W ostatnich dniach znowu głośno jest o poselskich kilometrówkach. Sprawdziliśmy, ile na ten oraz inne cele z ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego wydał Michał Pyrzyk.
Posłowie corocznie otrzymują określoną kwotę ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego. W 2025 r. Michał Pyrzyk do dyspozycji miał łącznie prawie 308 tys. zł. Złożyły się na to prawie 280 tys. zł przekazane w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 r. oraz środki niewykorzystane w poprzednim roku sprawozdawczym (ponad 28 tys. zł).
W sprawozdaniu Michała Pyrzyka, w rubryce dotyczącej tzw. kilometrówek (koszty przejazdów posłów w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego samochodem własnym lub innym) widnieje kwota 47 637,50 zł. Kosztów związanych z przejazdami w sprawozdaniu jest jednak więcej. Słupecki poseł wykazał także wydatki na najem auta (31 005,18 zł) oraz przejazdy autostradami (3 164,85 zł).
Na wynagrodzenia pracowników biura poselskiego zatrudnionych na podstawie umowy o pracę wraz z pochodnymi wydano 83 746,68 zł. Wynagrodzenia wypłacane na podstawie zawartych przez posła umów zlecenia i o dzieło wraz z pochodnymi wyniosły 34 650 zł. Korespondencja i ogłoszenia kosztowały 6 583,87 zł. Koszty najmu lokalu biura poselskiego (w tym czynsz, opłaty za energię elektryczną i cieplną, gaz, wodę, wywóz śmieci, podatki i opłaty lokalne) wyniosły 27 672,30 zł. Zakup materiałów biurowych, prasy, wydawnictw, środków bhp itp. był wydatkiem rzędu 12 209,69 zł. W sprawozdaniu poseł wykazał także m.in. koszty obsługi rachunkowo-księgowej i bankowej biura (10 800 zł). 14 004 zł wyniosły wydatki na usługi cateringowe na spotkania z wyborcami, a 4 275 zł wydatki na kwiaty.
W sprawozdaniu umieszczono także wykaz składników majątkowych zakupionych ze środków finansowych przeznaczonych na prowadzenie biura poselskiego. Widnieją w nim cztery pozycje. Najdroższa jest kamera, zakupiona za 2 333 zł. W wykazie widnieją też słuchawki AirPods za 1 047,65 zł, sofa za 1899 zł i regał za 765 zł.
Łączna kwota wydatkowana w zeszłym roku z ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego wyniosła prawie 287 tys zł.



















No w tym roku już wykorzysta wszytsko, nie zmarnuje złotówki.
Limity: Poseł może przejechać na koszt podatnika maksymalnie 3 500 km miesięcznie, co daje roczny limit w wysokości 48 300 zł, To się zmieścił… teraz zastanawiam się kiedy zdążył przejechać 40tys km w roku, do tego jazda pociągiem jeszcze , chłop nie śpi chyba tylko jeździ.
Ciekawe ile z małżonką wydali ze swoich na prywatne przejazdy?
przed wyborami wam naobiecuje i znów mnie wybierzecie
Dam 200000 na parafie Wawrzyńca to ciemniaki mnie znów wybiorą
Miejscem pracy posła jest Warszawa i jego okręg wyborczy.
Dlaczego.poseł taki jak Pyrzyk – 250 km z okręgu do Wa-wy, okręg to 9 słabo skomunikowanych powiatów,
ma dostawać tyle samo co Żukowska – mieszkajaca w Wa-wie (1,5 km od Sejmu), wybrana z okręgu warszawskiego (1 miasto)?
Kasa na przejazdy powinna być uzależniona od wielkości okręgu i odległości od Warszawy. Wierzę, że Pyrzyk mógł wydać te 47+ tys. zł (to daje ok. 150 km dziennie), ale jakim cudem tyle samo wydała Żukowska?
Ostry limit powinien być natomiast na wypożyczanie aut.
Hmmm, a ja nie wierzę, że robił 150 kilometrów dziennie. W dni sejmowe siedział w sejmie. Co dzień wyrywał się poza stolicę, żeby w terenie działać? Im więcej dni sejmowych w miesiącu , tym wiecej na dzień kilometrów musiał pokonać.
