33-latek przyjechał pomóc szefowi, którego bus się zepsuł. Gdy przygotowywał się do wymiany koła, został śmiertelnie potrącony. W ocenie biegłego i prokuratora, sam doprowadził do tragedii.
12 kwietnia br. przed południem jadący autostradą bus na wysokości Graboszewa uległ awarii. Jego kierowca zatrzymał się na pasie awaryjnym i zadzwonił do swojego pracownika, by przyjechał mu pomóc. 33-letni pracownik przyjechał razem z kolegą. Busa, którym kierował zaparkował częściowo na pasie awaryjnym, a częściowo na prawym pasie autostrady. Gdy wszyscy trzej mężczyźni stali między pojazdami i przygotowywali się do wymiany lewego tylnego koła, autostradą jechały dwie ciężarówki. Kierowca pierwszej zdążył ich ominąć, zjeżdżając na lewy pas. Obywatel Ukrainy, który jechał drugim tirem już nie miał możliwości wykonania tego manewru. Rozpędzona ciężarówka uderzyła w stojącego z tyłu busa, który z kolei uderzył w stojących obok niego mężczyzn. Jeden z nich został odrzucony za barierki autostrady, nie odniósł poważniejszych obrażeń. Karetką został zabrany do słupeckiego szpitala. Drugi z poważnymi obrażeniami został zabrany do szpitala przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Trzeci z mężczyzn – 33-letni mieszkaniec powiatu konińskiego zginął na miejscu.
Niedawno słupecka prokuratura zakończyła śledztwo w tej sprawie. – Zostało umorzone wobec śmierci sprawcy – informuje prokurator Grażyna Witkowska. Jak ustalono, wina 33-latka polegała na tym, że źle zaparkował busa, którym przyjechał pomóc swojemu szefowi. Sam 33-latek, jak zeznali świadkowie, był przekonany, że zostawiając auto w tym miejscu zapewni bezpieczeństwo sobie oraz koledze i szefowi, z którymi miał wymienić koło. Uznał, że jadące autostradą pojazdy będą musiały ominąć busa. Niestety, nie przewidział sytuacji, do której doszło. Jak wykazało śledztwo, Ukrainiec, który uderzył ciężarówką w busa jechał z dozwoloną prędkością, ale mimo to nie miał możliwości ominięcia przeszkody, która z jego perspektywy nagle pojawiła się na drodze. Rodzina tragicznie zmarłego mężczyzny z ustaleniami prokuratora się nie zgadza. Złożyła już zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa. Wkrótce rozpatrzy je sąd.
Ze względu na fakt, że 33-latek przyjechał na autostradę na polecenie swojego szefa zdarzenie zostało zakwalifikowane jako wypadek przy pracy. W odrębnym postępowaniu prokurator wyjaśniał, czy pracodawca 33-latka w jakikolwiek sposób przyczynił się do tragedii. Jednak i to dochodzenie zostało umorzone. Ustalono bowiem, że szefowi nie można przypisać żadnego naruszenia przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy. Postanowienie nie jest jednak jeszcze prawomocne.























Widać, że nie obcykani byli z ruchem autostradowym, żeby tak stanąć, masakra.
Powiem tak. Nikt nie ma prawa zmieniać opony ani wykonywać jakichkolwiek napraw na autostradzie. W przypadku awarii należy wezwać pomoc drogowa i auto na holowanie. Niestety ewidentna wina osoby która zginęła. Po części też szefa który wezwał pracownika do pomocy zamiast wezwać pomoc drogowa.
No oczywiście że żle staneli..