Od 15 marca do końca maja, w związku z panującą epidemią koronawirusa, sądy powszechne w całej Polsce orzekały tylko w minimalnym, tzw. pilnym, zakresie. Reszta spraw leżała i czekała na lepsze czasy. Jak poinformował w rozmowie z nami prezes Sądu Rejonowego w Słupcy Tomasz Miśkiewicz, w okresie od 13 marca do 12 maja br. odwołano w Sądzie Rejonowym w Słupcy łącznie 707 rozpraw i posiedzeń jawnych. Sprawy te zostały wyznaczone na inne terminy. – Sprawy cały czas wpływały do sądu, z tym że drogą pocztową. We wszystkich tych sprawach podejmowane były czynności. Sprawy były rejestrowane, kierowane do Systemu Losowego Przydziału Spraw, wyznaczano też terminy rozpraw i posiedzeń jawnych, z tym że są one odleglejsze, niż w normalnej rzeczywistości – powiedział prezes Tomasz Miśkiewicz.
Dopiero od poniedziałku, 1 czerwca, w ramach kolejnego etapu odmrażania państwa, nastąpił powrót do normalnej pracy sądów. Obowiązują jednak specjalne rozporządzenia, a w ramach nich obostrzenia, takie jak m.in. noszenie maseczek, mierzenie temperatury przy wejściu do obiektu, jak również ograniczenia w uczestniczeniu w rozprawie.
Do budynku sądu są wpuszczane wyłącznie osoby bez objawów choroby. Osoby, które odmówią pomiaru temperatury albo u których termometr pokaże więcej niż 38 stopni Celsjusza, nie będą wpuszczane do środka. Przy wejściu bezwzględnie należy dezynfekować ręce.
Na salach rozpraw, składy sędziowskie są oddzielone szybą pleksi. Co godzinę sala musi być przewietrzana, dezynfekowane klamki, uchwyty i powierzchnie dotykane. Pod koniec każdego dnia sale rozpraw są dezynfekowane w całości.
Prezesa słupeckiego sądu zapytaliśmy, ile szacunkowo w obecnej sytuacji czasu zajmie „nadrabianie zaległości”. – Oczywiście, rośnie ilość spraw niezałatwionych, wydłuża się czas trwania postępowań sądowych, ale nie można obecnie określić jak długo potrwa „wychodzenie” z zaległości.






















Panie Prezesie w takiej sytuacji należy większość spraw „dętych” umorzyć albo wydać amnestię i po problemie,mówię poważnie.