@Logika
Ale pomyśl sobie, że Pyrzyk jest jedynym posłem PSL w okręgu, kóry rozciąga się od Brodnicy za Śremem po Dobrą za Turkiem i Kłodawę za Kołem. Odległość ok. 170 km w jedną stronę. Do Warszawy jeździ nie tylko na posiedzenia Sejmu, ale też na komisje.
Nie wiem czy Pyrzyk tyle przejechał, tym bardziej że tu piszą, że do stolicy jeździ pociągiem. Ale na pewno nie jest niemożliwe, żeby poseł robił tyle kilometrów w ramach pracy.
Może doba posła liczy 72 godziny?
Słuszną linię ma nasza władza
szukał Żukowskiej jeżdzącej w wannie ……………….
Rekordzistą jest od paru lat Czarnecki(PiS), który podczas swojej „pożal się Boże” działalności poselskiej wyłudził ponad 854tys. zł. To w ramach akcji PiS- Korzyść+. I teraz Obatel Richard musi tłumaczyć się w sądzie.
znów poseł ale nuda
(…) Niechże Poseł odpowie kiedy obiecane zmiany w złodziejskiej składce zdrowotnej dla przedsiębiorców ?? Idioci tylko głosują na PSL. Spojrzysz na rozwój gospodarczy Słupcy a raczej na jej upadek i wiesz kto za to odpowiada.
Poseł będzie patriotycznie kosił ile się da bo jego ostatnia kadencja.
Niechże odpowie kiedy zwrot za wizyty prywatne u lekarzy specjalistów po trzech miesiącach czekania na wizytę w ramach ubezpieczenia. Czyż nie obiecywali?
Jak jedzie na imprezy gumofilcoych zielonych ludków promując siebie to za swoje czy z kilometrówek?
Panie Michale słabo to wygląda
To jest plotka. Podobno jeździł do Francji aby zgodzili się wymienić Polańskiego na Ziobro
Może nowy premier Węgier będzie dla nas wzorcem, chociaż mam wątpliwości ten wariant był już testowany kiedyś w naszym kraju i nic dobrego z tego nie wyszło. Moim zdaniem tylko wojna rozwiąże pewne problemy tylko w razie wojny trzeba skoszarować cały sejm rząd senat i jednostki samorządu terytorialnego żeby nie spieprzyli z kraju a go bronili.A i jeszcze złota zakupionego przez Glapińskiego musimy pilnować bo wywiozą i zostaniemy z ręką w nocniku
gazeta słupecka nadal się ukazuje
nie wydawaj sądów przed Sądami. I jak jesteś bez grzechu to pierwsza rzuć kamieniem
Pasożyty najgorsze z możliwych
Panie pośle ma pan głęboko w d…..e zwykłych ludzi którzy tracą pracę w mojm przypadku ZOZ Slupca
Panie Pośle Pyrzyk, co sądzi Pan o kwestiach poruszonych w tekście dotyczącym obecnej sytuacji państwa, relacji polsko-amerykańskich oraz zarzutów dotyczących łamania prawa i destabilizacji instytucji publicznych? Czy uważa Pan, że działania obecnej władzy rzeczywiście mogą osłabiać pozycję Polski i nasze bezpieczeństwo, czy jest to jedynie element politycznego sporu?
Panie Pośle Pyrzyk, jak odniesie się Pan do opinii, że Polska coraz bardziej pogrąża się w chaosie prawnym i politycznym, a działania obecnej władzy podważają zaufanie do państwa oraz naszych sojuszy? Czy zgadza się Pan z tezami przedstawionymi w tym tekście, czy uważa je za przesadzone?
Przecież Pan Poseł do Warszawy jeździ pociągiem, za darmo. Skąd się wzięły te przejechane kilometry? Śmieszne, ale też wstyd! A w biurze też Go ciągle nie ma, nawet wtedy, gdy się umówi. Ach, niech korzysta jak się podoba, przynajmniej ma prawo jazdy. Bo wielu posłów którzy nie mają prawa jazdy ani samochodu, też biorą kilometrówki. Pamiętacie Pawłowicz, jak jeździła Taxi, a kilometrówki też jej się należały. Kpina z Narodu!!!
