Natalia Siuba-Jarosz, popularna Simba jest już po dwóch startach paraolimpijskich. Po dość udanych zjazdach i zajęciu 11. i 13. miejsca opowiada o wrażeniach, jakie towarzyszyły tej podczas zawodów. – Sam start w paraolimpiadzie był spełnieniem marzeń, bo to jest coś, o czym sportowiec myśli latami i co wydaje się bardzo odległe, dopóki naprawdę się tam nie znajdzie – mówi.
I jak dodaje, z drugiej strony – start był sprawdzeniem samej siebie – nie tylko sportowo, ale też mentalnie. – Czy potrafię udźwignąć presję, emocje, oczekiwania i po prostu zrobić swoje w takim momencie. Kiedyś słyszałam bardziej, czego „nie powinnam” albo „nie muszę” robić, niż co mogę. A dziś jestem w miejscu, w którym reprezentuję kraj na największej sportowej imprezie świata. To pokazuje, że niepełnosprawność oczywiście stawia pewne ograniczenia, ale nie musi definiować całego życia. Bardzo dużo zależy od podejścia, od środowiska, od pracy i od tego, czy ktoś dostanie przestrzeń, żeby spróbować – tłumaczy.
XIV Zimowe Igrzyska Paralimpijskie odbywały się od 6 do 15 marca. W Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo rywalizowało około 665 parasportowców z całego świata w sześciu dyscyplinach sportowych. Zmagania odbywały się m.in. w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo oraz Tesero w Val di Fiemme, a ceremonia otwarcia odbyła się w historycznej arenie w Weronie.
Natalia zapytana o olimpijską atmosferę, odpowiada krótko, że była bardzo intensywna. Z jednej strony ogromne skupienie, stres i świadomość rangi wydarzenia, a z drugiej niesamowita energia ludzi, którzy przeszli bardzo różne drogi, żeby tam być. Każdy zawodnik i zawodniczka ma swoją historię. To tworzy wyjątkową atmosferę – taką mieszankę rywalizacji, szacunku i wzajemnego zrozumienia.
– Patrzę na moje starty dość trzeźwo. Każdy z nich dał mi inne doświadczenie i pokazał coś innego. Było w nich sporo chaosu ze względu na przebudowy toru w snowboardcrossie i przeniesienie startu wcześniej w bankedzie. Ale ostatecznie oba były dla mnie ważne, bo na takiej imprezie liczy się nie tylko wynik, ale też umiejętność wejścia w start i wyciągnięcia z niego maksimum. Stojąc tuż przed napisem start, czuje się wszystkie emocje naraz. Adrenalinę, napięcie, skupienie, czasem nawet coś w rodzaju chwilowego odcięcia od całego świata. To jest bardzo intensywny moment, ale też właśnie dla takich momentów uprawia się sport – dodaje.
Simba tuż przed starem i po mogła liczyć na wsparcie najbliższych – czyli całej rodziny. Ale nie ukrywa, że cenne było również wsparcie ludzi z jej otoczenia sportowego i zawodowego. To jest w ogóle coś, czego może z zewnątrz nie widać: za jednym zawodnikiem stoi często cała grupa ludzi, którzy pomagają mu dojść do startu. I ja to wsparcie naprawdę czuła.
– Czy wyjeżdżam stamtąd usatysfakcjonowana? Tak – chociaż nie powiedziałabym, że w takim prostym, zero-jedynkowym sensie. Sportowiec prawie zawsze widzi, co można było zrobić lepiej, więc niedosyt jest czymś naturalnym. Ale wyjeżdżam z poczuciem, że stanęłam na starcie paraolimpijskim i zrobiłam wszystko, co byłam w stanie zrobić z możliwościami, które miałam. A to jest dla mnie bardzo ważne – powiedziała kończąc.



















