Pszczelarstwo to hobby i styl życia. Czasem dać się użądlić, ale czasem i posłuchać ich śpiewu. Pszczelarz musi je naprawdę polubić, by dobrze się nimi opiekować i poznać ich… wcale nie łatwe zwyczaje. – Myślę, że każdy pszczelarz jest szczęśliwcem, bo robi to co kocha. Wolę jak użądli mnie pszczoła niż poparzy pokrzywa, bo to naprawdę mniej boli – mówi śmiejąc się Kazimierz Andrzejak, pszczelarz z Drzewiec w gminie Zagórów.
Jego pasja nie zrodziła się przypadkowo. Kiedy przestał pracować, na emeryturze chciał zająć się czymś, by trochę zabić wolny czas. Nie wiadomo skąd padła wtedy decyzja o założeniu pasieki. Choć jakieś geny dobrego wielbiciela pszczół drzemały w nim przecież od dziada – pradziada. – Pamiętam, kiedy będąc małym chłopcem chodziłem z moim tatą zajmować się pszczołami. To były wówczas lata 60-te. Przyglądałem się, jak pracuje z pszczołami i bardzo mi się to spodobało. Choć… Zawsze podśmiechiwałem się trochę z niego, bo do pszczół chodził ubrany jak prawdziwy saper! Myślę, że od tego czasu, przez dziesięciolecia wiele w hodowli tych małych zwierzątek się zmieniło. Obserwacja ula i życia pszczół to niezwykle interesujące zajęcie. Mógłbym o tym opowiadać godzinami – zaczyna naszą rozmowę pan Kazimierz.
Kiedy mieszkaniec Drzewiec zdecydował się na pasiekę zaczynał od kilku uli. Teraz ma ich kilkadziesiąt. Choć jak dodaje, czasem brakuje sił, by to wszystko obrobić. Od samego początku pracy z pszczołami pogłębiał swoją wiedzę praktyczną i teoretyczną, dużo czytał, ukończył nawet technikum wieczorowe związane z pszczołami. Zagórowskiemu Kołu Pszczelarzy prezesował przez kilka lat. Dalej jest członkiem związku w Koninie, który zrzesza 22 jednostki podległe. Ale też był bystrym obserwatorem tego wszystkiego, co dzieje się w pszczelej rodzinie, bo jak dodaje, pszczelarstwo polega przede wszystkim na umiejętności obserwacji samych pszczół, ich rodzin oraz otaczającej je przyrody i na wyciąganiu trafnych wniosków z tej obserwacji. A umiejętną wiedzę zgłębia się naprawdę latami.
– Wszystko tutaj toczy się już wokół pszczół, sytuacji pogodowej, ale też tego jak i w jakim terminie zbierają nektar. I wszystko, absolutnie wszystko ma wpływ na to, w jakiej ilości pszczoły produkują. Zasada jest od wieków jedna – jeden ul to jedna rodzina. Na jedną rodzinę z kolei przypada od 50.000 do 100.000 pszczół, więc łatwo to wszystko przemnożyć! A tylko 1/3 z nich to zbieraczki. Nie ukrywam, pszczoły to był pomysł na zabicie wolnego czasu, ale szybko okazało się, że moje hobby staje się zajęciem na pełen etat, choć oczywiście, chciałem z tego też czerpać dochody. Wiadomo, początki zawsze bywają trudne. Ja jaki sprzęt do produkcji miodu miałem zakupić to zakupiłem, ale większość tego, co mam tutaj u siebie, wykonałem sam, co jeszcze bardziej mnie cieszy. Potem, w następnej kolejności zacząłem zajmować się hodowlą „matek pszczelich” – bo wiadomo, matka w ulu jest zawsze najważniejsza – oznaczona przyklejoną kolorową opalitką. Dzięki niej pszczelarz może ocenić, które matki należy przeznaczyć do wymiany ze względu na ich wiek. W dużych pasiekach zapamiętać tego nie sposób, dlatego powszechnie wykorzystywany jest system znakowania, oparty na kolorach – czyli mała kropeczka przyklejana do grzbietu matki pszczelej – dodaje.
