Drugi tydzień marca tego roku upłynął pod znakiem wycinki drzew i wymiany chodnika. W pierwszym z wątków nie mam nic przeciwko drzewom, którym upływ czasu dał się w kość i tak jak człowiek, kiedyś muszą umrzeć.

Jak Cię widzą, tak Cię piszą

13810_16769Drugi tydzień marca tego roku upłynął pod znakiem wycinki drzew i wymiany chodnika. W pierwszym z wątków nie mam nic przeciwko drzewom, którym upływ czasu dał się w kość i tak jak człowiek, kiedyś muszą umrzeć. Lecz nóż w kieszeni się otwiera, jak drzewa są źle traktowane i przy okazji wycinki spróchniałych konarów i gałązek ucina się więcej, niż powinno to być według ściśle ustalonych reguł. Mam na myśli całą koronę drzewa, by nieco zmniejszyć wysokość, co później powoduje niestety powolne zamieranie oszpeconego okazu. Nie wiem, kto przed laty wpadł też na pomysł nagminnego sadzenia topól w mieście. Te drzewa wraz z upływem czasu rozrosły się do monstrualnych, długich i wysokich rozmiarów. System korzeni, które się rozrastają pod ziemią ciągną się metrami mimo że nie widać to gołym okiem. Można to stwierdzić podczas awarii, gdy one przebijają rury kanalizacyjne, wodociągowe, czy telekomunikacyjne, a także wybrzuszają płytki chodnikowe i stąd większość już zniknęła bezpowrotnie z krajobrazu miasta. Lecz takie na przykład drzewa znajdują się nadal na terenie apteki, obok przychodni zdrowia i u góry jednego z nich widać zbyt mocno przyciętą koronę. Mam nadzieje, że jeśli dojdzie do usunięcia topól to zostaną posadzone zupełnie nowe, zdrowe, bezpieczne i niskopienne drzewa w proporcji np. 1:10. Proponuję, żeby za jedno usunięte drzewo posadzić z dziesięć, a może więcej drzew. By nie okazało się, że za parę lat nie będzie żadnych drzew, a my mieszkańcy Słupcy będziemy chodzili w maskach przeciwgazowych, bo nie będzie innego sposobu, by oddychać świeżym powietrzem. Wspomnę, że wycinka odbyła się na terenie ogrodu szpitalnego. Tu poszły akacje oraz topole. Obok przychodni zdrowia, mam nadzieję, że pojawią się inne bezpieczne drzewa. Również na terenie Osiedla Niepodległości pracownicy spółdzielni mieszkaniowej dokonali sanitarnego usunięcia gałęzi oraz krzywych zdeformowanych drzew między blokami numer 7 a 8.

Nowe płyty

Natomiast w drugim wątku, między blokami 15 a 16 na tym samym terenie panowie z firmy prywatnej montującej kostkę brukową usunęli stare kwadratowe płytki chodnikowe i założyli nowoczesne z polbruku. Jest jeszcze na terenie osiedla wiele chodników przeplatanych starymi i nowymi. Nie wiem, co się stanie ze starymi, a dobrymi jakościowo płytkami. Bo większość jest w dobrym jeszcze stanie, liczy około 20 kilku lat. Może świetnym pomysłem byłoby dogadanie się władz Spółdzielni Mieszkaniowej z Urzędem Miasta. Płytki z rozbiórki by przeznaczono i wykorzystano na naprawę chodników i ubytków różnych słupeckich ulic. W dobie kryzysu przynajmniej by się nic nie zmarnowało, tym bardziej, że takie peryferyjne ulice jak Plac Parysa może długo nie doczekają się nowego trotuaru. A tak, na cześć przedwojennego burmistrza miasta Tadeusza Parysa wymagałoby choćby generalnego remontu, by wymienić popękane płytki na lepsze i całe, przynajmniej bezpiecznie by się po nich chodziło.

Lampy już nie straszą

W sobotę, 14 marca we wczesnych godzinach rannych na Plac Wolności – serce i wizytówkę miasta – wkroczyła ekipa z zakładu energetycznego wyposażona w dźwig i samochód przeznaczony do przewozu słupów energetycznych. Celem było rozprawienie się ze straszącymi od wielu lat i nie używanymi już wrakami lamp elektrycznych. Sprawna akcja energetyków, by nie tamować miejsc parkingowych sprawiła, że problem został raz na zawsze zakończony. Nie ma już kilku lamp okalających teren wokół pomnika. Jedyny z nich “pożytek” był taki, że służyły za słupy reklamowe. Bardzo dobrze się tak stało, że po lutowych dwóch artykułach w naszej gazecie podjęto słuszną decyzję. Serdecznie dziękuję zainteresowanym stronom; władzom miasta i zakładowi energetycznemu za szybką interwencję.

Jeden komentarz

  1. Smutne jest to, że zamiast robić wszystko aby stare/młode drzewa istniały w mieście robi się odwrotnie. Te dranie, które wycinają drzewa wycinają organizmy, które aktywnie przyczyniają się do poprawy jakości powietrza w zanieczyszczonych miastach, i które stwarzają jako takie warunki do życia w betonowych dżunglach. Co do uszkadzania rur i chodników to rozwiązano ten problem w niejedym już mieście Polski i Europy bez wycinania drzew, traktując je z należytą troską. Panowie ze służb miejskich tak ochoczo wymachujący pilarkami pod kilkudziesięcioletnimi drzewami: czy brak u Waszych szefów myślenia reprezentującego coś więcej niż kretynizm? Dlaczego okaleczacie stare drzewa w miastach i skazujecie je na śmierć kształtując korony tychże drzew na wizerunek kikutów? Wy wiecie, że obcinając nieumiejętnie/hamsko drzewo skazujecie je śmierć. Dlatego też takie działanie nasuwa podejrzenia, że robicie to CELOWO aby okaleczone drzewo po paru latach umarło a wy je wytniecie i sprzedacie np. na biomasę do elektrownii/elektrociepłownii/brykietownii/etc. To jest nie tylko hamstwo ale i przestępstwo. Taaaa, to jest nowe pojęcie ekologii w dzisiejszej Polsce – im mniej drzew w miastach tym lepiej. 🙁 Ażeby drani za to odpowiedzialnych wydusił niezwykle agresywny nowy zespół chorób aglomeracyjnych (pylice płuc i choróby skórne)…