Gdy nadjeżdżał pociąg, mieszkaniec gminy Słupca zatrzymał się na torach, rozłożył ręce i krzyknął: „wreszcie się zabiję”. W ostatniej chwili z torów ściągnął go policjant, który w czasie wolnym od służby akurat tamtędy przejeżdżał.
Dramatyczne sceny rozegrały się 16 września br., ok. godz. 18.00. Waldemar Zawodny, dzielnicowy gminy Słupca prywatnym samochodem, którym jechał razem z synem, zatrzymał się przed przejazdem kolejowym w Cieninie Zabornym. Czekając przed szlabanem w pewnym momencie usłyszeli trąbienie pociągu. Dopiero po chwili zauważyli, że na tory wszedł mężczyzna. Policjant go dobrze znał, bo był mieszkańcem jego służbowego rejonu. Początkowo mężczyzna przechodził przez tory. Po chwili się jednak zatrzymał na nich, rozłożył ręce i krzyknął: „wreszcie się zabiję”. Waldemar Zawodny razem z synem natychmiast pobiegli w stronę desperata. Policjant ściągnął go z torów. Zdążył dosłownie w ostatniej chwili, bo kilka sekund później przejechał pociąg. Co prawda maszynista próbował hamować, ale nie miał szans zatrzymać składu. Po interwencji zdesperowany mężczyzna potwierdził, że chciał odebrać sobie życie. Twierdził, że w domu miał już uszykowany garnitur i buty na swój pogrzeb. Po chwili na miejscu pojawił się wezwany przez dzielnicowego patrol, a później karetka pogotowia, która zabrała niedoszłego samobójcę do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie.
Waldemar Zawodny, choć uratował mężczyźnie życie, nie uważa, by zrobił coś nadzwyczajnego. – Postąpiłem tak, jak powinien zrobić każdy, kto widzi, że inny człowiek potrzebuje pomocy. Cieszę się, że zdążyłem przed przejazdem pociągu – mówi skromnie dzielnicowy. Nie każdy jednak tak się zachował. Dramatyczne sceny obserwowało co najmniej dwóch kierowców, którzy czekali z drugiej strony przejazdu. Nikt z nich nie ruszył z pomocą, ani nawet nie zainteresował się człowiekiem stojącym na torach z rozłożonymi rękami, przed nadjeżdżającym pociągiem. – Te osoby nie zrobiły kompletnie nic, żeby pomóc temu człowiekowi. Przeraża mnie taka znieczulica. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, reagujmy. Zróbmy cokolwiek, ale nie udawajmy, że nic się nie dzieje – apeluje Waldemar Zawodny.





















Szlachetny czyn. Policjant zrobił co do niego należy. Widać facet potrzebował lekarza od dłuższego czasu i może dzięki policjantowi będzie żył. Nie dziwię się, że ludzie nic nie robili jak mówił Policjant, bo w tym kraju znieczulicy uczy tzw wymiar sprawiedliwości akceptując np fałszywe zeznania świadków (Kraska, Komenda) skazując ludzi na 25 lat lub dożywocie. Osobiście też bym nic nie widział i nie dziwię się ludziom, którzy potem ciągani byliby po sądach czy prokuraturach jeśli by mu się coś stało.
A co ci kierowcy mieli zrobić to jego decyzja że chciał popełnić samobójstwo. Nikt o zdrowym umyśle nawet nie pomyśli żeby sobie coś zrobić a on miał już przygotowany garnitur i buty. Nie zginął na torach to wymyśli inny plan i nawet psychiatryk mu nie pomoże. Taka prawda
Zgadzam się z tą opiníom
Prawda jest taka że nieraz lwpiej nic nie pisać niż napisać i okazać się idiotą.
Co mieli zrobić człowieku ogarnij się najlepiej siedzieć i patrzeć jak kogoś pociąg przejeżdża. Widać ze ty tez byś tak zrobił nie ważne czy on sobie coś innego zrobi czy nie ale teraz jeszcze zyje a może i będzie zyl długo nie znasz gościa może miał jakieś poważne problemy różnie bywa miał chwilę słabości niektórzy próbują odebrać sobie zycie a po nie udanej próbie więcej tego nie robią.
No a później by pisali policjant siedział w sam i nic nie zrobił i jeszcze może by zdjęcia robili bo tak potrafią.
taki BIEDRON bis
powinien dostać awans i wysoką nagrodę bo bezpośrednio naraził swoje własne życie liczone w sekundach
Mnie paraliżuje strach
Nie wyobrażam sobie
jak ja bym przeżyła coś takiego…
Tylko ze biedron nic w tamtym wypadku nie zrobił. Poczytaj sobie Czesio o tamtym wypadku więcej to był chwyt przed wyborami
Ja bym nie pomogła, moje zdrowie jest dla mnie ważniejsze. Mówcie co chcecie, mogłabym krzyknąć do niego żeby zszedł, ale nie rzuciłabym się na pomoc, jeszcze wciągnąłby mnie pod pociąg i byłby 2 ofiary, a nawet więcej bo szkoda by było moich dzieci. Piszcie co chcecie, ale bezpieczeństwo ratownika jest najważniejsze, a osoby chore psychicznie są nieobliczalne.
Ja bym nie pomogła, moje zdrowie jest dla mnie ważniejsze. Mówcie co chcecie, mogłabym krzyknąć do niego żeby zszedł, ale nie rzuciłabym się na pomoc, jeszcze wciągnąłby mnie pod pociąg i byłby 2 ofiary, a nawet więcej bo szkoda by było moich dzieci. Piszcie co chcecie, ale bezpieczeństwo ratownika jest najważniejsze, a osoby chore psychicznie są nieobliczalne.
Ciekawe co opieka społeczna robi że nie ma kto zająć się tym człowiekiem. Sam mieszka i nie daje sobie rady w życiu nikogo to nawet nie obchodzi może ktoś w końcu teraz się nim zainteresuje.