Za jego domem rozciągają się pola. To w sadzie, wokoło drzew owocowych znalazł miejsce dla rodziny uli. To niemal prawdziwe osiedle! Częścią jego pszczelego gospodarstwa są także tzw. ule wędrujące, które wiosną pszczelarz wywozi w okolice Jaroszyna na połacie pól pachnącej fioletowej facelii czy kwitniejącego, żółtego rzepaku.
Miód zajmuje w ich domu wyjątkowe miejsce. I w przenośni, i dosłownie, bo przy pasiece działa niewielki, dobrze wyposażony sklepik. Kupimy w nim pięknie opakowane miody (w różnej wielkości słojach i w kilku rodzajach), jak pyłek czy pierzgę (czyli pszczele złoto), a także kit czyli przysłowiowy propolis. – Można pozyskać również jad pszczeli i mleczko, jednak ja go nie zbieram – tłumaczy.
Szybko okazało się, że zapotrzebowanie na miód od pana Kazia było coraz większe. Dlatego chciał rozwinąć pasiekę do takiego stopnia, by móc oferować miód przez cały rok. Ale jak dodaje, życie pszczół to są specjalne etapy. Wiadomo, najbardziej produktywne są wiosną i latem. Wtedy na 1 litr wyprodukowanego miodu potrzeba aż 3 litry nektaru, ale jak mówi pan Kazimierz, to zależy też od tego, z jakiej rośliny jest produkowany. – Praca pszczelarza to codzienny kierat – mówi pan Kazio. – Bo nigdy nie przewidzisz, czy osiągniesz zamierzone efekty finansowe. Pracujesz od wczesnego rana do późnych godzin wieczornych. Wiele zależy od pogody, na którą nikt niestety nie ma wpływu. Pszczoły też musisz dokarmiać syropem w odpowiednich proporcjach. To bardzo ważne, by te małe zwierzątka przetrwały. Pszczoły kojarzą się nam z wytwarzaniem miodu. Tymczasem natura wyznaczyła im jeszcze inne niezwykle ważne zadanie: zbierając nektar, zapylają kwiaty roślin. Pszczoła to przecie bardzo pracowity organizm. Niestety nie każdy je szanuje, o czym wiemy doskonale. Środki ochrony roślin stosowane w nieodpowiednim czasie i nieodpowiedniej porze mogą zrobić ogromne spustoszenie, co smuci bardzo. Ja mogę śmiało powiedzieć, że kocham pszczoły. Tylko ktoś, kto kocha je naprawdę, jest w stanie wytrzymać taki los – śmieje się pan Kazimierz. Pytamy więc, bo nasz rozmówca mówi, że rzadko jest żądlony przez pszczoły czy mogą poznawać swojego właściciela na przykład po zapachu. – To nieprawda, że pszczoły rozpoznają swojego właściciela. Żyją zbyt krótko i nie zdążą się do nas przyzwyczaić. A zwłaszcza te, w ulach wędrownych, bo kiedy po kilku tygodniach je przywożę, z zdecydowanej większości jest już nowe pokolenie.
Codzienna praca przy pszczołach, jak już wspomniałem uzależniona jest od pory roku. W okresie zimowym polega ona głównie na doglądaniu pasieki i reperowaniu lub montowaniu pewnych rzeczy do ula. Pszczoły w tym czasie znajdują się w lekkiej hibernacji i nie mają kontaktu z pszczelarzem. W sezonie natomiast – czyli w okresie od wiosny do jesieni pszczoły powinny być „oczkiem w głowie” pszczelarza, gdyż ten okres jest szczególnie ważny. W tym czasie nasza praca sprowadza się często do doglądania rodzin, czy mają wszystko czego im potrzeba do dobrego rozwoju, czy się nie nudzą i są zadowolone, w przenośni i dosłownie. Ale śmiało mogę powiedzieć, że „kto ma pszczoły, ten ma świat wesoły” – powiedział kończąc.
DR.
–





















oj Kazik twoje porównanie ,,lepiej niż użądli pszczoła niż poparzy pokrzywa „zamieniłbym na,, lepiej niż użądli mnie kilka pszczół niż pocałuje jedna wredna baba..