Katarzyna Zdanowicz, prezenterka telewizyjna i autorka książki „Zawsze mówi, że wróci” była gościem słupeckiej biblioteki. O książce, jej bohaterkach – żonach i partnerkach polskich himalaistów, ale też pracy w telewizji rozmawiał z nią Michał Majewski.
Historie żon i partnerek himalaistów są ciekawsze niż samych himalaistów?
Dla mnie zdecydowanie tak, może dlatego, że górami aż tak się nie interesuję. Ale o wyborze bohaterek zdecydował zupełnie inny czynnik. W księgarniach jest mnóstwo książek opowiadających o himalaistach. Napisanie kolejnej dla mnie byłoby powieleniem tego, co już jest. O wiele trudniejszym zadaniem wydawało mi się namówienie partnerek tych mężczyzn, żeby opowiedziały jak życie z himalaistą wygląda.
Jeśli o namawianiu mowa. Jakich argumentów musiała Pani użyć, żeby te kobiety zgodziły się na szczerą rozmowę?
Każda z nich wymagała zupełnie innego podejścia, ale tak naprawdę zawsze wygrywa szczerość. Mówiłam im wprost, że zależy mi, żeby pokazać i trochę odczarować to środowisko. W przypadku himalaistów blask kierowany jest na nich, a nie wiemy, ile druga osoba musi poświęcić w związku, w rodzinie, kosztem siebie, żeby mężczyźni mogli się realizować. Chciałam też pokazać, jak dużą cierpliwością te kobiety się wykazują i jak daleko potrafią przekraczać granice tolerancji, po części i miłości.
Często Pani spotyka się z czytelnikami?
Dla mnie to nowa sytuacja, bo to moja pierwsza książka. Jej promocja miała miejsce 15 września i wtedy też zaczęły się spotkania. Najpierw odbywały się w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim, teraz jestem u państwa. Te spotkania są o tyle ważne, że mam możliwość otrzymania sygnałów zwrotnych od czytelników.
Powiedziała Pani, że himalaizm ma trochę wspólnego z dziennikarstwem.
Punktem stycznym jest to, że i himalaizm i dziennikarstwo to wielka pasja, uzależnienie, adrenalina. Gdy ona spada, zaczynamy czuć się z tym źle i szukamy kolejnych wyzwań. Telewizja jest pewnego rodzaju narkotykiem, dlatego pozwoliłam sobie tak porównać te dwie profesje.
W kontekście zarówno himalaizmu, jak dziennikarstwa użyła Pani słowa egoizm.
Świadomie użyłam takiego słowa, bo nieprawdą byłoby powiedzenie, że osoby, które dążą do zdobycia celu nie są egoistami. Są, i to bardzo dużymi, bo są nastawione wyłącznie na siebie. O tym mówią kobiety, które żyją albo żyły z himalaistami. Ale mówię też to z perspektywy swojego zawodu. Musi być ten pierwiastek, bo inaczej byśmy nie dążyli do doskonałości. Pytanie tylko, kiedy ta granica zaciera się na tyle, że nie potrafimy już dostrzec świata, która nas otacza.
Pani syn, jak wspomniała Pani na spotkaniu, zamiast bajek oglądał w domu programy informacyjne.
To właśnie wynik tego, że moje życie rodzinne jest podporządkowane zawodowemu. Cała rodzina jest podporządkowana w jakimś stopniu mojemu grafikowi. Ciężko wytrzymać z taką osobą, jak ja. Na miejscu swoich domowników nie wiem, czy bym ze sobą wytrzymała. Chyba raczej nie.
Niedawno przeszła Pani z TVN do Polsatu. W Polsacie przedstawia się inne informacje niż w TVN?
Nie, są te same informacje. Poruszane są tematy, którymi żyje Polska. Nie ma ograniczenia dostępu do tematów. Materiały budowane są w ten sposób, żeby pokazać każdą ze stron, zgodzie ze sztuką dziennikarską. Nie podpisałabym swoją twarzą materiału, gdzie występowałaby tylko jedna strona, a nie byłoby drugiej.
Pani w swoich programach częściej rozmawia z ekspertami niż z politykami. Z kim lepiej się rozmawia?
