Słupecka prokuratura zakończyła śledztwo dotyczące tragedii, do której doszło w tym roku w Jeziorze Powidzkim.
Do zdarzenia doszło 25 maja, w godzinach popołudniowych. – Podczas prowadzonych działań profilaktycznych na brzegu Jeziora Powidzkiego nasza jednostka otrzymała zgłoszenie od osób pływających łodzią po akwenie o zauważeniu dryfującej w wodzie osoby, która nie wykazywała oznak życia – relacjonowali strażacy z Kosewa. – Niezwłocznie udaliśmy się w rejon wodowania łodzi, skąd rozpoczęliśmy działania ratownicze. Po dotarciu na miejsce, poszkodowany mężczyzna okazał się nurkiem. Został on wydobyty z wody na pokład naszej jednostki pływającej. Już w tym momencie rozpoczęliśmy walkę o jego życie, podejmując czynności resuscytacyjne. Po dotarciu do brzegu, kontynuowano działania ratownicze do czasu przybycia zespołu ratownictwa medycznego. Mimo natychmiastowej reakcji i prowadzenia zaawansowanej reanimacji, życia poszkodowanego nie udało się uratować. Z uwagi na brak pewnych informacji, czy w wodzie nie przebywają inne osoby, natychmiast podjęto decyzję o rozpoczęciu akcji poszukiwawczej. Rejon zdarzenia został dokładnie przeszukany przy użyciu dostępnego sprzętu oraz we współpracy z zadysponowanymi grupami specjalistycznymi – dodali.
Później ustalono, że tragicznie zmarły płetwonurek nurkował sam. Wyjaśnieniem okoliczności tragedii zajęła się słupecka prokuratura. Kluczowa w sprawie była opinia biegłego z dziedziny medycyny sądowej. Lekarz stwierdził u 59-latka nagłe zatrzymanie krążenia w przebiegu urazu ciśnieniowego, do którego doszło w trakcie nurkowania. Śledczy sprawdzili też sprzęt, którego tragicznego dnia używał płetwonurek. Był w dobrym stanie technicznym. Wykluczono, by sprzęt zawiódł i w jakikolwiek sposób przyczynił się do tragedii. Ostatecznie, przy stwierdzeniu, że nikt w żaden sposób nie przyczynił się do śmierci płetwonurka, śledztwo zostało umorzone.





















