Dziś druga część rozmowy z Mirosławem Kwaśnym trenerem SKP Słupca. Skupiliśmy się w niej na pracy z zespołami seniorów.
Praca w juniorach została zauważona i objąłeś zespół seniorów, w którym nadal występowali twoi koledzy z boiska. Trudno było ci ich przekonać do siebie jako trenera?
Tak po pracy w juniorach dostałem propozycję pracy z seniorami, ale najpierw byłem już dogadany z Czarnymi Ostrowite ponieważ chciałem odejść z klubu przez to, że nie zgadzałem się wtedy z obecnym zarządem w pewnych kwestiach organizacyjnych i miałem inne zdanie na pewne kwestie szkoleniowe, których niektórzy nie rozumieli. Później okazało się, że miałem rację! W ostatniej chwili jednak dostałem telefon i usiedliśmy do poważnych rozmów wyjaśniając sobie pewne kwestie i zostałem pierwszym trenerem w SKP! Byłem najmłodszym trenerem w piłce seniorskiej i miałem najmłodszy zespół w 4 lidze – ponieważ wprowadziłem większość wyróżniających się juniorów do piłki seniorskiej, ale też zostało kilku zawodników z którymi do tej pory grałem. Miałem mieszankę młodości z rutyną i trzeba było to wszystko poukładać. Wchodząc do szatni na pierwszy trening nie ukrywam miałem tremę. Było wielu przeciwników mojej osoby i naprawdę nie było łatwo. Jeszcze mój poprzednik wyznaczył przygotowania bardzo późno i miałem tylko 3 tygodnie na przygotowanie zespołu do rundy. Szybko jednak złapaliśmy kontakt zarówno ze starszymi jak i młodymi zawodnikami, była świetna atmosfera, tworzyliśmy wspólnie zgrany kolektyw i zaskoczyliśmy już w pierwszej rundzie, w której zrobiliśmy nadspodziewanie dobry wynik i tak zaczęły się piękne lata piłki seniorskiej w Słupcy. Przewinęło się przez te lata wielu dobrych zawodników. Pamiętam wspaniałe mecze choćby z Victorią Września, Jarotą Jarocin czy Sokołem Kleczew, a także wiele innych spotkań z tamtego okresu. Byliśmy zawsze w pierwszej połówce tabeli, a przecież wtedy 4 liga była bardzo rozbudowana i silna. Na mecze przychodziło mnóstwo kibiców i nie raz zdarzyło się, że były prawie pełne trybuny. Moja drużyna miała charakter, mieliśmy dużą jakość młodych zawodników ogranych w mocnej lidze juniorskiej i wsparcie doświadczonych graczy, byliśmy strasznie waleczni i bali się nas wszyscy. Mogę powiedzieć, że zarażałem wszystkich swoim podejściem i zaangażowaniem. Pisali o nas w następnych sezonach „Młode Wilki Kwaśnego”. Było to piękne 6 lat, które chyba już się nie powtórzą. Tak jak kiedyś powiedziałem „coś tutaj wtedy zrobiłem, coś zostawiłem”. Całość w Kurierze





