Zdecydowanie wolę z ekspertami. Te rozmowy są merytoryczne, a poziom polityki w naszym kraju jest bardzo gorący, przez co emocje jednej i drugiej stronie często puszczają.
Dziś, kiedy wszystkie informacje od razu są w internecie, codzienny program informacyjny ma tę samą rangę, co kiedyś?
Teraz każdy jest przyklejony do telefonu. Informacje mamy na wyciągnięcie ręki. Na portalach newsy do nas krzyczą, tylko ilu z nas wgłębia się w tekst? Czytamy tytuł, ewentualnie wstęp, po czym wyciągamy wnioski, niekiedy błędne. Tymczasem w programie informacyjnym przeprowadzamy widza przez najważniejsze wydarzenia całego dnia. Informacja jest rozbudowana, rzetelnie sprawdzona.
Od dwóch lat, codziennie w serwisach informacyjnych pojawiają się dane covidowe. Wyobraża sobie Pani jeszcze telewizję bez wiadomości o koronawirusie?
Marzę o takim wydaniu, bo będzie to oznaczać, że nastąpił koniec pandemii. Mam nadzieję, że zgodnie z tym, co mówią lekarze, kiedy przetoczy się u nas piąta fala i kiedy zaczniemy traktować covid jak grupę oraz kiedy większa część społeczeństwa zadba o siebie, pomoże nam to uniknąć wielu dramatów. Mam nadzieję, że taki dzień, szybciej niż później, nastąpi.
W każdej stacji jest dużo polityki. Poglądy polityczne dziennikarza pomagają czy przeszkadzają w pracy?
Oczywiście, każdy obywatel, dziennikarz także, ma swoje poglądy. Byłoby hipokryzją mówienie, że ich nie mamy. Ale rolą dziennikarza jest tak pokierowanie rozmową, żeby te poglądy nie wychodziły na jaw. Jeżeli jest rozmówca bliski naszym poglądom, przepytajmy go tak, gdybyśmy rozmawiali z osobą nieodpowiadającą naszym poglądom.
Co Panią irytuje w mediach?
Ostatnio irytuje mnie duży podział w społeczeństwie, który myślę jeszcze będzie postępował. Brutalność języka wkracza w różne dziedziny przekazu, również medialnego, a tak nie powinno być. Powinniśmy zatrzymać się w tym wszystkim i zachować pewne normy społeczne, również w kwestii używania języka. Trzeba mówić takim zjawiskom STOP.
Pochodzi pani z Solca Kujawskiego, miasta podobnego wielkością do Słupcy. Łatwo było małego miasta przebić się do dużej telewizji?
Wyjście z małej miejscowości do dużego miasta zawsze jest ryzykiem, czy się uda, czy nie będzie trzeba szukać innego zajęcia. Ale zawsze powtarzam, szczególnie młodym osobom, że najważniejsza jest determinacja. W moim przypadku właśnie determinacja doprowadziła mnie tam, gdzie chciałam pracować, mimo że wielokrotnie różne drzwi były przede mną zamykane.
Telewizja była zawsze Pani celem?
To wszystko przez ojca, który był niespełnionym dziennikarzem. Miał świetny głos, ale jego życie potoczyło się zupełnie inaczej. Ale tata zawsze mi powtarzał, że będę dziennikarką. De facto chyba spełniłam jego marzenie.
Na koniec chciałbym zapytać o Słupcę. Przyjeżdżając do nas wiedziała coś Pani o naszym mieście? I z jaką wiedzą o Słupcy wróci Pani do Warszawy?
Wiedziałem tylko, że jest do Was bardzo dobry dojazd z Warszawy. Poza tym, w ogóle nie znam tych okolic. Ale to też siła spotkań autorskich, bo pewnie tutaj będę nocować, więc będę miała okazję zobaczyć nie tylko bibliotekę, ale również inne miejsca.





















Telewizja po prostu kończy się. Chyli się ku upadkowi Szanowna Pani. Przejmuje to wszystko VOD, Netfliks, Player Youtube. I czy się to komuś podoba czy nie za 20 lat będą o telewizji tylko wspomnienia. Natkotykiem była w latach 70′ i 80′. A szkoda.