To pierwsze tego typu przedszkole w naszym regionie. W lipcu leśne przedszkole „Lisia baza” w Piotrowicach zostało oficjalnie wpisane do rejestru przedszkoli niepublicznych. Tym samym rozpoczęło przedszkolną działalność. O tym, czym tego typu placówka różni się od innych przedszkoli – rozmawialiśmy z jego właścicielką, Alicją Kołodziejczyk.
O „Lisiej bazie” słuchaliśmy od kilku dobrych lat. W lipcu – przedszkole oficjalnie zyskało miano niepublicznego przedszkola. Dotychczas działało w ramach warsztatów i zajęć, które jej właścicielka organizowała na terenie Słupcy i regionu.
Marta Kaźmierowska: Czym „Lisia baza” różni się od innych przedszkoli?
Alicja Kołodziejczyk: Jest niestandardowe. Czasami trafiają do nas rodziny, które szukają czegoś „innego”. Czym się różni nasze przedszkole? Tym, że wychodzimy na dwór w każdą pogodę, ale jednocześnie nie ryzykujemy życia dzieci. Kiedy są jakieś alerty pogodowe, to zwracamy na nie uwagę. Nie wychodzimy w trakcie burzy, śnieżycy, kiedy wieje mocny wiatr, to unikamy wysokich drzew. Zimą spędzamy więcej czasu w sali. Posiadamy budynek. Zgodnie z polskim prawem każde przedszkole musi posiadać budynek, który spełnia wymogi sanepidu i straży pożarnej.
– To przede wszystkim leśne przedszkole, na co wskazuje otoczenie. Znajdujemy się w pięknych okolicznościach przyrody. Wokół wszędzie praktycznie są drzewa.
– Znajdujemy się na prawie 3-hektarowej działce. Mamy las brzozowy, czeremchę zwyczajną. Mamy komfort, ze mamy las pod salą, więc nie musimy nigdzie chodzić, ale też nasze przedszkole jest przedszkolem wycieczkowym. Mamy wyjazdy i wycieczki regionalne, bo chcemy, żeby dzieci znały swój region. Chcemy, żeby wiedziały, co znajduje się w okolicy, co warto znać. W roku szkolnym, przynajmniej raz w tygodniu będziemy starali się wyjeżdżać do parków krajobrazowych na terenie powiatu, czy też innych ciekawych miejsc w pobliżu.
– Mówiłyśmy o lesie, ale na działce znajdują się także… kozy.
– Tak, mamy małe stadko kózek. Dokładnie cztery. Dzieci je bardzo lubią.To jest dla nich aspekt edukacyjny, ale także uczą się empatii.
– Jak działa przedszkole leśne?
– Chodzi o to, żeby dzieci nie bały się przyrody, żeby się z nią poznawały. Zależy nam na tym, aby dzieci potrafiły rozpoznać rośliny, zwierzęta. Przykładowo – jeśli dziecko widzi motyla, to chcemy, żeby potrafiło go rozpoznać po jego nazwie. Chcemy, żeby dzieci oswoiły się z owadami, insektami, które wielu, nas dorosłych odstraszają. Dzieci w przedszkolu leśnym mają wiedzę przyrodniczą na wyższym poziomie – często na poziomie dzieci w szkole podstawowej. To taka edukacja naturalna, dostosowana do tego, jak dziecko się rozwija.
Oczywiście spełniamy wszystkie wymogi i realizujemy podstawę programową. Pracujemy w nurcie pedagogiki waldorfskiej, Marii Montessorii, a także planu daltońskiego. Część zajęć realizujemy na dworze. Przykładowo – podczas deszczu rozkładamy tarp, który zabezpiecza nas przed opadami i wiatrem. W słoneczne dni możemy się udać w cień, do lasu. W wietrznie dni – możemy wejść do sali. Uważam, że w przedszkolach leśnych jest rozszerzenie materiałów – szczególnie tych przyrodniczych.
– Ile obecnie przedszkole liczy dzieci?
