W słupeckim sądzie zapadł wyrok w sprawie wypadku, do którego doszło w styczniu w Woli Koszuckiej Parcele.
Dwa samochody osobowe były zmiażdżone, dosłownie wbiły się w stojącą przy skrzyżowaniu murowaną kapliczkę. Z Seata, znajdującego się bliżej drogi, wydobywały się już płomienie. Obok auta leżała młoda kobieta. Była przytomna. Sama opuściła wrak auta, zanim zaczął się jeszcze palić. Po chwili zaczęło się palić również zmasakrowane Audi, które znajdowało się między Seatem a kapliczką. Sytuacja była dramatyczna, bo w środku znajdował kierowca. – Nie można było nawiązać z nim żadnego kontaktu, na nic nie reagował. Było trzeba go natychmiast stamtąd ewakuować – relacjonował strażak, który wspólnie z innymi osobami, jeszcze przed przyjazdem służb ratował poszkodowanych. Udało im się gaśnicą wybić szybę i wydostać mężczyznę z wraku auta. Zdążyli dosłownie w ostatniej chwili. Kilkanaście sekund później cały samochód stanął w płomieniach. W tym czasie poszkodowany mężczyzna znajdował się już kilkadziesiąt metrów dalej, w bezpiecznym miejscu.
Oboje uczestnicy zdarzenia zostali zabrani do szpitala. Stan 38-letniego kierowcy Audi był bardzo ciężki. Na szczęście, mężczyzna wrócił do zdrowia. Prokurator przedstawił mu zarzut nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Śledztwo potwierdziło wstępne ustalenia, że to 38-latek, jadąc drogą podporządkowaną, nie zastosował się do znaku STOP i doprowadził do zderzenia z prawidłowo jadącym Seatem. Kierowca Audi dostał 2 tys. zł grzywny i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych kat. B na rok. Musiał też zapłacić ponad tysiąc złotych kosztów sądowych.




















