O tym, że warto pomagać wie mieszkaniec Koszut Parcele – Mateusz Walczak. W piątek, 29 września wsiadł na rower i pojechał do Mielna. Pokonał 653 kilometry w 41 godzin. Wszystko w szczytnym celu.
Kiedy Mateusz dowiedział się o mieszkańcu Słupcy – Arkadiuszu Lisie, który walczy z guzem mózgu- nie zastanawiał się długo. Chciał, aby jego wyczyn nagłośnił zbiórkę pieniędzy na leczenie słupczanina. Przy okazji sam ją wsparł wpłacając złotówkę za każdy przejechany kilometr.
Mateusz swój rowerowy trip rozpoczął w sobotę o 3 nad ranem. W rozmowie z nami przyznał, że to pierwsza tak poważna i daleka wyprawa, na jaką się zdecydował. Dotychczas pokonywał na jednośladzie zdecydowanie krótsze odcinki – z taką trasą nigdy nie miałem do czynienia. Dotychczas pokonywałem trasy na odcinku 60-70 kilometrów. Przede wszystkim chciałem pomóc, ale i sprawdzić siebie psychicznie i fizycznie. Wiedziałem, że takie akcje przyciągają uwagę ludzi. Nie wiem, ile dokładnie wpłynęło pieniędzy na poczet zbiórki, ale widziałem, że zainteresowanie w mediach społecznościowych było bardzo duże – mówił Mateusz Walczak.
28-latek czuł ogromną satysfakcję, kiedy dotarł na miejsce – Do Mielna dotarłem przed godziną 23, po 19 godzinach jazdy. Czułem ogromną satysfakcję, że mogłem komuś pomóc, ale i dlatego, że pokonałem ponad 650 kilometrów na rowerze. Ostatnie 17 kilometrów walczyłem już ze sobą psychicznie. Nóg nie czułemod bioder w dół. Następnie przespałem się 4 godziny – choć nazwałbym to bardziej czuwaniem i rozciąganiem mięśni. Drogę powrotną również pokonałem na rowerze – opowiadał Mateusz.
Co ciekawe – Mateusz zdążył na zawody operatorów pilarek Ochotniczych Straży Pożarnych, które w niedzielę odbywały się w Cieninie Zabornym. Wraz z kolegami z OSP z Kamienia zajął 3 miejsce.
Mateusz ma apetytu na więcej, jednak nie chce na razie zdradzać swoich planów – komu i w jaki sposób tym razem pomoże.





