– Na razie mamy 9 dzieci. Będziemy mieli tylko jedną grupę przedszkolną, która będzie grupą mieszaną. Mamy taką politykę, że jedne dzieci uczą się od drugich. Starsze uczą np. empatii i wyrozumiałości młodszych. Młodsze – uczą się od starszych zasad, które wcześniej zdążyli poznać w przedszkolu. Uważam, że to jest bardziej naturalne dla rozwoju człowieka. Tak samo jest w społeczeństwie. Nie pracujemy wyłącznie z osobami, którzy mają przykładowo 33 lata, ale pracujemy z osobami starszymi lub młodszymi od siebie. Czasami pojawiają się takie głosy, że 4-latki pracują inaczej niż 3,5, czy 6-latki. Ważne jest dostosowanie programu. 3-latkowi możemy dać mniejszy zakres zadania do wykonania, a 5-latkowi większy. Kategoria wiekowa nie zawsze określa umiejętności młodego człowieka. Często bywa tak, że niektóre 2-latki potrafią zrobić to, co powinien zrobić 4-latek.
– Powiedzmy trochę o bazie, zapleczu. z czego mogą skorzystać dzieci?
– Część tego terenu pozostaje dzika. Mamy taras, piaskownicę, górkę błotną, kuchnię błotną, kozy, a także huśtawki, drzewa wspinaczkowe i miejsca, gdzie budujemy szałasy. Moja wizja i plany są rozległe. Chciałaby, aby w niedalekiej przyszłości powstał tu naturalny plac zabaw, a także wierzba energetyczna. Jest co robić.
– Od lat prowadzisz warsztaty w Słupcy – „Wakacje pod chmurką”. To trochę przedsmak leśnego przedszkola. Z tego, co pamiętam, podczas warsztatów dzieci nabywały praktycznych umiejętności, które mogą im się przydać w życiu. Tego zapewne również będą uczyć się podczas zajęć w przedszkolu?
– Tak, to umiejętności, których nie ma standardowo w przedszkolu lub w szkole. Używamy prawdziwych narzędzi: młotków, gwoździ, wkrętarki, piły do drewna. Uczymy się budowania szałasów, rozpalania ogniska, czy rozkładania tarpu, obsługi krzesiwa.
– Zgłasza się wielu rodziców?
– Zgłasza się coraz więcej rodziców, którzy szukają czegoś innego. Przedszkola leśne są coraz bardziej znane… To jest pierwsze przedszkole leśne w okolicy. Nie ma takiego ani we Wrześni, ani w Koninie. Planowałam otwarcie lisiej bazy od 2016 roku, kiedy urodziła się moja córka. Na jednym ze szkoleń poznałam ideę przedszkoli leśnych. Prowadziły to dziewczyny z przedszkola „Puszczyk” w Białymstoku. Od tamtej pory dążyłam do tego, żeby takie przedszkole otworzyć. Od podstaw tworzyliśmy budynek, tworzyliśmy to miejsce. Byliśmy w to zaangażowani rodzinnie. Cieszę się, że rodzina mi pomagała, znajomi, że już możemy działać.
– Ile dzieci maksymalnie może uczęszczać do Twojego przedszkola?
– Maksymalnie mamy pozwolenie na 30 dzieci – jeśli chodzi o budynek – ale ze względu na to, że działamy na dworze, to mamy możliwość podzielenia ich na różne grupy. Jedna grupa jest na dworze, druga w przedszkolu. Na pewno nie będzie tak, że będziemy się dusić w sali. Jeśli chodzi o kadrę – na 9 dzieci przypadają aktualnie 3 osoby. Chciałabym, żeby na 5-8 dzieci była przynajmniej jedna osoba.
– Czy zanim podejmiemy decyzję o zapisaniu dziecka do przedszkola, możemy skorzystać z zajęć adaptacyjnych?
– Oczywiście. Zapraszam zainteresowanych, aby zobaczyli jak wygląda nasz dzień. Mamy całoroczne zapisy. Adaptacja dziecka odbywa się u nas w modelu berlińskim. Trwa dłużej, niż 3 dni, bo 2 tygodnie. To może być wymagające, bo ludzie pracują, ale jeśli ktoś jest po urlopie macierzyńskim lub tacierzyńskim – to można to zaplanować.






















Alicja jest wspaniałą kobietą, tak wrażliwą i zakochaną w naturze. Wspaniale, że podjeła tak ogromny wysiłek w stworzenie cudownej dla dzieci (i rodziców) miejscówki! Powodzenia zapisujcie się bo warto! 🙂