Czy pałac w Paruszewie skrywa mroczne tajemnice? Kilka tygodni temu w sieci nagranie z tego miejsca umieściła grupa No Entry Urbex, która eksploruje opuszczone miejsca i przygotowuje materiały dotyczące zjawisk paranormalnych.
Opuszczone pałace, szpitale, czy dworki to miejsca, które szczególnie upodobali sobie explorerzy, a które szerokim łukiem omijają zwykli turyści. O samym obiekcie w Paruszewie wiemy tyle, że powstał w XIX wieku z inicjatywy Waleriana Hulewicza. Po zakończeniu II wojny światowej budynek został przejęty przez Skarb Państwa po czym utworzono w nim biuro gospodarstwa rolnego (PGR), mieszkania i stołówkę dla pracowników oraz przedszkole.Całkiem niedawno – o czym informowaliśmy na łamach Kuriera – obiekt zyskał nowych właścicieli, którzy zajęli się jego remontem i renowacją.
Jak grupa No Entry Urbex trafiła do Paruszewa? Jeden z jej członków – Paweł Pisarski zwiedzał obiekt podczas tzw. „drzwi otwartych”, które są organizowane cyklicznie przez nowych właścicieli pałacu. Niedługo później Paweł zapragnął poznać bliżej pałac… i na wspólną sesję paranormalną namówił swoich kolegów – Julię Płocińczak, Gawła Jakubiaka oraz Bartosza Kubiaka, który opowiedział nam o swoich wrażeniach podczas niecodziennego zwiedzania.
– Czemu ma służyć Wasze niecodziennie zwiedzanie?
– Chodzi o to, aby przybliżać widzom historię danego miejsca. Zaciekawiać ich, żeby ludzie chcieli się nią interesować. Mamy taką misję. W Polsce stan dewastacji tych miejsc jest w opłakanym stanie. I tak próbujemy trochę „wypchnąć” temat na usta wszystkich, żeby o tym mówić. To jest jednak dziedzictwo kulturowe pozostawione same sobie na niszczenie. Jeśli chodzi o Paruszewo, to sam budynek i teren robi fenomenalne wrażenie. Jego stan nie jest tak opłakany, jak większości pałaców, które odwiedzaliśmy. Podłoga się nie zawala, wszystko jest na swoim miejscu. Drewniane elementy nie zostały rozkradzione.
– Niemniej pałac ten niemal doprowadził Was do obłędu… Dlaczego?
– Tak, to było pierwsze miejsce, które wpłynęło mocno na część naszej grupy. Choćby operator – Gaweł – on chciał uciekać. Wpadł w taką panikę, że chciał stamtąd uciec. Julka – stała się nieobecna. Jakby straciła kontakt z rzeczywistością. Widziałem, że coś bardzo mocno wpływa na nich energetycznie. Faktycznie, miejsce było bardzo mocno dziwne.
Nasza sesja rozpoczęła się od sklasyfikowania tego, w którym miejscu występuje energia. Pomógł nam w tym miernik pola elektromagnetycznego. Przeszliśmy się po całym pałacu, żeby sprawdzić, gdzie są największe „skoki”. I faktycznie, największe były na strychu i w piwnicach pałacu. Strych zostawiliśmy sobie na deser. To było miejsce, które wywarło na nas największe wrażenie i sprawiło, że jak się tam wchodziło, to nogi były jak z waty. Natomiast piwnica nie była na tyle niepokojąca, by zostawić ją na koniec. Ten kontakt ” z bytem” stopniowo postępował. Był natarczywy w pewnym momencie, ponieważ sprzęty rejestrujące wiązki pola elektromagnetycznego dawały o sobie znać. Julia, która prowadziła sesję przy pomocy naszego SB7, była pchana przez pewną siłę korytarzami raz w lewo, raz w prawo…
– Na filmie można odnieść wrażenie, że była zahipnotyzowana… Sama mówiła o tym, że czuła lęk, ale i ekscytację i coś ją popychało do tego, żeby podążać za głosem.
– Dokładnie. To się rzadko zdarza. W piwnicach mamy nagrany stuk, tak jakby ktoś rzucił kamieniem w drzwi, które były kilkanaście centymetrów od nas. To było takie pierwsze wytrącenie z równowagi, gdzie wszyscy zaczęliśmy się niepokoić. Manifestacja fizyczna, słyszalna, to już jest coś mocnego. Wiemy, że mamy do czynienia z czymś mocniejszym w klasyfikacji paranormalnej. Co prawda nie udało nam się uchwycić obrazu, ale dźwięk już tak.