Znów ” mądry Polak po szkodzie ” a przysłowie mówi -miękkie serce twarda d.pa
I w tym celu należy wprowadzić podstawowe prawo z szeregu praw obywatelskich – ODWOŁANIE ❗️posła, radnego W CZASIE KADENCJI. Partyjne sejmy piszą prawo dla siebie, nasze prawa ograniczając. Jak to jest wybrać go można, ale odwołać już nie ???
Czego sie czepiacie Pyrzyka?
Niezwykle mądry, utalentowany, bosko przystojny, elokwencji no i dobrze kombinuje jak w całej jego partii. On juz dawno powinien dostać profesurę bez udziału Colegium Humanum. Wyborcy Pyrzyka juz dawno powinni się złożyć Pyrzykowi na jego pomnik w samy centrum Słupcy. Co tydzień pod tym pomnikiem powinny się odbywać wieczornice poświęcone temu talentowi
Generalnie już mu się należy prezydentura Polski.
Tak wiec Wyborcy Pyrzyka podpiszcie się teraz deklaracją poparcis co do w/w propozycji. Odwagi bohaterowie.
Referendum w Krakowie było ważne. Było ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, referendum pokazało, że jest jakaś granica buty i arogancji władzy, której ta władza przekraczać nie może. Bo jeśli przekroczy tę granicę, to władza ta zostanie odwołana i jej niechlubne rządy przejdą do historii. Po drugie, referendum było ważne, gdyż ukazało nam jak w soczewce fasadowość polskiej demokracji.
Przyjrzyjmy się bliżej tej drugiej kwestii – fasadowości demokracji. Referendum dotyczyło dwóch spraw, odwołania Prezydenta Krakowa i odwołania Rady Miasta Krakowa. Każda osoba uczestnicząca w referendum otrzymywała dwie karty do głosowania i dwie karty wrzucała do urny. Na koniec okazało się, że referendum w części dotyczącej odwołania Prezydenta było ważne a w części dotyczącej odwołania Rady Miasta było nieważne. Ci sami wyborcy głosujący tego samego dnia i dwie różne kwalifikacje ważności referendum. Jak to możliwe? Możliwe dlatego, że według obowiązujących w Polsce przepisów referendum odwoławcze jest ważne, jeżeli weźmie w nim udział 60% z liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborach danego organu władzy. W wyborach samorządowych w roku 2024 Radę Miasta Krakowa wybrano w I turze zaś Prezydenta Krakowa w II turze wyborów. Liczba osób uczestniczących w obu turach była różna. W drugiej turze głosowało mniej osób, zatem w przypadku odwołania Prezydenta był niższy próg ważności referendum. Tak się złożyło, że liczba osób uczestniczących w referendum odwoławczym znalazła się pomiędzy tymi dwoma progami ważności, stąd jedno referendum okazało się ważne a drugie nie. Cyrk nie demokracja.
Uznawanie referendum, czy części referendum, za ważne w zależności od przekroczenia narzuconego przez ustawodawcę progu uczestników powoduje, że takie referendum zamienia się w plebiscyt. Kampanie referendalne zamiast odnosić się do meritum sprawy, do dyskusji jakie są argumenty za odwołaniem prezydenta a jakie są za pozostawieniem go na urzędzie, sprowadzają się do agitacji za bojkotem referendum, czyli za bojkotem demokracji. Iść albo nie iść, oto jest pytanie. Nieistotny jest głos tych co skreślili na karcie wyborczej „tak” lub „nie”. Ważny jest głos nieobecnych. To nieobecni decydują o ważności referendum czyli o rozstrzygnięciu poddanej pod głosowanie kwestii.
Jeszcze gorzej wygląda sprawa referendów ogólnokrajowych. Tu próg ważności jest pozornie niższy, gdyż wynosi 50%, ale dotyczy nie tych, którzy brali udział w ostatnich wyborach o charakterze ogólnokrajowym, ale dotyczy wszystkich osób uprawnionych do głosowania. Są w Polsce takie osoby, które żyją niejako poza systemem, nigdy nie brały udziału w żadnych wyborach, to ich to po prostu nie interesuje. Są też osoby z marginesu społecznego, których układanie życia społecznego i wspólnotowego także nie interesuje. Jedni i drudzy nie biorą udziału w referendach ale ich głos się liczy. Więcej, ich głos okazuje się kluczowy. W Polsce w referendach liczy się przede wszystkim głos nieobecnych. To zaprzeczenie demokracji bezpośredniej, której atrybutem są właśnie referenda.
