Juliusz Szot stracił zdrowie przez błąd lekarzy – nie mają wątpliwości biegli sądowi. Na podstawie ich opinii słupczanin od dwóch lat walczył o gigantyczne zadośćuczynienie. Niestety, wyroku nie dożył.
Juliusz Szot (†59 l.) całe życie miał problemy ze zdrowiem. Przez chory kręgosłup miał trudności z poruszaniem się, cierpiał też na tachykardię. Mimo tych trudności samodzielnie funkcjonował. Jego dramat rozpoczął się 30 grudnia 2015 roku. Niepozorny upadek we własnym mieszkaniu okazał się mieć bardzo dotkliwe skutki. – Zachwiałem się i przewróciłem do tyłu. Po chwili sam wstałem i położyłem się na wersalce. Po kwadransie stwierdziłem, że nie czuję nóg. Na pomoc wezwałem pogotowie – pan Juliusz opowiadał naszemu dziennikarzowi. Najpierw trafił do słupeckiego szpitala, stamtąd następnego dnia rano został przewieziony na oddział neurochirurgii w Koninie. Przeszedł operację, ale lekarzom nie udało się postawić go na nogi. Pękł mu krwiak w rdzeniu kręgowym, czego skutkiem był paraliż. Potem okazało się, że miał także złamany kręgosłup. Po 18 dniach spędzonych na oddziale neurochirurgii przez kolejne 4 miesiące leżał na oddziale rehabilitacyjnym. Później wrócił do domu. Pracownicy opieki społecznej próbowali umieścić go w domu pomocy społecznej, ale pan Juliusz zdecydowanie się temu sprzeciwiał. W sądzie wywalczył, że mógł pozostać w domu. Choć był przykuty do łóżka, właśnie w swoim mieszkaniu, które dzielił z siostrą, czuł się najlepiej.
Pan Juliusz za swoje zniszczone zdrowie obwiniał lekarzy ze szpitala w Koninie. – Leżąc w szpitalu dowiedziałem się, że operacja powinna być przeprowadzona najpóźniej dobę po upadku. W moim przypadku ta doba została mocno przekroczona. Gdybym szybciej był zoperowany, prawdopodobnie bym chodził – nie miał wątpliwości słupczanin. Dwa lata temu zdecydował się zawalczyć o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Wytoczył proces ubezpieczycielowi szpitala w Koninie (do lekarzy ze Słupcy pan Juliusz nie miał pretensji). Najpierw domagał się 50 tys. zł. Kiedy jednak biegli wydali opinię, z której wynika, że przez błąd lekarski ma 100-procentowy uszczerbek na zdrowiu, pan Juliusz, za pośrednictwem swojego pełnomocnika, zdecydowanie zwiększył roszczenie. Teraz proces toczy się o zadośćuczynienie i odszkodowanie w łącznej kwocie ponad miliona złotych. Co istotne, biegli podczas kolejnych przesłuchał podtrzymali swoje stanowisko, że przez błąd lekarski słupczanin całkowicie stracił zdrowie. Pan Juliusz cierpliwie czekał na finał procesu. – Wielokrotnie mi powtarzał, że ma dużo czasu, że nigdzie mu się nie śpieszy. Ze zrozumieniem przyjmował informacje o kolejnych czynnościach procesowych, jakie podejmowane były w tej sprawie – mówi Beata Becelewska, jego pełnomocnik.
Niestety, życie pokazało, że pan Juliusz wcale nie miał dużo czasu. Nie doczekał wyroku. Zmarł 22 lutego.
Po jego śmierci pani mecenas będzie wnioskować o zawieszenie toczącego się w sądzie postępowania. Później będzie mogło być ono kontynuowane, jeśli będą tego chcieli spadkobiercy pana Juliusza. Wówczas, jeśli sąd przyzna zadośćuczynienie bądź odszkodowanie, pieniądze trafią właśnie do nich.





















Bardzo wartościowy artykuł
Wiele wnoszący komentarz…
Bardzo wartościowe i wiele wnoszące komentarze
Julek był bardzo w porządku. Pamietam jak graliśmy w piłkę na blokach. Człowiek miejacy bardzo dużo wiedzy i pomagający w odrabianiu lekcji z historii. Nie raz pewnie zagramy Jeszce w piłkę nożną. (*)
Polska eto dzikie plemiono