Słupecka strzelnica była ostatnim ze „starych” obiektów sportowych, który doczekał się modernizacji. Powstały jeszcze w latach 60-tych obiekt, po ubiegłorocznej czwartej modernizacji, przeżywa swoją kolejną młodość. I choć może nie wszystkim to się podoba, obiekt tętni życiem. Poprosiliśmy więc o rozmowę Tomasza Chojnackiego – Prezesa Słupeckiej Organizacji Strzeleckiej FORT.
Skąd twoim zdaniem pojawiła się taka moda na strzelanie?
Obiekt faktycznie był ostatni do modernizacji, i dzięki burmistrzowi Michałowi Przyzykowi i Beacie Nadgrodkiewicz udało się pozyskać i zrealizować dwa duże projekty, które pozwoliły na modernizację obiektu. Strzelnica, jak sama nazwa wskazuje, jest po to, żeby na niej strzelać, i to się dzieje. Moda to jedno, a od jakiegoś czasu jest większe zainteresowanie tym sportem, ale wojna to drugi czynnik, który wpłynął na większe zainteresowanie nauką strzelania.
Nowa strzelnica wychodzi naprzeciw oczekiwaniom zawodników i sympatyków, m.in. strzelania z karabinka pneumatycznego i kulowego. Co jeszcze proponuje tym, którzy chcieliby ją odwiedzić?
Jednym z projektów był zakup na strzelnicę nowoczesnych systemów strzeleckich SIUS – są to elektroniczne tarcze, takie jak są stosowane na wszystkich imprezach od rangi mistrzostw Polski w górę. To nowoczesne urządzenia, które nie tylko pozwalają naszym podopiecznym nauczyć się ich obsługi, ale samo szkolenie na elektronicznych tarczach wymaga innego podejścia naszych instruktorów. Tarcze to jedno, ale strzelać też z czegoś trzeba. Mamy do dyspozycji 5 nowych karabinków STEYR Challenge Match oraz 5 nowych pistoletów STEYR EVO 10. To klasa olimpijska. Jeśli chodzi o sprzęt, to jest to najwyższa światowa półka. Więcej w Kurierze




















