3,2 promila alkoholu oraz substancje psychotropowe miał w organizmie słupczanin, który zginął na przejeździe kolejowym na ul. Pyzderskiej – wykazało śledztwo dotyczące tragedii sprzed czterech miesięcy.
Piątek, 12 lipca br., kilka minut po godz. 23.00. Na przejeździe kolejowym na ul. Pyzderskiej zamykają się rogatki. Z obu stron zatrzymuje się po kilka samochodów. Uwagę oczekujących kierowców przykuwa dziwnie zachowujący się mężczyzna. Jeden z nich zauważył go już chwilę wcześniej. – Jadąc od Słupcy za zakrętem przed przejazdem mijałem mężczyznę idącego jezdnią, szedł całym pasem drogi. Widziałem, że zapory są opuszczone, więc powoli dojechałem do przejazdu i nie wyłączając silnika obserwowałem tego mężczyznę w lusterku. Gdy doszedł do mojego samochodu oparł się o jego tył i czekał. Nie zwracałem uwagi, gdyż widziałem, że jest pijany – zeznał kierowca pierwszego samochodu, który zatrzymał się przed szlabanem. – Przed przejazdem pierwszego pociągu mężczyzna podszedł do rogatek i oparł się o nie. Po chwili od strony warszawy przejechał pociąg towarowy. Jak ten pociąg przejechał, a rogatki nadal były opuszczone ten mężczyzna zaczął podnosić rogatkę z przeciwnego pasa ruchu. Odpiąłem pas, chciałem pobiec do niego, żeby go powstrzymać, ale było już za późno. Ten mężczyzna znalazł się na torowisku. W tym momencie nadjeżdżał pociąg osobowy od strony Poznania. Dobiegłem do opuszczonych rogatek i w tym momencie pociąg uderzył w tego mężczyznę. Poczułem tylko silny podmuch wiatru – przebieg tragedii opisał jej naoczny świadek. Mężczyznę, który wszedł na tory próbowali powstrzymać kierowcy, którzy czekali z drugiej strony przejazdy. Wyszli z samochodów i krzyczeli do niego, ale ten w ogóle nie reagował. Po przyjeździe służb ratunkowych, które oświetliły miejsce tragedii, udało się znaleźć ciało potrąconego przez pociąg mężczyzny. Znajdowało się ok. 20 metrów od przejazdu. Dopiero po kilku godzinach śledczym ustało się ustalić tożsamość ofiary wypadku. To Dariusz Z., 44-letni słupczanin, który mieszkał w pobliżu przejazdu, na ul. Zagórowskiej. Jak zeznała jego partnerka, ostatni raz widziała go w piątek, w godzinach popołudniowych. Gdy około 19.00 wyszła z mieszkania, Dariusz spał. Dwie godziny później rozmawiała z nim przez telefon. Mówił, że jest w domu. Krótko potem musiał wyjść z mieszkania. Gdzie i po co poszedł – tego śledczym nie udało się ustalić. Kiedy doszło do tragedii, najprawdopodobniej wracał do mieszkania.
Śledztwo nie zmieniło początkowe ustalenia. Nagranie z kamery umieszczonej w lokomotywie potwierdziło to, co mówili naoczni świadkowie – że mężczyzna wszedł na przejazd mimo opuszczonych rogatek. Najprawdopodobniej był przekonany, że po tym, jak przejechał pociąg towarowy będzie mógł bezpiecznie przejść. Nie wziął jednak pod uwagę, że z chwilę z drugiej strony przejedzie kolejny skład. Być może zauważyłby drugi pociąg, gdyby nie był kompletnie pijany. Badanie krwi wykazało w jego organizmie obecność alkoholu (aż 3,2 promila) oraz substancji psychotropowych.
Niedawno śledztwo zostało umorzone. Policjanci i prokurator nie mieli wątpliwości, że doszło do tragicznego wypadku. Spowodował go wyłącznie mężczyzna, który zginął.




















