Na facebookowej grupie „Jarosław Sosnowski – w imię sprawiedliwości” senator Grzegorz Fedorowicz opisał, jak trudno było znaleźć prawnika, który podjąłby się poprowadzenia sprawy Jarosława Sosnowskiego.
We wpisie senatora czytamy:
– Żeby działać skutecznie, potrzebowałem kancelarii prawnej. Takiej, która nie będzie reprezentować mnie, ale Jarka. Takiej, która pomoże występować do różnych organów i podejmie się tej sprawy trochę na zasadzie pro publico bono – żeby koszty nie obciążały ani jego, ani jego bliskich. Wiedziałem, że kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej.
Zacząłem szukać. Najpierw w Poznaniu.
Opowiadałem historię Jarka, streszczałem sprawę i za każdym razem spotykałem się z odmową. Żaden z mecenasów nie chciał się jej podjąć. Trafiłem również do dużej kancelarii mojego kolegi również w Poznaniu. Poprosił o przesłanie wyroków dwóch instancji. Pomyślałem: „to już, to będzie ten moment”. Jednak po zapoznaniu się z uzasadnieniami stwierdził wprost, że nie widzi szans na powodzenie.
To był trudny moment. Zwątpienie zawsze przychodzi po cichu.
Czasami jednak jest tak, że szukamy bardzo daleko, a rozwiązanie mamy tuż obok.
Przypomniałem sobie o znajomym Adamie Jasinskim, który prowadzi od dłuższego czasu niewielką kancelarię Kancelaria Radcy Prawnego Adam Jasinski niedaleko mojego biura senatorskiego we Wrześni. Mała kancelaria, ale bardzo dynamiczna. Pomyślałem: może Adam?
Kiedy opowiedziałem mu historię Jarka, nie zobaczyłem w jego oczach entuzjazmu. Raczej ostrożność. Te same wątpliwości, które widziałem wcześniej u innych prawników. Wyczuwałem też, że przez naszą znajomość nie chce powiedzieć od razu „nie”. To było zrozumiałe – doświadczenie, odpowiedzialność, wiara w system. Sam przecież kiedyś byłem w podobnym miejscu.
Nie naciskałem. Zamiast tego wysłałem mu wszystko, co miałem – wyroki, materiały medialne, słynny podcast, akta sprawy.
Mijały dni. Potem tygodnie. Cisza.
Przy kolejnym spotkaniu zapytałem o decyzję. Widziałem zakłopotanie. Poprosił o jeszcze trochę czasu, chciał przekazać sprawę do analizy swoim współpracownikom. Jednym z nich był jego syn, Jan. Janek jest na aplikacji radcowskiej.
Umówiliśmy się: dwa tygodnie.
Kiedy spotkaliśmy się ponownie, zobaczyłem coś, co znałem bardzo dobrze – Iskrę.
Tę samą, którą sam miałem kilka miesięcy wcześniej – moment, w którym z niedowiarka stajesz się kimś, kto zaczyna widzieć w tej historii coś więcej. Adam powiedział krótko:
– Wchodzę w to.
Poczułem ogromną ulgę i radość.
Kilka tygodni później pojechaliśmy razem na widzenie do Jarka, który przebywał już w Zakładzie Karnym w Strzelinie. Tam podpisał pełnomocnictwa i w ten sposób rozpoczęła się nasza współpraca.
Wracając z tego spotkania, zaczęliśmy układać plan działania. Podzieliliśmy się rolami. Ja zajmowałem się zabieganiem o różne rozstrzygnięcia i wsparcie instytucjonalne. Kancelaria – analizą akt, szukaniem podstaw do wznowienia postępowania lub wniesienia kasacji.
Tak zaczęła się współpraca z kancelarią Adama.
fot. Senator Grzegorz Fedorowicz i mecenasa Adam Jasinski w drodze do Zakładu Karnego.


















