Jak mawiał Stacy Snapp Killian: „Twoje włosy są twoją aureolą, noś je dobrze”. Mogą zmienić oblicze człowieka, a nawet być w pewnym sensie dla niego terapią. O tym właśnie opowie Monika Stawniak ze Strzałkowa.
Wizerunek to wszystko to, co myślą i jak odbierają nas inni. Poza tym, to, jak jesteśmy ubrani czy uczesani, jest nieodzowną częścią naszej osobowości i dzięki tym elementom możemy wyrazić siebie.
Droga zawodowa naszej bohaterki była długa i trochę wyboista. Przez pewien czas marzyła o pielęgniarstwie. Jednak w tym temacie zawiodła królowa nauk – czyli matematyka. Jej mama wtedy podsunęła pomysł, by została krawcową lub fryzjerką. Z „igłą” nie było jej po drodze. Wybrała więc to drugie.
– Moją pierwszą nauczycielką fachu była Mirka Wojtkowiak – bardzo wymagająca szefowa. Myślę, że jej wymagania były czasem wręcz ekstremalne, jednak cieszę się, że tak dobrego człowieka spotkałam na swojej drodze, ponieważ oprócz zawodu nauczyła mnie twardo stąpać po ziemi, a także ukształtowała mój charakter. I pokazała piękno tego zawodu. A ponadto zawsze lubiłam tworzyć, układać fryzury, ciąć włosy. Kiedyś nawet… oczywiście za zgodą i trochę z niewiedzy mojej szefowej z długich włosów mężczyzny zrobiłam baaaardzo krótkie, a przyszedł tylko do wyrównania. Co prawda nową fryzurę przyjął na klatę nie mając większych zastrzeżeń – śmieje się Monika, wspominając początki swej pracy.
Zapytana o to, co jest najpiękniejsze w tym zawodzie, nadmienia, że robi to, co kocha. W przyszłym roku minie 30 lat odkąd prowadzi swój mały zakład fryzjerski na ulicy Sikorskiego. Otwierała go mając niespełna 19 lat. I jak tłumaczy, jej rozwój zawodowy niejednokrotnie był okupiony przez ciężką pracę. – Tutaj wiem, że żyję! Z uśmiechem na twarzy idę do pracy, spotykam tam nowych ludzi i zmieniam ich wizerunek. Wielu z nich też od wielu, wielu lat wraca. Najpiękniejszy widok dla fryzjera po wykonaniu zabiegu? To, jak kobieta spogląda w lustro i widać w jej oczach, że czuje się piękna. Ale nie ukrywam, fryzjerstwo wymaga stałego szlifu, ciągłego dokształcania się. Nowe trendy w koloryzacjach, stylizacjach, cięciach powodują, że fryzjerstwo stawia przed nami stale nowe wyzwania. To jakby powiedzieć, stale rozwijająca się dziedzina. I tutaj na pewno trzeba chcieć się uczyć. W tej dziedzinie wiele się zmienia i to szybciej, niż się nam wydaje. Jeszcze jakieś 20 lat temu trendem była „trwała”, kto jej nie miał, nie podążał za modą. Przez kolejne lata to wszystko bardzo się zmieniło. Teraz w modzie jest… naturalność i jak największe wyeksponowanie tej naturalności. To powrót do koloryzacji, dodanie elementu refleksów słonecznych, jakby lekkie muśnięcie słońcem. Dlatego jak tylko mogę korzystam z różnego rodzaju szkoleń, chcę się rozwijać i doskonalić swoje umiejętności. Fryzura musi pasować charakterem do naszej osobowości, być odzwierciedleniem duszy. Mówi się, że fryzjer jest też dobrym psychologiem i to jest w pewnym sensie prawda. Niejednokrotnie ludzie przychodzą po nową fryzurę, ale też po… poradę, doradzenie się albo wygadanie po prostu. Ja zawsze mówię, że trzeba słuchać, a nie słyszeć. Teraz mogę powiedzieć, że moi klienci to taka moja mała rodzina – dodaje Monika.
Wiele osób chce wzorować się na wizerunku znanych postaci, nie biorąc pod uwagę tego, że coś, co świetnie wygląda u kogoś, niekoniecznie będzie do nich pasować. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do każdego, określenie jego typu urody, stylu ubierania się, wyczucia, jaki ma temperament. – Staram się doradzić co mogłoby pasować do twarzy, a co niekoniecznie. Ja mówię, że włosy to moje płótno. To jest totalnie twórcze. Ale do artyzmu tutaj długa droga. Najpierw liczy się rzemiosło, a potem tworzenie. Ważne jest to, że lubię ludzi i lubię tutaj być. To jest moje wszystko. Czasem tak szczerze mówiąc nie czuję, że jestem w pracy, bo to jest to, co kocham, co pochłania mnie bez reszty – tłumaczy.
Pytana o to czy z fryzjerstwem można się urodzić, nie potwierdza i nie zaprzecza. – Ważne są predyspozycje, może talent wrodzony, ale to za mało. Szczególnie na początku tej drogi zawodowej to mozolna nauka. Czasem trzeba wykonać wiele razy daną fryzurę, aby dojść do pewnej doskonałości. Trzeba też umieć wysłuchać krytyki, bo to przecież nie jest przeciwko nam, tylko dla nas. Czy są minusy? Oczywiście! Jak w każdej pracy. Pracujemy przeważnie stojąc. To, po kilku godzinach czuje nasz kręgosłup. Musimy być również skupieni, aby wszystko zostało wykonane, tak jak chcemy i tak jak oczekuje od nas ten siedzący w fotelu. Podkreślenia wymaga też fakt, że od fryzjera wymagamy dużo, dużo więcej, niż 30 lat temu. I ludzie oczekują od nas, że i my musimy podążać za nowymi trendami, za modą. Myślę, że to się udaje – powiedziała kończąc.



















