę folwarku – najlepszych w danym roku pracowników. Robiono piękny wieniec ze zbóż i wręczano go dziedzicowi. Wszystko odbywało się na dziedzińcu pałacu; dziedzic zapewniał orkiestrę i kilka beczek piwa. Huczna zabawa trwała do białego rana. Każda rodzina pracująca w majątku dostawała poczęstunek w postaci wędlin – do koszyka każdej pani domu. Z kolei w Nowy Rok rano włodarz od koni ze swoją ekipą fornali odświętnie odziani i z batami stawali półkolem wokół klombu przed pałacem w Sierniczu i zaczynali palić z batów – pojedynczo, seriami lub salwami. Dziedzic wychodził wówczas na ganek z towarzyszeniem pokojówki, niosącej tacę pełną kieliszków z jakimś mocniejszym trunkiem, którym częstowano fornali. Uroczyście obchodzono też dzień wigilii Bożego Narodzenia, w którym dziedzic miał imieniny. Fornale palili mu z bata, podczas gdy życzenia imieninowe składała już szersza reprezentacja wszystkich zawodów.

Wielkie pola wokół majątku miały swoje nazwy; były to: Sitka, Gajówki, Góry i Piochy. Trzy wielkie pastwiska nazywały się: Końskie, Wielka Łąka i Gugułka.Ta ostatnia nazwa funkcjonuje do dziś. Pałac dawnego majątku Siernicze Wielkie stoi do dnia dzisiejszego, mieści się tam szkoła podstawowa. Sylwetka budynku pozostała, jednak jest on gruntownie przebudowany. Na dnie miejscowej sadzawki podobno spoczywa dzwon, który niegdyś umieszczony był przed główną bramą folwarku i sygnalizował porę wyjścia do pracy. Będąc symbolem zależności pańszczyźnianej, w 1945 roku został przez byłych pracowników folwarku uroczyście zdjęty i zatopiony. Dziedzic Adam Iwańczyk był spolszczonym Żydem. Po żonie z rodziny Bosaków odziedziczył majątek, który unowocześnił i rozbudował, czyniąc z niego przynoszące niemałe dochody gospodarstwo. Był to jedyny folwark na okolicę, w którym pracownicy regularnie mieli wypłacane pieniądze. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, gdy wybuchło Powstanie Wielkopolskie, pan Iwańczyk jako ochotnik zgłosił się do wojska i poszedł z własnym koniem jako prosty żołnierz do 3 Pułku Ułanów Wielkopolskich do Gniezna. W połowie 1919 roku przeszedł kurs – przyspieszoną podchorążówkę i został oficerem. Był w wojsku przez cały okres nawały bolszewickiej do zwycięskiego końca. Po powrocie do Siernicza zajął się unowocześnianiem swego majątku. Oprócz elektryfikacji, wespół z właścicielami majątków w Naprusewie i Kosewie zbudował linię kolejki wąskotorowej od Anastazewa do Naprusewa, ponosząc przy tym większość świadczeń finansowych. Doskonale pamiętam, jak kolejka w czasie kampanii buraczanej woziła buraki ze wszystkich majątków. Okupację dziedzic Iwańczyk przeżył dzięki pomocy Polaków. Po wojnie nie wrócił już do Siernicza, osiadł na stałe w Łodzi.

Folwark będący niegdyś trwałym elementem polskiej kultury materialnej, przeszedł do historii. Podobno z 28 tysięcy dworów i pałaców została 1/5. Ludzi, którzy pamiętają majątek w Sierniczu ubywa z każdym rokiem. Wspominają ciężką pracę na folwarku z łezką w oku, jako coś, co nigdy nie wróci. Chciałbym podziękować panu Stanisławowi Szczepankiewiczowi z Siernicza Wielkiego i jego małżonce oraz panu Adamowi Wiśniewskiemu z Zagórowa, którzy wiele mi o majątku w Sierniczu opowiedzieli.

Autor: Stanisław Garsztka

6 komentarzy

  1. sturtz daniela paryz

    piszcie wiecej takich komentarzy to nasza historia

  2. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Tak to nasza historia.

  3. Pięknie opisane.Ostatnio interesuję się dworkami.Dużo pojęć związanych z folwarkiem dokładnie wyjaśnionych.
    Mój dziadek był rządcą u Wojciecha Wyganowskiego , powiat Kaliski.Zbieram materiały na jego temat

  4. W latach 50-60 bywałem na wakacjach w Sierniczu Małym.
    Czworaki , które oglądałem nie świadczyły o dbałości właścicieli o swojch pracowników.Warunki mieszkaniowe były straszne.
    Z opowoadania natomiast wiem, iż ostatnich właścicieli Niency wywieżi dyskretnie nocą.

  5. Czy ktos wie cokolwiek o folwarku w Kopojnie???

  6. W „Spisie alfabetycznym obywateli ziemskich Królestwa Polskiego ze wskazaniem ostatniej stacji pocztowej”z 1909 znalazłam informację, że Siernicze Wielkie i Siernicze Małe oraz Sarnów i Biskupie należały do Emila Iwańczyka. Zastanawiam się w jaki sposób był on spokrewniony z Adamem Iwańczykiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ody>