Absolwenci słupeckiego Ogólniaka spotkali się 30 lat po maturze. Zebrali się po to, by pożegnać swojego wychowawcę Grzegorza Lecherta.
Choć w tym roku minęła okrągła rocznica ukończenia przez nich szkoły, zjazdu klasowego nie planowali. Życie napisało jednak swój scenariusz. Kiedy dowiedzieli się o śmierci swojego wychowawcy, wielu byłych uczniów klasy o profilu matematyczno-fizycznym nie wyobrażało sobie, by w minioną sobotę nie pożegnać Grzegorza Lecherta. Po pogrzebie spora część dawnej klasy spotkała się w jednym ze słupeckich lokali, by powspominać szkolne czasy. No i oczywiście swojego profesora, który był niekwestionowaną legendą LO.
– Profesor Grzegorz Lechert był nauczycielem niezwykle wymagającym, którego metody prowadzenia lekcji czasami mogły zaskakiwać. Miał jednak szczególny dar dotarcia do nas. Po pierwszej klasie, kiedy już ukształtowała się grupa uczniów, która pozostała aż do końca Liceum, staliśmy się, jak mówił „wuja” (bo tak go nazywaliśmy), rodziną. Dzięki jego zaangażowaniu w kształtowanie talentów matematycznych jednych oraz wsparciu i pomocy tym, którzy tej pomocy potrzebowali, bez mała cała klasa skończyła studia wyższe z czego kilka osób matematyczne. Nasza obecność na ostatnim pożegnaniu Profesora była naszym obowiązkiem i oddaniem czci prawdziwej legendzie naszej szkoły i naszego miasta. Ta smutna uroczystość stała się przyczynkiem do spotkania po latach na którym wspominaliśmy czasy szkoły średniej. Z prawie połowy klasy jaka zgromadziła się na spotkaniu po pogrzebie każdy mile wspominał czas jaki spędziliśmy pod skrzydłami Grzegorza Lecherta. Jestem przekonany, że gdyby nie Jego osoba wielu z nas nie byłoby w tym miejscu swojego życia w którym jesteśmy dzisiaj – mówi Ryszard Pilarski, jeden z wychowanków profesora Lecherta.





















