– Zawsze pełna energii, była lubiana przez rodzinę i znajomych. Miała tyle pomysłów. Czuła, że słabnie, zdawała sobie, że kolejna chemia słabiej działa, ale walczyła do końca. Jeszcze rano z nami rozmawiała. A o godz. 16.20 zakończyła swoje ziemskie życie – opowiada mama Sylwii Śmigielskiej.
Sylwia Śmigielska ukończyła szkołę w Lądku. Naukę kontynuowała w zawodowej szkole handlowej, a potem ukończyła średnią szkołę dla pracujących w Słupcy. Przez lata pracowała jako ekspedientka w Lądku, Ciążeniu i Woli. Od 2 lat pracowała w słupeckim Hallermannie. Nigdy na nic się nie użalała, ale 7 miesięcy temu poczuła się źle i udała się do lekarza. Były wstępne podejrzenia, ale ostateczna diagnoza została postawiona w Poznaniu. Okazało się, że choruje na chorobę nowotworową. Niestety nowotwór był bardzo inwazyjny. Śp. Sylwia przyjęła kilka rzutów chemii i naświetlania, ale nowotwór nie odstępował. Kolejno źle zaczynały pracować różne narządy. Choroba postępowała. – Odeszła na wieczny spoczynek kolejna bliska mi osoba. Mąż zmarł kiedy dziewczynki Sylwia i Marta były małe. Jedna miała 5 a druga 2 lata. Mogłam liczyć na wsparcie rodziców i brata. Córka nie skarżyła się na nic wcześniej. 20 lutego trafiła do szpitala na Garbarach w Poznaniu. Diagnoza była jak wyrok. Od tego czasu córka się intensywnie leczyła. Przechodziła kolejne chemie i naświetlanie. Po 2 chemiach czuła się dobrze, trzecią przyjęła już gorzej, a potem były kolejne. Żyła nadzieją, że będzie lepiej. Wsparciem dla Śp. Sylwii była także siostra Marta, rodzina i przyjaciele. Nie zapomnieli nawet o jej imieninach choć wiedzieli w jakim jest stanie. Byli z nią do samego końca. Z córką rozmawiałyśmy jeszcze tego ostatniego dnia. Nic nie wskazywało, że to będzie ten ostatni. W moim sercu pozostanie jako bardzo pogodna osoba, pozytywnie nastawiona do życia. Miała piękny długi warkocz i taki piękny uśmiech. Spoczęła na cmentarzu w Lądku – mówi mama Sylwii.




















Panie Boże przytul do Siebie, w cierpieniu tą dziewczynę i jej bliskich.
wspaniala dziewczyna ,ciepla sympatyczna pelna energii zal ze tak szybko musiala odejsc
Anonim- zastanawiam się dlaczego Bóg dobrych ludzi odwołuje z tego świata a tyfusów którzy nie rokują nadziei poprawy zostawia.
Wielka szkoda.Dobry czlowiek
Tyfusów zostawia
bo daje im szanse poprawy.