30-latek z gminy Słupca pięć miesięcy spędził za kratami po tym, jak podpalił pole uprawne w Kamieniu. Tuż przed świętami sąd wypuścił go na wolność.
Do pożaru doszło pod koniec lipca, w godzinach popołudniowych. 30-latek wracał samochodem ze Słupcy, kiedy wpadł na pomysł, by podpalić pole. Na miejsce pojechał rowerem, zabrał ze sobą znicze oraz starą oponę, którą znalazł idąc na pole. W oponie postawił znicz, podpalił go i przykrył słomą. Po chwili zboże na pniu się zapaliło, a ogień szybko rozprzestrzeniał się na sąsiednie uprawy. 30-latek uciekł, ale kiedy usłyszał strażackie syreny, wrócił w to miejsce. Żeby odwrócić od siebie podejrzenia, pomagał nawet gasić pożar. Zanim strażakom udało się opanować sytuację spłonęło ponad 5 hektarów zboża na pniu. Łączne straty trzech właścicieli upraw wyceniono na ponad 70 tys. zł.
Policjantom szybko udało się ustalić, kto spowodował pożar. 30-latek został zatrzymany, przedstawiono mu zarzut zniszczenia mienia. Przyznał się i złożył wyjaśnienia. Na wniosek prokuratora słupecki sąd aresztował go na trzy miesiące, a później ten okres przedłużył. W trakcie śledztwa ustalono, że 30-latek ma na koncie więcej przestępstw. Przyznał się do dwóch innych podpaleń stogów słomy – w Kamieniu i Benignowie, wyrządzając łącznie 5 tys. zł strat. Okazało się także, że jeździł samochodem bez uprawnień i łamiąc orzeczony przez sąd zakaz prowadzenia pojazdów.
22 grudnia za te wszystkie czyny odpowiedział przed sądem. Na rozprawę został doprowadzony z aresztu. Do wszystkiego się przyznał i złożył wniosek o dobrowolne poddanie karze. Ani prokurator, ani jeden z pokrzywdzonych obecnych na rozprawie się temu nie sprzeciwili. 30-latek został skazany na rok i miesiąc bezwzględnego więzienia. Jednocześnie sąd uchylił mu tymczasowe aresztowanie, co oznacza, że tego samego dnia mężczyzna mógł wrócić do domu. Do odsiadki pozostanie mu 8 miesięcy (sąd na poczet kary zaliczył mu okres tymczasowego aresztowania), ale być może za kraty już nie wróci. Będzie mógł bowiem starać się od odbycie reszty kary w systemie dozoru elektronicznego, w domu.
Sąd nie nakazał 30-latkowi naprawienia wyrządzonych szkód. Te kwestie rozstrzygnąć ma sąd cywilny, w osobnym postępowaniu.





















