Prokuratura wyjaśnia okoliczności tragedii, do której doszło tuż obok naszego powiatu.
W miniony wtorek popołudniu policjanci dostali zgłoszenie o dziwnym zachowaniu mężczyzny w Adamowie. To niewielka miejscowość w powiecie konińskim, w gminie Kleczew, niedaleko Budzisławia Kościelnego i Trębów Starych, leżąca zaledwie kilka kilometrów od powiatu słupeckiego. Ze zgłoszenia wynikało, że 30-latek niepokoił mieszkańców jednej z posesji. Kiedy mundurowi byli w drodze na interwencję, na policję zadzwoniła kolejna osoba z informacją, że ten sam mężczyzna ją zaczepiał. Dwaj policjanci z komisariatu w Kleczewie odnaleźli go na pobliskiej działce rekreacyjnej. Mieli informację, że mężczyzna miał wcześniej zażywać środki odurzające, dlatego zanim dojechali na miejsce, wezwali karetkę pogotowia. – Podczas oczekiwania na przyjazd ratowników mężczyzna wyjął siekierę i zaczął grozić funkcjonariuszom. Po odebraniu mu tego narzędzia stawał się coraz bardziej agresywny. W pewnym momencie rzucił się na jednego z funkcjonariuszy, bijąc go pięściami po głowie – informuje Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Dalej relacjonuje, że policjanci przy użyciu siły fizycznej obezwładnili napastnika i założyli mu na ręce kajdanki. Chwilę po tym, po przyjeździe karetki pogotowia okazało się, że mężczyzna jest nieprzytomny. Pomimo przeprowadzonej reanimacji lekarz stwierdził zgon. – Interweniujący policjanci wymagali pomocy medycznej. Jeden z nich przebywa w szpitalu z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Drugi doznał urazu stawu łokciowego. W czynnościach wyjaśniających brał udział prokurator – dodaje rzecznik policji.
Konińska prokuratura wszczęła już śledztwo. Sprawdzać będzie, jak przebiegała policyjna interwencja oraz czy działanie policjantów mogło przyczynić się do śmierci mężczyzny. – Trzeba wyjaśnić, jak przebiegała interwencja do momentu, kiedy mężczyzna został skuty w kajdanki oraz, co wydaje się najważniejsze, dlaczego dopiero po pewnym czasie od skucia w kajdanki zauważono, że mężczyzna jest nieprzytomny – zapowiada Ewa Woźniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koninie. O ustaleniach w tej sprawie poinformujemy na łamach Kuriera.






















Za mocno go przydusili. Zdarza się. Gdyby się nie awanturował nie byłoby interwencji.
Zdarza się? Gdyby nie interweniowali albo zrobili to zgodnie ze sztuką chłopak by żył. Niestety coraz częściej takich przypadków gdy bandyci w mundurach nie chronią ale zabijają. Nie mówię akurat w tym przypadku ale latem tego roku Lubin i Wrocław zapisały się na kartach bandyckiego działania psów.