– Od dziecka marzyłam o stworzeniu szkółki jeździeckiej, a z wiekiem przekonałam się, że ma to być nie tylko szkółka, lecz miejsce pełne pasji, w którym jeźdźcy nie tylko będą siedzieć na koniach, ale uczyć się prawdziwej jazdy konnej – mówi Agata Gajewska, właścicielka Stajni „Sarnówka” w Grądzeniu.
Jeździectwo… sport, który na pierwszy rzut oka wydaje się być niezbyt wymagający. W rzeczywistości jest jednak inaczej. To dyscyplina, w której dąży się do osiągnięcia najwyższego stopnia wtajemniczenia, porozumienia i harmonii z koniem. I tutaj trafne jest zdanie, jak wielki udział jest rodzica w odkrywaniu pasji dziecka. To właśnie Marysia – mama Agaty w ramach szukania dodatkowego zajęcia dla córki zapisała ją i jej siostrę do szkółki jeździeckiej. A dzień pierwszej lekcji jest pamiętany do dziś.
– Miałam wtedy zaledwie 7 lat… Po pierwszych minutach nauki wiedziałam, że pokocham konie, a zwłaszcza „Traszkę” – pierwszego konia, który rozbudził we mnie tą miłość. Bardzo cieszyłam się tym momentem. Każdego roku w urodziny dmuchając tort i myśląc o marzeniu po cichutku w głowie powtarzałam tylko jedno „by kiedyś w przyszłości mieć swoją stajnię”. Moja pasja z roku na rok nabierała tempa, zaczęłam jeździć konno, brałam udział w zawodach. A na mój pomysł dalszej nauki w Technikum Hodowli Koni w Janowie Podlaskim rodzice zareagowali w aprobatą. Jeździłam tam na ogierach arabskich i koniach pół krwi anglo – arabskiej. Po technikum wróciłam do Poznania i zaczęłam pracę w jednej z tamtejszych stajni… Jednak zawsze gdzieś w głowie tlił się pomysł o własnej stajni, tej mojej stajni – wspomina Agata.
Któregoś dnia na kawałku ziemi pozyskanej od rodziców ogrodziła teren. Tak zrodziła się ta historia. Jak mówi konie, jeździectwo to jej żywioł, w którym najpełniej może się realizować. Gdy wsiada na konia, zapomina o otaczającym ją świecie. Jest tylko ona, czterokopytny przyjaciel i wiatr we włosach.
Tym przyjacielem okazał się „Rudy” – pierwszy koń, którego kupili rodzice Agaty, jeszcze w latach jej nauki w technikum. Zawitał do „Sarnówki”, razem z innym, kupionym i zabranym tak naprawdę z łąki… Rudy…charakterny, ale bardzo oddany, jak każdy koń.
– Nie wiem czy to jest istotne, ale każdy z naszych kilkunastu koni to zupełnie inna osobowość, inny charakter, mają nawet inne głosy, tak jak my – ludzie. Każdy z nich ma lepsze i gorsze dni, ale śmiało mogę powiedzieć, że koni nie da się nie kochać. Zdajemy sobie sprawę, że mamy sporo pracy z nimi, że nasz dzień zaczyna się z końmi i kończy również z nimi, to nasza pasja, nasza rodzina. Spędzamy z nimi naprawdę sporo czasu i wiemy, że lubimy swoje towarzystwo. Teraz mam wszystko o czym marzyłam, że to hobby, praca, pasja, dużo ścieżek rozwoju. Konie to nasze życie – dodaje.
Swoją pasją zaraziła męża Przemka, który konie pierwotnie omijał szerokim łukiem, a teraz został ich podkuwaczem. Razem od kilku lat tworzą miejsce dalekie od miejskiego zgiełku, ale za to z wielką duszą.
Chcą, by każdy mógł tu zrealizować swoje marzenia o jeździe konnej i stale doskonalić swoje umiejętności, z poszanowaniem ich poświęconego czasu i miłości do koni. – Nasze zajęcia prowadzone są rzetelnie i z największą starannością, aby jazda konna była przyjemna zarówno dla jeźdźców, jak i dla ich wierzchowców. Dołącz do nas i realizuj z nami swoją pasję. Ośrodek znajduje się z dala od zgiełku miasta, co gwarantuje ciszę i bezpieczeństwo podczas nauki jazdy. Bezpośrednio za płotem rozciąga się las, a wokół rozciągają się malownicze pola i łąki. Dojazd drogą polną nie sprawia problemów i dodatkowo podkreśla wiejski charakter miejsca. Nasze konie mają zapewnioną komfortową stajnię angielską, a także korzystają z wybiegów trawiastych, które zapewniają im swobodny ruch na świeżym powietrzu. Do dyspozycji jeźdźców mamy halę o wymiarach 20 x 40 metrów oraz dwa place zewnętrzne, dzięki czemu zajęcia mogą odbywać się niezależnie od warunków pogodowych. Ośrodek wyposażony jest w klimatyczną siodlarnię oraz myjkę zewnętrzną z ciepłą wodą. Budynki zostały wykonane z drewna, nadając miejscu ciepły i naturalny charakter idealnie komponujący się z otoczeniem – czytamy na ich oficjalnej stronie.
– Myślę, że zawodowo i życiowo jestem spełniona. Jeździectwo wypełnia moje życie. I nie marnuję ani jednego dnia. Dodatkowo mam przekonanie, że każdy dzień jest przeze mnie dobrze wykorzystany. A to, co umiem przekazuję teraz innym. Za to wszystko, co mamy wokół siebie tutaj… w „Sarnówce” najbardziej dziękuję moim rodzicom, a zwłaszcza za to, że zawsze wierzyli we mnie i w moje marzenia oraz za umożliwienie mi ich – powiedziała kończąc.


















Super. Na terenie powiatu mieszka od kilku lat bardzo utytułowana w branży jeździeckiej osoba, może warto poszukać, opowiedzieć….
Szkoda że nie została tutaj doceniona, bo wiedzę ma przeogromną.