Jerzy Naszkowski wiersze pisze całe życie. W wieku 71 lat zdecydował się wydać pierwszą książkę.
Pan Jerzy od urodzenia mieszka w Słupcy, wiele lat był zawodowym kierowcą. – I alkoholikiem. Piłem ponad 40 lat, często i dużo – przyznaje słupczanin. Alkoholu nie rusza od 2000 r. Wtedy, jak sam przyznaje, drugi raz się urodził. W zeszłym roku urodził się po raz trzeci, kiedy doszedł do siebie po bardzo ciężkiej zapaści zdrowotnej. Wiersze, które wydał w swojej książce powstały w ciągu minionego roku. – Pisałem całe życie, ale kilka tysięcy wierszy, tych z okresu mojego alkoholizmu, spaliłem. Wtedy wydawały mi się dobre, po trzeźwemu oceniłem je jako fatalne – mówi. W ciągu minionego roku napisał około 400 wierszy. Głównie o życiu, śmierci, tęsknocie, miłości. – Nostalgiczne, liryczne i pełne zadumy nad przemijaniem utwory wprowadzą nas w melancholijny nastrój, który pozwala nam świadomie wniknąć w przeżycia autora. Odczuwamy jego niepokój, radość, wzruszenie i miłość, zanurzamy się w oceanie uczuć, pozwalając, by przenikały nasze umysły i wzbogacały nas duchowo. Prawdziwa ponadzmysłowa uczta, o którą trudno w dzisiejszym racjonalnym świecie – czytamy w opisie pierwszej książki pana Jerzego, zatytułowanej „Może umarłem”. Autor wydał ją sam, za własne pieniądze. Sam też będzie ją sprzedawać.





















Bez sensu