– Nie ma dnia, żebym nie płakała. Nie śpię całe noce. Myślę, że on wróci – mówił mama 22-letniego strzałkowianina, który zginął w wypadku na ul. Poznańskiej w Słupcy. Rok po tragedii, w słupeckim sądzie ruszył proces w tej sprawie.
Naocznym świadkiem tragedii był kierowca forda, który jechał drogą K92, od strony Strzałkowa w kierunku centrum Słupcy. Miał na liczniku ok. 80-90 km/h. Przed nim jechała toyota, a jeszcze przed nią ciężarówka. Na ul. Poznańskiej w Słupcy, przed Mostostalem, zobaczył w lusterku jadące za nim BMW. – Przeraziła mnie prędkość tego samochodu – przyznał później w sądzie. BMW go wyprzedziło i cały czas jechało lewym pasem, próbując wyprzedzić również toyotę. – Odruchowy wyhamowałem – relacjonował. Czuł, że za chwilę dojdzie do tragedii. Kiedy BMW zbliżało się do toyoty, ta zaczęła wyprzedzać jadącą przed nią ciężarówkę. Najprawdopodobniej BMW i toyota się zderzyły. – Toyotę zaczęło obracać. BMW przez chwilę jeszcze jechało drogą, po czym złapało pobocze i uderzyło w drzewo – relacjonował. Kiedy podszedł do rozbitego samochodu, zastał dramatyczny widok. – Za kierownicą BMW siedział młody chłopak. Był nieprzytomny, z ust leciała mu krew. Kierowca BMW w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Lekarze ponad tydzień walczyli o jego życie. Niestety, obrażenia okazały się zbyt poważne. 22-latek zmarł.
Prowadzący śledztwo prokurator ustalił, na podstawie wyliczeń biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków, że kierowca BMW jechał z prędkością co najmniej 126 km/h, czym przyczynił się do zaistnienia tragicznego zdarzenia. Jednak za sprawcę wypadku uznał kierowcę toyoty. Jego wina, w ocenie prokuratora, polegała na tym, że zanim zaczął wyprzedzać ciężarówkę nie upewnił się, czy może bezpiecznie wykonać ten manewr. 19-letni kierowca toyoty nie przyznał się do winy. Zapewniał, że przed rozpoczęciem wyprzedzania patrzył w lusterko, ale nie zauważył tam żadnego nadjeżdżającego auta. Prokuratora to nie przekonało. Skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko 19-latkowi, zarzucając mu spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Niedawno w słupeckim sądzie ruszył jego proces.
Na pierwszej rozprawie rodzice tragicznie zmarłego 22-latkam mieli wiele uwag do opinii biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków, na której prokurator oparł akt oskarżenia. Podważali wyliczenia dotyczące prędkości, z jaką miał jechać ich syn. – Wiele razy z nim jeździłam. Wiem, że jeździł bezpiecznie – na rozprawie przekonywała mama 22-latka. Z kolei tata kierowcy BMW wskazywał, że biegły wyliczył prędkość na podstawie nieaktualnych wzorów. Rodzice wskazywali też, że biegły w ogóle nie widział rozbitego samochodu, a całą rekonstrukcję wypadku przeprowadził na podstawie zdjęć. – Opinia jest mało wiarygodna – przekonywali rodzice tragicznie zmarłego 22-latka. Domagają się również dokładnego ustalenia prędkości toyoty. Biegły przyjął, że auto jechało ok. 75 km/h. To jednak wartość szacunkowa. Rodzice zmarłego 22-latka przekonywali w sądzie, że dokładną prędkość toyoty można odczytać z tzw. czarnej skrzynki, która znajduje się w toyocie, a której biegły nie wziął pod uwagę. Na rozprawie biegły podtrzymał wszystkie swoje ustalenia zapisane w opinii. Przyznał, że nie wie, czy możliwe jest odczytanie danych z tzw. czarnej skrzynki toyoty. Jego zdaniem jednak dokładne ustalenie prędkości toyoty nie ma wpływu na końcowe wnioski opinii.
Kolejną rozprawę sąd wyznaczył na koniec maja. Przesłucha wówczas kolejnych świadków, m.in. autora prywatnej opinii dotyczącej przebiegu wypadku, który kwestionuje część ustaleń biegłego. Być może wówczas zapadnie wyrok. O rozstrzygnięciu sprawy poinformujemy na łamach Kuriera.





















Prawdopodobnie zostanę „zjedzony” przez Internet ale niestety – nie kierowca Toyoty go zabił, tylko prędkość. 130km/h? Jaka tam jest możliwość reakcji? Żadna.
Tragedia okropna, ale współczuję tutaj również kierowcy Toyoty.
Rodzice 22 latka są bardzo „zaciekli”. Dziwne, że tak bardzo walczą o karę dla 19 latka, która zniszczy mu życie. Przecież to nie pomoże ich synowi. Dwóch młodych chłopaków popełniło błędy. Czy choć jeden z nich nie może mieć szansy na dalsze życie? Rozumię, że matka nie chce przyjąc do wiadomości, że jej syn jechał zbyt szybko, no ale jej opinia o tym jak syn jeździł w jej towarzystwie jest śmieszna.
Według mnie to kierowca Toyoty chcąc wyprzedzać przed sobą samochód ciężarowy zbliżył się do linii środkowej jezdni by zobaczyć czy z przeciwka nic nie jedzie, ale tej linii nie przekroczył i nie zaczął wyprzedzać samochodu ciężarowego, bo to było zbyt blisko wysepki koło krzyżówki z Mostostalem, a w tym momencie nie widząc pojazdu – BMW, został uderzony z tyłu – z boku w swój pojazd, bo taka była duża prędkość pojazdu BMW z tyłu Toyoty , po czym Toyota wypadła z toru jazdy i została kilkakrotnie obrócona. Kierowca Toyoty nie wyprzedzał a miał zamiar wyprzedzania i zbliżył się do środkowej linii jezdni by ocenić, czy może to zrobić, i wówczas został uderzony w swój pojazd. Przecież to było zbyt blisko wysepki w okolicy Mostostalu by wyprzedzać, a tamten z tyłu jadąc BMW zrobił taki manewr, wyprzedzał wszystkich z ogromną prędkością i po drodze uderzył w bok – tył Toyoty. Wyprzedził świadka zdarzenia a po czym uderzył w bok – tył Toyoty, która była przy linii środkowej jezdni i uprzedzała się czy może wyprzedzić samochód ciężarowy jadący przed nią.
Wszystko to jest przykre, nikomu życia nie wróci, ale brawura zbiera śmiertelne żniwo.
Tragedia dla dwóch rodzin. Rozpacz dla dwóch rodzin.