– Moje dziecko cierpiało, a w słupeckim szpitalu nie dostało praktycznie żadnej pomocy – mówi Anita Zięba, mama małego Marcelka.
Sytuacja miała miejsce pod koniec września, ale dopiero teraz pani Anita zdecydowała się o niej opowiedzieć. Marcel choruje na padaczkę lekoodporną, wodogłowie, niewydolność oddechową, zakrzepicę mózgu. Zdiagnozowano u niego dziecięce porażenie mózgowe. Nagle stan chłopca mocno się pogorszył. – Jego oczy były skierowane do góry, zaczął się napinać. Jak go wzięłam na ręce czułam, jak szybko i mocno bije jego serce – opowiada pani Anita. Przerażona zadzwoniła po karetkę. – Przyjechali po 25 minutach. Zostaliśmy przyjęci na izbę przyjęć. Zostałam wymazana tylko ja na covid – miałam ujemny. Syn bardzo się męczył, nie miał siły normalnie oddychać, dostał duszności. Trzeba było szybko działać, bo w takiej sytuacji każda minuta się liczy. Niestety, nie zrobili tego. Pani doktor przyszła do Marcela po 30 minutach od naszego przyjazdu, nie śpieszyło się jej. Wiele razy ją prosiłam, żeby po prostu zaczęli pomagać mojemu synowi, bo przecież po to tutaj przyjechaliśmy. Tymczasem pani doktor nawet nie osłuchała syna, zrobiła tylko wymaz na covid. Marcel w tym czasie nie mógł już oddychać. Pani doktor zaczęła unosić głos, że dziecko nie ma wkłucia, że powinno mieć zrobione w karetce. Nie wiem jak można było zrobić wkłucie w karetce, skoro syn ma zakrzepicę i słabe żyły. Wynik testu na covid wyszedł dodatni. Pani doktor od razu stwierdziła, że nie przyjmie dziecka na oddział, że skierują nas do Konina – relacjonuje pani Anita, która kategorycznie nie zgodziła się na Konin. Mogła jechać wyłącznie do Poznania, bo tamtejsi lekarze znają już jej syna. Jak twierdzi, przez trzy godziny spędzone w słupeckim szpitalu Marcel nie dostał praktycznie żadnej pomocy. – Ze Słupcy do Poznania wyjechaliśmy bez jakichkolwiek badań. W Poznaniu, 5 minut po przyjęciu do szpitala syn był już na OIOMie, w ciężkim stanie z odmą opłucną – mówi mama chłopca. Marcel spędził tam trzy tygodnie, przeszedł w tym czasie operację tracheotomii. Teraz jest już w domu, czuje się dobrze.
Pani Anita ma żal do słupeckiego szpitala. – Pani doktor naraziła naszego synka. Dla mnie jest szokiem, że dziecko z takimi problemami dostało ratunek dopiero po 4 godzinach, dopiero w Poznaniu – mówi i zapowiada, że po konsultacji z prawnikiem podejmie kroki prawne.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy dyrektora słupeckiego szpitala. – Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Słupcy jako podmiot leczniczy jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy informacji na temat pacjentów, którym udzielane są świadczenia zdrowotne. W przedmiotowej sprawie zostały przeprowadzone czynności wyjaśniające, które wykazały, że wszelkie świadczenia zdrowotne udzielone zostały zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Mając na względzie dobro pacjenta oraz liczne współistniejące schorzenia, pacjenta przetransportowano do placówki o wyższym poziomie referencyjności celem wdrożenia adekwatnego do stanu zdrowia pacjenta leczenia – napisał Maciej Sobkowski.
Marcel już wrócił do domu, czuje się dobrze. Niedawno na portalu pomagam.pl jego mama utworzyła zbiórkę na zakup nowego sprzętu rehabilitacyjnego i wyjazd na turnus rehabilitacyjny. Zachęcamy do wsparcia. Pomóc możecie TUTAJ.






















Na szpital jest skierowana skarga do Rzecznika Praw Pacjenta skierowana?