Przyjrzyjmy się referendum z roku 2023, które dotyczyło wyprzedaży majątku państwowego, wieku emerytalnego, relokacji nielegalnych imigrantów oraz bariery na granicy polsko-białoruskiej. Wzięło w nim udział ponad 12 milionów osób. Referendum okazało się jednak nieważne, ponieważ liczba osób, które wzięły w nim udział stanowiła 40,91% osób uprawnionych do głosowania. Gdyby jednak liczbę głosujących odnieść do liczby osób, które wzięły udział w poprzednich wyborach ogólnokrajowych, czyli w wyborach do sejmu w roku 2019, to te ponad 12 milionów oddanych głosów stanowiłoby 64,69% głosujących i wynik referendum byłby wiążący nawet przy 60. procentowym progu wyborczym, analogicznym do referendów odwoławczych. A tak znowu zadecydował głos nieobecnych.
Dodatkową patologią polskiego systemu referendalnego są zasady regulujące inicjatywy referendalne. Prezydent Polski wybrany w wyborach powszechnych nie może sam ogłosić referendum. Potrzebuje na to zgody senatu. Z kolei do inicjatywy obywatelskiej nie wystarczy 500 tysięcy podpisów zebranych pod wnioskiem o referendum. Konieczna jest zgoda sejmu. Te dwie regulacje, te dwa zapisy skutecznie blokują wszelkie inicjatywy referendalne w Polsce. Trudno zrozumieć dlaczego tych patologicznych zasad nie zmieniła Zjednoczona Prawica posiadająca przez dwie kadencje większość sejmową. Szczegółowe zasady organizacji referendów regulują przecież ustawy a nie konstytucja.
Jak może a raczej jak powinien wyglądać zdrowy system referendalny? Za przykład może służyć Szwajcaria. W Szwajcarii nie ma progów frekwencyjnych. Uznaje się, że każdy uprawniony do głosowania ma możliwość udziału w referendum. Jeśli nie wziął w mim udziału to tak jakby wstrzymał się od głosu. W referendach decydują więc głosujący a nie nieobecni. O wyniku referendum przesądza zwykła większość. W przypadku zmian w konstytucji wymagana jest tzw. podwójna większość, czyli większość spośród wszystkich osób głosujących w skali całego kraju oraz poparcie większości kantonów. Głosy sumuje się w poszczególnych kantonach, których jest 26. W 14. z nich wynik takiego referendum konstytucyjnego musi być zgodny z wynikiem uzyskanym w skali całego kraju.
Istotne jest także to, że w Szwajcarii inicjatywa referendalna faktycznie należy do obywateli. W celu zwołania referendum dotyczącego zmiany konstytucji trzeba zebrać 100 tysięcy podpisów w ciągu 18. miesięcy. Ale aby zwołać referendum, którego celem jest zablokowanie już uchwalonej przez parlament ustawy, wystarczy 50 tysięcy podpisów zebranych w ciągu 100 dni. W Szwajcarii jest około 9 milionów mieszkańców, widać więc, że zebranie wymaganej liczby podpisów jest dużo łatwiejsze niż w Polsce. Rząd i parlament mogą próbować przekonywać społeczeństwo do głosowania w danej sprawie „za” lub „przeciw”, ale nie mogą po prostu zablokować głosowania, nie mogą odmówić zwołania referendum. Warto jeszcze dodać, że w Szwajcarii wszelkie zmiany konstytucji oraz kwestie wstąpienia do organizacji ponadnarodowych muszą być poddane pod głosowanie wszystkich obywateli. I co najważniejsze, w Szwajcarii w każdym z tych referendów o ich wyniku decydują tylko osoby głosujące. W Polsce niestety o wyniku referendum przeważnie decyduje głos nieobecnych.
Słabo wygląda nasz sejm, PSL i pan Pyrzyk.
Pieniądze wydajecie na jachty.
Sprowadzacie czarnych ludzi.
Bierzecie kredyty na niewiadomo jaki procent.
Niedobrze. Nigdy już na was nie zagłosuję.
Ja też będę przeciwko.
Poseł mieszka ba ulicy Kukurydzianej .Ciekawe kto dał mu wodę jeżeli na tej ulicy nie na wodociągu .A reszta właścicieli buduje za potężne pieniądze studnie