18 osób w tym roku pieszo pielgrzymowało do Giewartowa, na uroczystości odpustowe.
Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne, pielgrzymka nie miała zorganizowanego charakteru. Mimo to nie zabrakło osób, które indywidualnie zdecydowały się pokonać kilkunastokilometrową trasę. Rano spod kościoła pw. św. Wawrzyńca wyszło 5 osób. Później dołączali kolejni pielgrzymi. Łącznie, do Giewartowa dotarło 18 osób. Trasę, kolejny raz pieszo pokonał m.in. Andrzej Kiełbowicz. – W czasach niewoli i zaborów, dwóch wojen światowych czy powojennego reżimu komunistycznego Słupczanie po kryjomu i w tajemnicy udawali się na odpust, by podziękować świętemu Rochowi za ocalenie od pandemii, która trzy wieki temu dziesiątkowała mieszkańców grodu nad Meszną i dzięki modlitwie i wstawiennictwu Słupczanie postanowili corocznie i nieprzerwanie uczestniczyć w lokalnej 12-kilometrowej pielgrzymce na tyle skutecznie, że morowe powietrze już omijało Słupcę. A wspomnieć należy to, że po zakończeniu I wojny światowej po drugiej stronie granicy dawnych zaborców istniał obóz jeniecki zbudowany przez Niemców, a po wojnie polsko-bolszewickiej zostali internowani tam jeńcy rosyjscy z tej wojny. Tam choroby dziesiątkowały obóz, a Słupcę na szczęście omijały. Wobec takich faktów nie należy do tego przejść obojętnie – przypomina Andrzej Kiełbowicz. Po zakończeniu uroczystości troje pielgrzymów pieszo wróciło do Słupcy. Do domów dotarli ok. godz. 18.00. – Z nadzieją, że za rok będzie lepiej – mówią.
fot. Photo Memories Eryk Kostrzewa





















Jeńcy rosyjscy byli w Strzałkowie utrzymywali bez jedzenia. Katyń nie jest za darmo.
Poczytaj sobie kolego lub posłuchaj od ludzi starszych jak poczynała sobie armia radziecka na ziemiach polskich w latach 1919 -20 z ludnością cywilną a także jeńcami jak żywcem zasypywali ludzi gwałcili i zabijali bez powodu a potem pisz swoje komentaże.