– Kwintesencją tych badań była tzw. „ślepa sesja”…
– Tak, ona polega na tym, że jedna lub dwie osoby robią za tzw. paranormalną antenę, odbiornik. Mamy zasłonięte uszy poprzez słuchawki, które są podłączone do urządzeń i wsłuchujemy się bezpośrednio w odpowiedzi w słuchawkach. Dodatkowo mamy zasłonięte oczy, aby odciąć zmysł wzroku. Opieramy się na odczuciach i na odsłuchu. Tutaj doszło do kuriozalnej sytuacji, pierwszy raz w naszej historii, gdzie kontakt był bardzo konkretny. To, co ja z Julką przekazywałem, co słyszeliśmy w naszych słuchawkach, to przy składaniu materiału okazało się, że odpowiedzi na zadawane przez Pawła pytania były bardzo spójne. Czasami nawet powtarzały się te same słowa i u mnie i u Julki. To było ciekawe, że stworzyliśmy swego rodzaju okrąg. Najmocniejszym elementem tej sesji było to, że na sprzętach, które używamy wystąpiły przekleństwa. Bardzo często ludzie próbują podważać działanie urządzeń, z których korzystamy. Jest to urządzenie, które w bardzo szybkim tempie skanuje fale radiowe. Często sceptycy uważają, że są to przebicia z radia. Uważam, że nie ma możliwości, aby w radio usłyszeć soczyste przekleństwa. A tutaj ewidentnie było je słychać. Nawet Paweł, który bardzo twardo stąpa po ziemi i podchodzi do spraw paranormalnych na chłodno – był przerażony. Chyba wszyscy byli…
– Czy udało Wam się wcześniej ustalić informacje, które wskazywałyby na to, że w pałacu przed laty doszło do tragedii?
– Bardzo często wokół pałaców występują jakieś mity, legendy, białe damy, zjawy. Na temat tego pałacu nie było absolutnie nic. Był carte blanche dla nas. Nie wiedzieliśmy nic a nic. Nie spodziewaliśmy za wiele po tym pałacu, bo jeżeli nie ma żadnej historii, nic nie wiadomo, nie wiadomo, czy ktoś tam zmarł, czy doszło do jakiejś tragedii, to wchodząc do takiego pałacu nie masz przeczucia, że coś się wydarzy. A tutaj naprawdę mocno nas to zaskoczyło. W moim mniemaniu to było jedno z najmocniejszych śledztw paranormalnych pod kątem odczuć i tego jak to się wszystko potoczyło.
– A co udało Wam się ustalić? Z kim rozmawialiście?
– Na pewno udało nam się wyodrębnić byt dziecka. Podczas montażu wychwyciliśmy jego imię. Była to dziewczynka o imieniu Zofia. To było na tyle powtarzalne, że ten sam głos przebijał się u nas w piwnicy i u Pawła, który znajdował się w innym pomieszczeniu. Była też kobieta, która odzywała się w kierunku Julii, kierując ją po piwnicznych korytarzach.. Nasza interpretacja jest taka, że mogła to być matka z córką. Dziecko odzywało się w momencie, kiedy odzywała się kobieta. Nie mamy niestety informacji, co mogło się tam wydarzyć.
– Podczas tej ślepej sesji na górze dwa byty rozmawiały ze sobą. Była to rozmowa mężczyzny z kobietą?
– Tak. I u mnie i u Julii występowała ta sama anomalia. To był dialog na zasadzie: – „Chce powiedzieć! i odpowiedź – „Nie mów!”. I taka wymiana słów. Bardzo często tak się zdarza przy tego typu badaniach, kiedy zaczynamy pytać o drugą stronę, o to, jak tam jest, jak tam wygląda, czy mogą nam coś powiedzieć, to ten kontakt się urywa, nastaje cisza. Często też jesteśmy wyganiani przez byty słowami – „Wyjdź stąd!”. To jest taka największa tajemnica tego wszystkiego. Przy każdym takim wyjeździe pod kątem badań – byty każą nam wyjść. W Paruszewie nie zadawaliśmy pytań o to, co mogło się tam wydarzyć. Ale w wielu innych miejscach, gdzie przeprowadzaliśmy sesje – udawało nam się ustalać konkretne fakty.





















Po wojnie fornale i parobki się w nim panoszyli