Pavlo Bodak (†24 lat), obywatel Ukrainy, pracownik z Kotuni, zginął w wypadku na drodze S11. Fundacja La Promessa organizuje zbiórkę pieniędzy dla jego rodziny.
Na Ukrainie Pavlo uczył się jako elektromonter – informatyk. Pracę zaczął bardzo szybko, nie bał się podejmować nowych wyzwań. Pracował na taxi we Lwowie, w Polsce przy szyciu pokrowców do aut, w Holandii, w Niemczech, a potem znów wrócił do Polski, pracując w branży drogowej. W firmie z Kotuni pracował od 10 maja br. Bardzo mu się tu podobało. – Był dobrym człowiekiem, nie kłócił się z nikim, miał wielu kolegów. Potrafił oddać ostatnie pieniądze, by wesprzeć innych potrzebujących. Wszędzie było go pełno, wszystko chciał wiedzieć – czytam na stronie fundacji La Promessa.
Pavlo zginął w wypadku, do którego doszło 29 lipca na drodze ekspresowej S11 w Kórniku. Kierujący busem uderzył w ekipę pracowników drogowych, którzy właśnie rozpoczynali pracę.
Fundacja La Promessa organizuje zbiórkę pieniędzy dla rodziny Pavlo, która mieszka na Ukrainie. Jego śmierć opłakują: tata Lubomyr (52 lata), mama Nataliia (45 lat) oraz brat Sviatoslav (17 lat).
Pan Lubomyr pracuje, jest ślusarzem – blacharzem. Pani Nataliia, nie pracuje, gdyż jest po nowotworze węzłów chłonnych. Sviatoslav uczy się, marzy by zostać protetykiem, jednakże choruje. Sviatoslav ma nowotwór mózgu, który na ten moment ani nie maleje, ani nie powiększa się. Do tej pory, to Pavlo wspomagał rodzinę w ich trudnej sytuacji życiowej, stąd praca w Polsce – by mogli godnie żyć i leczyć się. Niestety, na Ukrainie za opiekę medyczną również trzeba płacić, na co Państwa Bodak nie stać. Zwracamy się do Państwa o wsparcie rodziny Pavlo, gdyż on sam już nie może tego zrobić. Sytuacja jest niezwykle ciężka i wyjątkowa – apeluje fundacja, prosząc o wpłaty na konto: 86 1870 1045 2083 1025 1389 0001, Nest Bank S.A., Kod SWIFT: NESBPLPW, tytułem: Pavlo. Wszystkie wpłacone pieniądze trafią do rodziny Pavlo. Fundacja La Promessa nie pobiera żadnych prowizji i opłat.





















Szkoda człowieka. Kto tym ludziom zgotował taki los że u siebie pracy nie mają ?
My też jedziemy do pracy do Niemiec
Każdy szuka lepszego życia.
Może tam..
W Domu Pana…
Wieczny odpoczynek…
Wina firmy w której pracował . Roboty drogowe oznacza się dużo dużo wczesniej
W NIEMCZECH TO BYŁOBY NIEMOŻLIWE.
Poznałam tego człowieka ..służbowo…bardzo fajny sympatyczny młody człowiek jestem zszokowana cała sytuacja.żal
Samochód serwisowy sobie jedzie A setki Tirow przejeżdża obok nich 90 km. na godz. W NIEMCZECH TO JUŻ BY ZRONILI MINIMUM DWIE ZWEZKI.