– Chodziłam od lekarza do lekarza i każdy rozkładał ręce, nikt nie potrafił mi pomóc – mówi Monika Wróblewska z Benignowa. W końcu trafiła na specjalistę, który postawił diagnozę, ma już termin operacji. Problem w tym, że kosztuje ona 18 tysięcy.
Monika mieszka w Benignowie w gminie Słupca. Ma 36 lat, samotnie wychowuje 10-letnią córkę. Pracuje w sklepie spożywczym. Pracę i codzienne funkcjonowanie mocno utrudnia jej ból nogi. Wszystko zaczęło od pozornie drobnego wypadku. – Spadłam z domku dla dzieci. Pojechałam do szpitala do Słupcy, przyjął mnie chirurg, stwierdził złamanie w stopie. Włożono mi nogę w gips i polecono udać się do ortopedy. Po czterech dniach poszłam do ortopedy. Stwierdził, że nie ma złamania, że to skręcenie. Ściągnął gips – opisuje Monika. Po pewnym czasie noga przestała boleć i nasza bohaterka zapomniała, że miała wypadek. Po 2 latach ból jednak powrócił, zaczęła też puchnąć jej stopa. Monika wybrał się do innego ortopedy, który stwierdził, że ma zerwane wiązadła stawu skokowego i konieczna jest ich rekonstrukcja. – Czekałam 1,5 roku na operację. Miałam ją w styczniu tego roku. Byłam pół roku na chorobowym i 3 miesiące na rehabilitacyjnym – opisuje mieszkanka Benignowa. Kiedy zwolnienie się skończyło wróciła do pracy, choć nie czuła się jeszcze na siłach. – Noga cały czas puchnie i boli tak, że ciężko wytrzymać 8 godzin w pracy – opisuje Monika, która nadal szukała pomocy u specjalistów. – Chodziłam od lekarza do lekarza i każdy rozkładał ręce, nikt nie potrafił mi pomóc. W końcu dostałam namiar na prywatną klinikę w Poznaniu. Dopiero tam lekarz rozpoznał, że mam złamaną kość trójkątną, która się przemieściła w stawie skokowym i trzeba ją w pilnym trybie usunąć oraz naprawić rekonstrukcję wiązadeł, którą miałam w styczniu. Teraz się okazuje bowiem, że zerwane wiązadła wcale nie były główną przyczyną mojego bólu i puchnięcia nogi – opisuje 36-latka.
Monika odzyskała nadzieję, że problemy w nogą w końcu zostaną rozwiązane. W poznańskiej klinice ma już wyznaczony termin operacji na 16 lutego przyszłego roku. Tydzień przed zabiegiem musi wpłacić 18 tys. zł. I tu pojawia się problem. Z pensji, po odliczeniu kosztów utrzymania siebie i córki, ciężko jej odłożyć taką kwotę. Poza tym, potrzebne będą też pieniądze na rehabilitację i dojazdy. Łącznie to ok. 22 tys. zł. Właśnie taką kwotę wskazano jako cel zbiórki, która niedawno została utworzona na portalu pomagam.pl. Jeśli chcecie pomóc Monice w odzyskaniu sprawności i życiu bez bólu, możecie to zrobić TUTAJ.
– Każda złotówka ma znaczenie i przybliża Monikę do odzyskania zdrowia oraz możliwości normalnego życia z dzieckiem. Dziękujemy z całego serca za każdą pomoc – czytamy w opisie zbiórki.




















Zobaczcie jakich w Polsce mamy konowałów. Jest kasa jest operacja. Nie ma kasy rozkłada się ręce i struga głupa, że nie wiadomo co jest!