Słupeccy rzemieślnicy – Adam Górny cz. 2
W tym przypadku doskonale sprawdza się znane przysłowie, że genów nie oszukasz. Jego dziadek – Adam był znanym przed wojną rzeźbiarzem. On – również Adam, ale junior, te geny odziedziczył, łącząc wspomnianą rzeźbę z pięknem zawiłej i jakże skomplikowanej mechaniki.
Adam Górny dyplom na mistrza w sztuce murarskiej zdobył 12 marca 1922 roku. Z kolei syn Adama, Ludwik Górny, podobnie jak jego dziadek (Andrzej) również był murarzem i na tym ich murarska tradycja się skończyła. Syna Ludwika, Adama bardziej jak murarstwo pociągała mechanika. – Technika po prostu zawsze gdzieś była obecna w mojej głowie, ja z kolei piękno matematyki i zawiłość fizyki przekazałem moim dzieciom. One również mają zmysł techniczny – zaczyna naszą rozmowę pan Adam.
Ale wróćmy jeszcze do jego dziadka. Po dziadku Adamie do dnia dzisiejszego pozostał w rodzinie nie tylko „duch techniki”, ale również przepiękny grobowiec wybudowany w 1909 roku jego własnymi rękoma. – To był grób wybudowany z wielkiej miłości dla pierwszej żony dziadka, która niedługo po ślubie zmarła. Bardzo ją kochał i podejrzewam, na wieki, już po jej śmierci, chciał podarować jej to, co umiał wykonać rękoma najpiękniej. Dlatego wybudował ten grobowiec – wspomina.
W budowie pomagał mu wówczas brat Staś Górny. W ciążeniu niegdyś mówili, że nikt nie umiał tak rzeźbić jak Górny. W pamięci rodziny zostają też dwuskrzydłowe drzwi, które dziadek naszego rozmówcy wykonał… oczywiście samodzielne. Piękne, ciężkie drzwi do domu przez lata zdobiły jego wizerunek. – Z tego, co mi wiadomo od pana Leśniewicza, wykupił je nijaki Sznajder i trafiły potem do Muzeum w Koninie. Do dziś mam w pamięci wyrzeźbione na drzwiach twarze… Mając 16 lat dziadek wyrzeźbił replikę ciążeńskiego kościoła. Zawsze kiedy wchodziliśmy tam z moją mamą mówiła do mnie: „Adaś pamiętaj, to wyrzeźbił twój dziadek”. Był po prostu zdolny i samowystarczalny w narzędzia – dodaje.
W jego pamięci pozostała też dawna wiertarka drewniana do wiercenia stali czy specjalne żarna, które dla potrzeb lokalnych dziadek naszego rozmówcy samodzielne skonstruował. Służyły do ręcznego mielenia zboża, złożone z dwóch kamieni, jednego nad drugim, z których górny jest ruchomy względem dolnego. A które podczas I wojny światowej schowane były w gorzelni w Ciążeniu.
Sam z wielkim sentymentem przykłada uwagę do pierwszych narzędzi, które jako pierwsze pojawiły się w prowadzonym przez niego warsztacie… Największą sympatią darzy tokarnię Jotes, łódzką, wyprodukowaną ponad 60 lat temu. – Mam nawet taką, która zakupiona była od pewnego majstra toczyła niegdyś lufy do czołgów i karabinów. Ma jeszcze z „nodze” wióry z czasów II wojny światowej. I co najważniejsze… rdza ich nie bierze – śmieje się opowiadając pan Adam.
Zapytany o pasję oprócz swojej ukochanej mechaniki wspomina o telewizorach i radio, znów zaskakując nas ciekawostką, że przed wojną Zakłady Kasprzaka produkowały radia, które już wtedy działały bez użycia prądu. – Specjalną igłą stukało się w radio, wybierając odpowiednią stację. Czy czuję się spełniony zawodowo? Pewnie, że tak! Tak, jak mówiłem w poprzedniej części, moja praca jest moją pasją i tego wszystkiego nie robię z chęci zysku, ale bardziej jako hobby. Wtedy wymarzony zawód daje człowiekowi prawdziwe szczęście – powiedział kończąc.






















Zdrowia Panie Adamie.